Saturday, April 26, 2008

Israeli Propaganda Machine and How it works? Noam Chomsky.

Israeli Propaganda Machine and How it works? Noam Chomsky.
Peace, Propaganda & the Promised Land (1-8)

Peace, Propaganda & the Promised Land (2-8)

Peace, Propaganda & the Promised Land (3-8)

Peace, Propaganda & The Promised Land (4 of 10)

Peace, Propaganda & The Promised Land (5 of 10)

Peace, Propaganda & The Promised Land (6 of 10)

Peace, Propaganda & The Promised Land (7 of 10)


Peace, Propaganda & The Promised Land (8 of 10)



Peace, Propaganda & The Promised Land (9 of 10)



Peace, Propaganda & The Promised Land (10 of 10)

Drugi etap Grabierzy Polski by Antoni Macierewicz. Co naprawde przygotowuje Rzad Tuska?

Drugi etap Grabierzy Polski by Antoni Macierewicz. Co naprawde przygotowuje Rzad Tuska?


Drugi etap Grabierzy Polski by Antoni Macierewicz। Co naprawde przygotowuje Rzad Tuska?


"Głos Polski"
pos. Antoni Macierewicz (2008-04-24)
Felieton
słuchajzapisz

Friday, April 25, 2008

Prof.Boguslaw Wolniewicz o antypolskiej postawie "Tak nic sie nie nalezy!"

Prof.Boguslaw Wolniewicz o antypolskiej postawie "Tak nic sie nie nalezy!"




Reuters Agency reported from Buenos Aires, Argentina on Fri, 19 Apr 1996 (14:50:17 PDT) on The World Jewish Congress.

Israel Singer, General Secretary of the World Jewish Congress stated that "More than three million Jews died in Poland and the Polish people are not going to be the heirs of the Polish Jews. We are never going to allow this. (...) They're gonna hear from us until Poland freezes over again. If Poland does not satisfy Jewish claims it will be "publicly attacked and humiliated" in the international forum.

Saturday, April 19, 2008

Ambasador Polski w Argentynie zaprzecza stwierdzeniom szefa MSZ o swojej rzekomej rezygnacji.

Ambasador Polski w Argentynie zaprzecza stwierdzeniom szefa MSZ o swojej rzekomej rezygnacji.

Apelujemy do Szefa MSZ Pana Radoslawa Sikorskiego aby konsultowal sie wiecej
z Polonia i nie podejmowac tak zlych decyzji, zlych dla Polonii i naszej wspolnej Polski.
Lech Alex Bajan Washington DC

Ambasador Ryn nie rezygnuje
Nasz Dziennik, 2008-04-19
Ambasador Polski w Argentynie zaprzecza stwierdzeniom szefa MSZ o swojej rzekomej rezygnacji Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poinformował wczoraj, że z funkcji ambasadora Polski w Argentynie zrezygnował Zdzisław Ryn. Sam ambasador zdementował tę informację. W przyszłym tygodniu Ryn przyjeżdża na konsultacje. Nie jest tajemnicą, że nie był on przez Sikorskiego mile widziany na stanowisku ambasadora. Wczoraj szef MSZ spotkał się z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Ustalono już następne spotkanie, które ma dotyczyć omówienia spraw związanych z funkcjonowaniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Minister Radosław Sikorski poinformował, że do premiera Donalda Tuska trafił wniosek o zgodę na odwołanie ambasadora Zdzisława Ryna. Wniosek taki, według stwierdzenia Sikorskiego, trzykrotnie kierowany był też do prezydenta. Jak poinformował minister, pozostał on jednak bez odpowiedzi. A to właśnie do prezydenta należą ostateczne decyzje o powoływaniu i odwoływaniu ambasadorów. Ambasador Ryn zaprzecza natomiast, jakoby składał rezygnację, twierdząc, że jedynie wyraził swój protest przeciwko odsunięciu go z misji specjalnej na przekazanie władzy prezydenckiej w Argentynie. Wczoraj doszło do spotkania prezydenta Lecha Kaczyńskiego z ministrem Sikorskim. Jak tłumaczył szef MSZ, spotkanie przebiegło w dobrej atmosferze i nie było dyskusji o planowanej przez niego likwidacji kilkunastu polskich ambasad i konsulatów. Dyskutowano natomiast o sytuacji w Gruzji. Minister poinformował, że prezydent przyjął go na jego prośbę. W komunikacie po spotkaniu prezydent poinformował, że zaprosił ministra Sikorskiego na kolejne w najbliższym czasie. Celem następnego spotkania ma być "omówienie spraw technicznych związanych z funkcjonowaniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych". Szef MSZ zwracał uwagę, że Ryn był związany z Unią Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ), która nie cieszy się poparciem rządu Donalda Tuska. Biorąc pod uwagę, że działacze tej największej w Ameryce Łacińskiej organizacji polonijnej krytycznie wyrażali się o działaniach rządzącej obecnie w naszym kraju, tak wrażliwej na swój PR ekipy, trudno było nie spodziewać się tego typu decyzji. Minister Sikorski przed kilkoma miesiącami zalecił zresztą ambasadorom, aby nie kontaktowali się z przedstawicielami USOPAŁ. UKIE łączy się z MSZ Sikorski zapowiedział również reformę polskich placówek dyplomatycznych. Część będzie zlikwidowanych, a powstaną też nowe. - Tworzenie i likwidowanie placówek jest czymś, co się dzieje w sposób ciągły. Wszyscy moi poprzednicy tworzyli i likwidowali placówki. Nie ma w tym żadnej sensacji, będziemy to robić w duchu dostosowywania placówek do mapy polskich interesów i obecności Polaków za granicą - tłumaczył szef MSZ, dodając, że ważne z punktu widzenia naszych interesów jest istnienie polskich placówek np. na Islandii czy w Manchesterze, a mniej ważna jest np. placówka w Laosie. Tłumacząc przebieg konsultacji w tej sprawie z prezydentem, z którym powinien współdziałać w realizowaniu naszej polityki zagranicznej, poinformował, że chociażby "dzisiaj rano rozmawiał z bliskimi doradcami prezydenta". Wraz z początkiem przyszłego roku do Ministerstwa Spraw Zagranicznych włączony zostanie Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. Minister Sikorski poinformował, że połączenie zaakceptował już premier Tusk. Dotychczasowy szef UKIE Mikołaj Dowgielewicz zostanie wiceministrem spraw zagranicznych ds. europejskich. Dla szefa klubu Prawa i Sprawiedliwości Przemysława Gosiewskiego wysłanie do opinii publicznej informacji o likwidacji za plecami prezydenta kilkunastu ambasad i odwołanie ambasadora w Argentynie to temat zastępczy. - To jest stara zasada tematów zastępczych, jeżeli rządowi nie powodzi się w sferze politycznej. Ma to odwrócić uwagę opinii publicznej od podstawowych kwestii. Jeśli spojrzymy na ostatnie cztery miesiące, to minister Sikorski co chwilę wywołuje jakiś konflikt - uważa szef klubu PiS. Gosiewski zachęcał jednak Radosława Sikorskiego, aby dla dobra polskiej polityki zagranicznej dążył do współpracy z prezydentem, a nie doprowadzał do sporów.
Artur Kowalski
My adventure with Domeyko

Anna Cichoblazinska talks to Prof. Zdzislaw Jan Ryn, the former Polish Ambassador to Chile and Bolivia, and a biographer of Ignacy Domeyko.

ANNA CICHOBLAZINSKA: - You have dealt with the person of Ignacy Domeyko, his life and work, for many years. We got to know the ancestor of Domeyko while reading our national epos; in school we learnt about the connections of Domeyko and Mickiewicz and other Filomaci (student organisation), about Domeyko's participation in the November Uprising and the immigration but why his beautification? We do not know this side of Domeyko's personality...

PROF. ZDZISLAW JAN RYN: - After the death of Ignacy Domeyko (23 January 1889) Santiago de Chile announced national mourning. The funeral, attended by the most outstanding personalities of the Government and the Parliament, organised at state expense, was a great manifestation and it honoured him as a scientist, professor and university rector. The students unharnessed the horses and drew the carriage with Domeyko's coffin to the cathedral. When he was alive people addressed him 'Don Ignacio Domeyko, Gran Sabio Polaco. He was a sage, a Christian and artist. Miguel Amunátegui, the Chilean biographer of Domeyko, wrote, 'His brain is like a temple, on the altar of which God rests, and on the side altars, on the right rests science and on the left rests art'.
Domeyko was a pioneer of what the Holy Father John Paul II dealt with, i.e. connecting science and faith. For ten years efforts have been made to declare him Venerable. Domeyko was an eminent scientist, mathematician, geologist, teacher and organiser but most of all he prayed on the peaks of the Andes. There is much evidence that he died in the opinion of sanctity. He combined excellent creative intelligence with sensitivity and deep spirituality. This was a great figure for Chile but also for Poland. Domeyko would have been an ideal patron of all Poles if he had not left his Homeland. A great patriot, a man of science and faith. One of his sons became a Catholic priest and his grandson is a monk. For millions of those who recognise their Polish background he is a symbol of the Polish immigrant, who could not work for the Homeland and dedicated his life, work and knowledge to his adopted country. For years I have been working on creating a specific lobby for the cause of his beautification.

- And how is this process going on in Chile?

- In 1996 a group of postulators that aims at opening the cause for Domeyko was created in Santiago de Chile. The cause for beautification of Domeyko comes under the Cardinal of Santiago de Chile. Efforts have been made only for ten years. One of the formal conditions of the process was to prepare a detailed biography of Domeyko and a bibliography of his works, i.e. what was written about Domeyko and what he wrote himself. That was my task. I dedicated ten years of Benedictine work in libraries, archives and private collections. I collected materials all over the world. The new book about Domeyko contains a calendar of his life and was written like "The Calendar of the Life of Karol Wojtyla' by Fr Adam Boniecki. This is a kind of biography, which includes the letter writing of Domeyko. The letters contain many features of Domeyko's personality: his scientific achievements, travels, family, spiritual character and religiousness. Three books have been written. The first was published in two languages. The second one contains the world events related to Domeyko in 2002, the year that UNESCO declared as International Year of Ignacy Domeyko. The third biography has just appeared. And the fourth one is being printed. When I completed those books I felt I had fulfilled my task.
My last visit to Chile was to create a group of Chilean personalities. The aim of the group will be to raise funds to translate the two volumes, each contains 800 pages, into Spanish. These are big costs. However, I think that we should find means in Poland and not to beg for Domeyko in the world. But only after these books have been translated and printed the local cardinal in Santiago de Chile, after studying them, can appoint a civil commission and an ecclesiastical commission to examine whether there are no obstacles to declare him Venerable.
Anita Domeyko Alamos, the 104-year-old granddaughter of the scientist cried when I handed her the first copy of the book. She cannot see well, so she stroked the cover and was deeply moved. I am proud of being her friend from the moment I met her in 1991. Since that time she has said good-bye to me as if it was our last meeting. I tell her that I am coming back to Santiago in a few months. And she says she will wait for me. She has waited for 17 years.

- In what ways is Domeyko present in the Chilean culture?

- The expression of Domeyko's presence is about 140 eponyms (names) with his surname. Domeyko Cordillera, Domeyko Cultural Corporation, Pueblo de Domeyko, Domeyko Glazier, numerous museums, societies...UNESCO declared the year 2002 as International Year of Domeyko. During that year 21 books and almost 1,000 articles about Domeyko were published, 30 conferences, including 20 international ones, were organised worldwide. The world got to know that fifty years of Domeyko's presence in Chile left visible marks in science, culture and economy of this country. He transformed hand mining into professional industry. He discovered and described the natural resources and geological structure of this country. He educated many generations of specialists in mining. He published the first textbooks on geology and mineralogy. He was the co-founder and reformer of the Chilean University. Being the University Delegate and then Rector he influenced higher education and schools for 30 years. In Chile he was acknowledged as the father of mining education, the father of astronomy, the advocate of the civil rights of the native Indians, the apostle of science and education.
It is worth knowing that four nations claimed his membership: Polish (Domeyko felt he was Polish), Lithuanian (he was born in Lithuania), Belarusian (his home town Niedzwiadka is in Belarus now) and Chilean (Chile was his adopted country and gave him honorary citizenship). Examining and describing Domeyko's life I reached all the places he exerted strong influence.

- Through your diplomatic service, participation in the Andean trips and scientific visits you have been connected with Latin America in a special way.

- That's right. I spent about 14 years in Latin America. Although my beloved country is Indian Bolivia my biggest bonds are with Chile. I am unable to use all invitations I receive from Chile. I am named by three universities as a Honorary Professor, Honorary Citizen of two cities: La Serena (cultural capital of Chile and twin city of Krakow) and Coquimbo (twin city of Elblag), Honorary Member of the Chilean Institute (Academy of Medicine), which follows the pattern of the French Institute. It is worth mentioning that the Holy Father is Honorary Member of the Academy of Literature at this Institute. I am Honorary Member of the Federation of Andean Mountaineering and Skiing and of several scientific societies: neurology and psychiatry, aerospace and cosmic medicine as well as society of history and geography. In Chile my book 'El dolor tiene mil rostros. Juan Pablo II y los enfermos' (Suffering Has Thousands of Faces. John Paul II and the Sick). I initiated a laboratory of mountain medicine in the Andes in the former gold mine El Indio. Recently I have become Honorary Member of the Peruvian Academy of Health, correspondent member of the Peruvian Geographical Society and what is most valuable to me honorary doctor of Universidad Cientifica del Sur in Lima. Sometimes I have somewhat paradoxical impressions that my bonds with that part of the world are stronger than with Poland.

- So it seems that Latin America has become your second homeland.

- I regard it as my second homeland and I am connected to the Polish immigrants in Latin America in a special way. I am Honorary Member of the Polish Union in Chile, and I contributed to its origin. Similarly, I am a member of the Polish Immigrants' Association in Mendoza. Finally, the Polish environments became integrated and the Union of Polish Associations and Organisations In Latin America (USOPAL) was created and it has been directed by its tireless President Jan Kobylanski from Uruguay. The Polonia in Brazil and Argentina originated before the war, Poles went there 'for bread'. Thousands of ordinary people who cleared the jungle. Currently, there are the second and the third generations of Polish immigrants. They made a fortune, established themselves on a firm financial footing. They identify themselves with Polishness, cultivate Polish language and culture, and have strong bonds with the Polish Catholic mission and the missionaries. I have learnt patriotism from those Poles in Latin America. I did not know what longing for the country meant until I got to know them. I completed the best school of understanding what it meant to be Polish at the farthest ends of the earth.

- Thank you for the conversation.

1. Ignacy Domeyko. Obywatel swiata. Ignacio Domeyko. Ciudadano del Mundo, Ed. Zdzislaw Jan Ryn, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellonskiego, Kraków 2002.
2. Ryn Z.J.: Rok Ignacego Domeyki 2002, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellonskiego, Kraków 2003.
3. Ryn Z.J.: Ignacy Domeyko. Kalendarium zycia, Wydawnictwo Polskiej Akademii Umiejetnosci, Uniwersytet Jagiellonski, Akademia Gorniczo-Hutnicza, Kraków 2006.
4. Ryn Z.J.: Ignacy Domeyko. Bibliografia, Wydawnictwo Polskiej Akademii Umiejetnosci, Uniwersytet Jagiellonski, Akademia Górniczo-Hutnicza, Kraków 2007.
Szkoła hohsztaplerów politycznych
Napisał Marek Lubiński
Friday, 18 April 2008
Hucpa antypolskich pseudo-elit politycznych w Ojczyźnie nie zna jak widać granic. Oto skompromitowani politycy wywodzący się z mafijnego układu tzw. „okrągłego stołu” postanowili „zatroszczyć się” o edukację swych następców w Rzeczpospolitej i założyli nową szkołę, a do promowania tego nowego biznesu wybrali sobie Sejm RP...
Przypatrzmy się więc cóż to za tuzy polityki mają zająć się prowadzeniem owej szkoły, która już w niedalekiej przyszłości ma wypuszczać „liderów” pęczkami na, pożal się Panie Boże, scenę polityczną w Polsce... Strach ogarnia na prawdę kiedy dowiadujemy się, że „kadra naukowa” dobrana została z klucza żydo-komunistycznego. Mamy tam bowiem wielokrotnie skompromitowanego pseudodyplomatę Ryszarda Schnepfa, syna Maksymiliana Schnepfa, żydowskiego oficera UB i agenta sowietów. Jest też inny antypolak, Jan Maria Rokita primo voto Izaak Goldwicht wraz z „gwiazdą” z PO, Jarosławem Gowinem... Towarzyszy im były premier i stały szabes-goj, Marcinkiewicz, który zasłynął kiedyś z tego, że na pytanie zadane mu podczas pobytu w redakcji TV TRWAM dlaczego trzyma na stanowisku osobę tak skompromitowaną jak Schnepf, powiedział, że dlatego, iż Schnpef jest jego dobrym kolegą... Pogratulować tylko szczerości byłemu premierowi, gdyż nie ulega żadnej wątpliwości, że cała dzisiejsza klasa polityczna w Polsce, która dorwała się do koryta po roku 1989 to właśnie tacy „dobrzy koledzy”... „Fąfle i herbatniki” chciałoby się powiedzieć wedle terminologii więziennej, gdyż cechuje ich wzajemna solidarność w dopuszczaniu się i korzystaniu z koryta oraz niedopuszczanie obcych, tych nie z „towarzystwa”... A żeby zaś do tego „towarzystwa” przynależeć trzeba wykazać się jakimś przodkiem z PZPR, UB lub SB, który wytrwale budował „władze ludową”... Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że od takich nauczycieli jak chociażby Niesiołowski vel Nusselbaum, który nie wahał się składać ochoczo zeznań na SB, gdy go tam przyciśnięto, a dziś stara się uchodzić za „autorytet”, przyszli studenci wnet nauczą się jak dobrze kłamać i kręcić... Wogóle to aż się roi wśród nazwisk wykładowców od przeróżnej maści „autorytetów” z „drogim” Bronisławem Geremkiem na czele, który jako historyk specjalizował się w temacie paryskich burdeli... Od takiego profesora niejednego będą się mogli nauczyć przyszli dyplomaci... A pani Hanna Gronkiewicz Waltz primo voto Grunbaum? Czyż ona mając tak bogate doświadczenia ze wspólpracy z autorem największego złodziejstwa w Polsce ostatnich dziesięcioleci, czyli z Leszkiem Balcerowiczem... Czy pani Hanna nie przekaże przyszłym „elitom” polityki jak kraść skutecznie miliony i tak, aby ich nie złapali... A inny samozwańczy „profesor”, który w czasie okupacji niemieckiej opuścił obóz koncentracyjny w sposób zgoła cudowny, kiedy inni wychodzili z tamtego miejsca przez komin... Władysław Bartoszewski, bo o nim mowa, też na pewno nie pozostanie w tyle i przekaże swym pilnym studentom zasady obłudy, fałszu i zakłamania, które w „towarzystwie” prowadzą do najwyższych zaszczytów... Więcej o „dokonaniach” naukowych i politycznych „profesora” przeczytać można obszernie w książce prof. J.R.Nowaka „ O W. Bartoszewskim bez mitow” On i inni jemu podobni, jak Gugała czy Perlin, będą dawać wykłady z hipokryzji, będą uczyć uległości wobec obcych za pieniądze... Będą dawać dyplomy za frymarczenie Polską i będą uczyć jak tę Polskę okradać... Będzie to na pewno jeszcze jedna „szkoła” na wzór tej, którą swego czasu otworzył przy UW w Warszawie inny „profesor”, niejaki Dębicz, który swą „karierę naukową” rozpoczął od tłumaczenia na język polski z hiszpańskiego socjrealistycznej, stalinowskiej instrukcji uprawy trzciny cukrowej na Kubie i za to wiekopomne dzieło otrzymał tytuł „profesora”... Czy tacy właśnie antypolacy, jak on, lub działający na zlecenie Fundacji Sorosa, Marszałek Senatu RP, antypolak Borusewicz będą wychowywać przyszłe elity polityczne...? To może, żeby to „światłe” towarzystwo znalazło się w komplecie, zaproszą też jako wykładowców oprawców polskich patriotów, prokurator antypolkę Wolińską, czy też antypolaka Stefana Michnika, rodzonego brata Adama Michnika, który antypolonizm wyssał z mlekiem matki... Jasnym jest też, że przyszli studenci takiej szkoły już na wstępie będą musieli wykazać się odpowiednim nastawieniem ideologicznym, wiernopoddańczym wobec antypolskiej elitki i wrogim wobec naszej Ojczyzny.

Cała ta sytuacja wskazuje, że jest to próba stworzenia niezdrowej konkurencji i odebrania pozycji Wyższej Szkole Społecznej i Medialnej w Toruniu załozonej przez Ojca Tadeusza Rydzyka, która to uczelnia jest jedyną w swoim rodzaju, gdzie kształci się młodzież na wysokim poziomie merytorycznym i dydaktycznym, formując nie tylko specjalistów w swoich dziedzinach, ale przede wszystkim patriotów polskich. Dlatego też jest ona solą w oku rządzącej dziś w Polsce mafii okrągłostołowej. Mafia ta pragnie zachowac swe wpływy na przyszłą politykę w naszej Ojczyźnie i w dalszym ciągu wysyłać swoich ludzi na wysokie stanowiska państwowe, na placówki dyplomatyczne tak, jak ma to miejsce obecnie, że nikt spoza ich środowiska nie ma praktycznej możliwości przebicia się wysoko w pracy w administracji państwowej.

Jest to kolejny skandal, że ci, którzy od lat zajmują się niewoleniem, wyprzedażą i kradzieżą Polski mają w przyszłości kształcić elity polityczne. Wszak ich szkoła tak na prawdę nie będzie, jak głosi jej nazwa, szkołą liderów, lecz szkołą politycznych hosztaplerów. Polacy musza się otrząsnąć z marazmu... Nie wolno nam dopuścić do tego, aby antypolskie, obce nam grupy interesów powiązane przez geszeft „okrągłego stołu”, a sterowane przez Fundację Batorego i inne syjonistyczne agendy zniszczyły tę jedyną w swoim rodzaju uczelnię w Polsce, jaką jest WSKSiM w Toruniu. Pierwsze kroki w tym haniebnym kierunku już są robione. Oto bowiem skreślono tę uczelnię z listy indykatywnej projektów kluczowych Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko w ramach priorytetu XIII Infrastruktura Szkolnictwa Wyższego...

Jest to przyklad ewidentnego działania podszytego uprzedzeniami ideologicznymi i nie można do tego dopuścić, aby zamiast prawdziwie polskich patriotycznych elit, jakie formuje uczelnia Ojca Rydzyka, i które to elity są prawdziwą nadzieją dla Polski, jacyś samozwańczy „profesorowie”, potomkowie stalinowców i „Dyzmy” polityki produkowali hohsztaplerów na naszą i naszej Ojczyzny zgubę.


Zamknij okienko

VII Międzynarodowy Rajd Katyński

VII Międzynarodowy Rajd Katyński

VII Motocyklowy Rajd Katyński cz.7




VII Międzynarodowy Rajd Katyński
Trasa VII Rajdu 2007
Opinie Uczestników
Sprawozdanie z VII Rajdu
Nagrody
TRASA VII-GO MIĘDZYNARODOWEGO MOTOCYKLOWEGO RAJDU KATYŃSKIEGO
25.08 - 9.09.2007 r.

Trasa 6000 km
24 sierpnia(piątek) Wilanów
Po południu zbieramy się w świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie, tam rozstawiamy namioty.
O godzinie 17:00 kolacja i odprawa, podział na grupy.

25 sierpnia(sobota) Warszawa-Lwów (380 km)
godz.10:00 uroczystość rozpoczęcia VII Motocyklowego Rajdu Katyńskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie.
Organizuje KG Policji. godz.11:00 start: Warszawa - Lwow (380km)
Złożenie wieńców na GNZ, przed Pomnikiem Katyńskim, na Pl. Zamkowym w Warszawie, przed Pomnikiem Katyńskim w Tarnogrodzie. Przekroczenie granicy polsko-ukraińskiej w Rawie Ruskiej ok. godz. 17:00
Złożenie wieńca na grobie Hetmana Wielkiego Koronnego, Stanisława Żółkiewskiego.

26 sierpnia(niedziela) Lwów
Msza św. w Katedrze Lwowskiej, spotkanie z Polakami.
Wspólne złożenie wienców na Cmentarzu Łyczakowskim w Kwaterze Orląt, na grobie Marii Konopnickiej i innych.
Złożenie wieńca na Wzgórzach Woleckich, w miejscu zbrodni niemieckich na profesorach Uniwersytetu Jana Kazimierza i ich rodzinach.
Złożenie wieńca przed pomnikiem Adama Mickiewicza.



27 sierpnia(poniedziałek) Lwów-Okopy św. Trójcy (390 km)
Zbaraż -Trembowla - Buczacz - Jazłowiec
Ognisko nad Dniestrem i Zbruczem


28 sierpnia(wtorek) Okopy św. Trójcy - Kamieniec Podolski (50 km)
Chocim - Żwaniec
Ognisko na Starym Zamku


29 sierpnia(środa) Kamieniec Podolski - Kijów-Bykownia (431 km)
Bar - złożenie wieńca na cmentarzu żołnierzy z 1920 roku, wizyta w Domu Polskim.
Brachilow spotkanie z Polakami na cmentarzu przy grobach polskich żołnierzy
Berdyczow - spotkanie z mlodzieżą szkolną.
Bykownia - Msza św. nad mogiłami żołnierzy polskich, ognisko



30 sierpnia(czwartek) Kijów - Charków (484 km)
Msza św. na Cmentarzu Wojennym, złożenie wieńców.


31 sierpnia(piątek) Charków - Kursk (250 km)
Przekroczenie granicy ukraińsko - rosyjskiej ok. 9:00


1 września(sobota) Kursk - Moskwa (528 km)



2 września(niedziela) Moskwa - Miednoje (200 km)
Wizyta w sierocińcu.
Uroczystość na Cmentarzu - organizuje Policja.
Złożenie wieńców.
Wieczorne ognisko.


3 września(poniedziałek) Miednoje - Ostaszków (200 km)



4 września(wtorek) Ostaszków - Katyń (466 km)



5 września(środa) Katyń
Spotkania z mlodzieżą polską i rosyjską.
Msza św. i złożenie wieńców na Cmentarzu Wojennym.


6 września(czwartek) Katyń - Mińsk (340 km)
Przekroczenie granicy rosyjsko - białoruskiej ok. godz. 9:00
Zlozenie wiencow w Kuropatach.


7 września(piątek) Mińsk - Jezioro świteź (191 km)
Ognisko. Wieczór poezji romantycznej nad jeziorem.


8 września(sobota) Jezioro świteź - Sokółka (246 km)
Nowogródek, Lida, Grodno - spotkania z Polakami.


9 września(niedziela) Sokółka - Warszawa (250 km)




--------------------------------------------------------------------------------

9 września(niedziela) przerwanie Rajdu
Uczestnicy rozjeżdżają się do domów - wracają 22 września (sobota) o godz. 10:00 do Katedry Polowej Wojska Polskiego przy ul.Długiej na nabożeństwo dziękczynne. Po nabożeństwie w zwartym szyku wjeżdżamy na Pl. Marszałka Piłsudskiego, przed Grób Nieznanego Żołnierza gdzie o godz. 12:00 nastąpi uroczyste zakończenie Rajdu i rozdanie nagród. Naszymi gośćmi podczas uroczystosci zakończenia Rajdu Katyńskiego będzie 350 delegatów na III Swiatowy Zjazd Polakow i Polonii świata, który w dniach 22-26.września będzie obradował w Warszawie. Wspólnie złożymy wieńce na Grobie Nieznanego Żołnierza.



--------------------------------------------------------------------------------
OPINIE

Witamy serdecznie
Wiktorze minął już tydzień od naszego powrotu z rajdu katyńskiego a ciągle jesteśmy myślami na rajdzie. Pragniemy podziękować za niezapomniane przeżycia, za dobrą lekcje historii i wspaniałą atmosferę tego rajdu która na zawsze zostanie w pamięci.Swoje podziękowanie kierujemy również do ludzi w kraju i zagranicy którzy przyczynili się do zorganizowania tego wspaniałego rajdu. Wyjeżdżając na rajd byliśmy przygotowani na gorsze warunki a niejednokrotnie byliśmy mile zaskoczeni, i już dzisiaj jesteśmy gotowi na uczestnictwo w następnym rajdzie katyńskim.
Pozdrawiamy J.H. Gładcy

Szanowny Komandorze,
dziękuję serdecznie za udział w rajdzie, był to dla mnie wyjazd szczególny nie tylko ze względu na możliwość poznania krajów w których nigdy nie byłem, ale przede wszystkim na wymiar duchowy i moralny tej wyprawy. Możliwość odwiedzenia miejsc mordu naszych Rodaków głeboko mnie poruszyła, sądzę, że warto było pokonać wiele niewygód i trudów, aby znaleść się w miejscach, które były mi znane dotychczas jedynie z literatury.
Dziękuję raz jeszcze, pozdrawiam serdecznie
Robert Sirek
Bielsko-Biała

Wiktorze,
Melduje sie juz z tej strony Oceanu. Jeszcze raz dziekuje za goscine i doswiadczenie rajdowe. To byly niesamowite chwile... Wiem juz, ze bez Rajdu nie bede mogl zyc!
Serdecznie pozdrawiam
Jacek Niemczyk

Witam Panie Wiktorze!
Stosownie do Pana sugestii postanowiłem podsumować Rajd swoim subiektywnym okiem. W ogólnej ocenie uważam go za bardzo udany. Nieoceniony przy tym jest zresztą Pana wkład, bo, krótko mówiąc, bez Pana, by go nie było. Jednak nie byłoby go również bez nas - uczestników - zarówno tych już doświadczonych, jaki i tych "zielonych", którzy co roku do niego dołączają. Pana jednak, odniosłem takie wrażenie (nie byłem w tym odosobniony), poszczególne osoby nie obchodziły! Dla Pana liczył się ogół, który, dzięki swojej potędze w liczebności, mógł zwrócić na siebie uwagę. A przecież ten ogół tworzą zawsze pojedynczy ludzie! Niestety, Pan niejednokrotnie wykazywał się względem rajdowców arogancją, ignorancją i pychą! Zdaję sobie sprawę, że jeden człowiek, któremu zresztą należy wiele zawdzięczać, nie jest w stanie kierować tak liczną grupą różnego pokroju ludzi! Trudno zresztą nawet tego oczekiwać. Jednak od tego powinni być grupowi, których powinien Pan codziennie instruować, kierować nimi, przekazywać wszelkie uwagi i sugestie, a tak niestety nie było. Ja akurat jestem zadowolony ze swojego grupowego - Jacka z Sokółki, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia co grupa Czarna. śmiało mogę powiedzieć, że był to odpowiedni do tej roli człowiek, gdyż troszczył się o nas jak brat, choć też nie wiedział wszystkiego i kierował się często intuicją lub doświadczeniem wyniesionym z poprzedniego rajdu. Także, to co Pan robi od strony ideologicznej jest bardzo wartościowe i podpisuję się pod tym obiema rękoma, ale traci sporo blasku przez to niegodne traktowanie uczestników! Pan tylko potrafił powtarzać wciąż, że kto nie zdąży to jego sprawa, że nikt na nikogo nie będzie czekał, że jak mu się motocykl popsuje czy się zgubi, to niech sobie radzi sam! Jestem ciekaw jak by to wyglądało, gdyby Pan miał wypadek lub popsuł by się Panu motocykl? śmiem powątpiewać w to czy Rajd toczyłby się w sposób niezachwiany. Proszę się nad tym chwilę zastanowić, bo, choć nie życzę Panu tego, to kto wie co w przyszłości może się Panu przydarzyć? Dziękować Bogu możemy, że nic się nikomu nie stało! Bezwzględnie to Jego zasługa, a nie Pana! Pan zadbał o wiele, ale zapomniał o najważniejszym - żywym organizmie jakim są ludzie. I nie chodzi mi o zapewnienie nam hotelowego komfortu czy jedzenia na poziomie restauracyjnym. To wszystko było bez zarzutu, bo przecież każdy mógł coś zjeść (o ile zdążył nim usłyszał, że za 2 czy 5 minut odjeżdżamy!) i gdzieś się udać na spoczynek! Więcej nie trzeba było! Wielki tu zresztą ukłon w stronę Pana, Grzegorza i pewnie jeszcze wielu innych osób, dzięki którym było to możliwe, ale przecież "nie samym chlebem żyje człowiek..."! Reasumując, warto było jechać i wdzięczny jestem Panu, że dzięki Pana determinacji i poświęceniu mogłem tam być, poszerzyć swoje horyzonty, poznać "inny świat" i ludzi, zgłębić historię Polski i wynieść wiele pozytywnych wartości. Chwała Panu za to! Hańba natomiast za przedmiotowe traktowanie ludzi, bo bez nas, sam Pan by niczego nie osiągnął, a odnieść można było wrażenie, że w tym wszystkim, Pan realizuje swoje życiowe cele, nie bacząc jakim kosztem się to dzieje! Dlatego prócz głębokiego szacunku dla Pana, muszę powiedzieć, że powinien się Pan też wstydzić za swoje postępowanie, a nie jedynie "obrastać w piórka" i "puszyć" swoimi osiągnięciami! Jakże wielkim szacunkiem otaczał Pan spotykanych na trasie ludzi, których odwiedzaliśmy, a swoich pobratymców traktował jak psy! Mam nadzieję, że moje uwagi pomogą wyeliminować większość tych słabych stron Rajdu na przyszłość. Ja jednak póki co nie piszę się na kolejny, gdyż uważam, że jest to zbyt ryzykowne przedsięwzięcie i nie chcę liczyć następnym razem jedynie na opiekę Boga, mając świadomość, że nikt mi nie pomoże w razie wypadku, awarii czy zbłądzenia, a już w szczególności nie Pan! Jak Pan dobrze wie, przykład zawsze idzie z góry i ludzie bardzo często kierują się w ekstremalnych sytuacjach instynktami zwierzęcymi, a nie ludzkimi, skoro zamiast wsparcia, godnego traktowania i dania im dobrego przykładu, organizuje się "wyścig szczurów". Do tego wszystkiego, często spotykaliśmy się z brakiem konsekwencji w Pana decyzjach. Np. w Nowogródku miało być wspólne tankowanie, a ostatecznie była "wolna amerykanka". Przed granicą z Polską mieliśmy również zjechać na tankowanie, o czym jakoś Pan zapomniał, bo Pan paliwo miał, a co tam inni, niech się sami martwią! Mój kolega dojechał do Sokółki "na oparach" i na szczęście tylko 100 m przed stacją skończyło mu się paliwo. Poza tym, dużo ludzi przez to zostało po polskiej stronie z tymi szmatławymi pieniędzmi, którymi mogą sobie teraz jedynie cztery litery podetrzeć! Nie były to wprawdzie spore pieniądze, ale liczy się sam fakt, że jeszcze na sam koniec "wypiął" się Pan na nas! Nie rozumiem też sytuacji, w których bez przyczyny wyjeżdżaliśmy bladym świtem i przyjeżdżaliśmy do celu o "młodej porze" (tak było chociażby z przyjazdem do Ostaszkowa czy Katynia). Nie wiem czemu to miało służyć? Zdaję sobie sprawę, że łatwo się ocenia innych, ale uważam, że przy niewielkim wysiłku, mogło to wszystko znacznie lepiej wyglądać. Proszę jednak wybaczyć mi mój krytyczny ton i nie zapominać, że prócz niego mam też względem Pana wiele szacunku i wdzięczności za umożliwienie mi uczestnictwa w tak doniosłej sprawie dla Polski, Polaków jako narodu, Rodaków na wschodzie, Ukrainców, Rojan, Baiłorusinów i nas samych.
Łącze wyrazy szacunku - Adam Jucewicz

Bydgoszcz, dnia 10 września 2007r.
Minęło już jedenaście dni od zakończenia rajdu. Opadły emocje i w kilku zdaniach chciałbym wyrazić swoją opinię na temat tego wspaniałego przedsięwzięcia. Uczestniczyłem w nim po raz pierwszy i o dziwo, ogólnie wszystko mi się podobało. Podobały mi się patriotyczne cele rajdu, które zostały w pełni osiągnięte. Pozytywnie zaskoczyło mnie koleżeństwo i gotowość niesienia pomocy motocyklistom, którzy znaleźli się w potrzebie, a także skromność tych, którzy uczestniczyli w nim po raz kolejny. Jestem po prostu szczęśliwy, że mogłem w nim uczestniczyć.
WIKTOR - ROBISZ DOBRą ROBOTĘ.
Jeśli chodzi o pewne niedociągnięcia, to moim zdaniem powinna panować większa dyscyplina w grupach. Grupy powinny przemieszczać się razem w odpowiednich odległościach jedna od drugiej, tak jak miało to być w zamierzeniach. Jadąc całą grupą (około 10 motocykli) można by zatankować za jednym razem wszystkie maszyny, a dopiero po przybyciu do celu rozliczać się między sobą z należności finansowych. Jak odbywało się tankowanie to doskonale wszyscy wiemy. Praktyka pokazała, że w przyszłości należało by zabezpieczyć więcej lawet na niesprawne motocykle.
Kwatermistrz Rajdu
Jerzy DąBROWSKI

Dziekuje bardzo! Przepraszam serdecne, moj po polsku nie dobry i musie pisac list po angliescu...
Pan Victor... Thank you so much for allowing me to join such a wonderful family. I understand how much work is involved in organizing such an event and we can't thank you enough for all the time you spent to coordinate everything.
Pan Adam (a.k.a. Grand Puba)... Thank you so much for looking after me during the ride. We were an amazing group and had such fun... (sometimes too much fun).
Pan Andrew (from Auschwitz - Captain of the "fluorescent riders" :-] )... Thank you so much for translating and sharing your knowledge of the cemetaries we visited and for caring for my diary.
I understand that there is a meeting in September. Please note that I could put up people (four in beds and others on mats/sleeping bags) for some who may be coming from out of town. I would be grateful if you would pass this invitation in Polish to those who were on the ride as well as confirm when the meeting is.
Milego wieczoru!
Diana

Witaj Wiktorze
Jak tylko się dowiedziałem o Międzynarodowym Rajdzie Katyńskim jesienią 2006 i obejrzałem stronę www to od razu postanowiłem, że muszę pojechać. Nie zawiodłem się.
Uczestnictwo w VII MRK było dla mnie bardzo wzruszające. Te dwa tygodnie były jednymi z najważniejszych w moim dotychczasowym życiu. Nie potrafię pisać kwiecistych słów, jestem po prostu szczęśliwy, że mogłem to przeżyć. Tyle łez wzruszenia, które napełniały moje serce wielką radością, tylu wspaniałych ludzi rozumiejących się bez słów. Taka lekcja patriotyzmu jest teraz potrzebna wielu Polakom.
Było wspaniale, choć czasami niebezpiecznie. Moją zmorą była ogarniająca mnie senność podczas monotonnej jazdy w dużej grupie. Nie mogłem zapanować momentami nad opadającymi powiekami. Nie byłem w tym odosobniony. Lekarstwem okazała się jazda w mniejszej (kilkuosobowej) grupce ze zmiennym tempem jazdy. Dobrze, że na tym Rajdzie mieliśmy dobrą pogodę i można było czasami zdrzemnąć się na trawce. Nie było łatwo ale to sprzyja większej integracji. Na pewno nie był to mój ostatni Rajd. Dziękuję Wiktorze, że wkładasz tyle serca i pracy w przygotowanie i prowadzenie Rajdu. Niech twój rumak prowadzi jak najbezpieczniej przez następne Rajdy do naszych Rodaków na Wschodzie, do tych którzy potrzebują prawdy i do tych, którzy potrzebują modlitwy. Jestem całym sercem z Tobą. Uczestnik VII MRK Rafał Lusina

Drogi Wiktorze,
Już Ci dziękowałam osobiście za gościnę i możliwość uczestnictwa w Rajdzie Katyńskim. Pragnę również, abyś wiedział czym tak naprawdę była dla mnie ta wyprawa. Rajd pozwolił mi na nowo uwierzyć w ludzi - w ich otwarte serca. Spotkania z mieszkańcami kresów to doświadczenie, które na zawsze pozostaje w sercu i w pamięci. Takie spotkania sprawiają, że człowiek nabiera dystansu do własnych problemów i stara sie pomóc innym - tym, którzy naprawdę tego potrzebują, bo są sami. Wspólnota, którą stworzyliśmy jako uczestnicy Rajdu to coś więcej niż grupa przypadkowych ludzi jadących na motorach. Rozmawiałam z wieloma i uważam, że połączyła nas wielka pasja - milość do ludzi i współczujące i pamiętające serca dla tych, którzy tak szybko i niewinnie zginęli. Wspaniałe jest to, że w Rajdzie uczestniczy coraz więcej młodych, niezwykle wartościowych ludzi. To może tylko wróżyć lepsze jutro. Rajd byl również dla mnie najlepszą, bo żywą i prawdziwą lekcją historii. Uważam, ze każdy Polak powinien choc raz pojechać na kresy, pojechać z nami. Dziękuję Ci z całego serca za to co robisz.
Ela Kłosowska

Moje wspomnienie
VII Rajd Katyński powoli przechodzi do historii. Jeszcze tylko spotkanie w Katedrze Polowej WP, potem Plac Marszałka Piłsudskiego i pozostaną wspomnienia. Ale czy tylko? To był mój drugi rajd. Byłem do niego o wiele lepiej przygotowany pod każdym względem. Spotkanie z członkami grupy rozwiało moje obawy o kształt naszej współpracy. Spotkałem ludzi mądrych życiowo i wykształconych, przez co nasze obcowanie okazało się udane i przyjemne. Byliśmy razem do chwili rozwiązania rajdu. Dziękuję Wam za to. Dziękuję za wspólne przeżycia i jazdę. Jestem pewien, że warto było pozostać do końca. Będziemy teraz żyć satysfakcją, że przejechaliśmy każdy kilometr trasy z własnego wyboru, pokonując własne słabości. Niech każdy z Was w swym sumieniu odpowie sobie na pytanie, czy pamięta urlop, którym wciąż żyje po powrocie do domu? Czy witano Was kiedyś w kraju zmęczonych w taki sposób, jak to miało miejsce w Sokółce?
Czas refleksji dopiero nastąpi. Wszystko jest jeszcze za świeże. Wciąż jeszcze "jedziemy". Nie da się po tym, co przeżyliśmy wspólnie, tak po prostu iść do pracy i zapomnieć. Jestem pewien, że coś się zmieniło. Jesteśmy już innymi ludźmi. Wzbogaciliśmy nasze dusze. Nasza wrażliwość jest wyczulona, dostrzegamy i rozumiemy inne wartości. Takie zapomniane cnoty jak szlachetność, prawość, zacność czy uczciwość obywatelska, które cechują starsze pokolenia, nie są już dla nas truizmem. Jesteśmy na pewno lepsi. Wiem to, bo kiedy stałem wzruszony z pochodnią w ręku, widziałem także łzy w Waszych oczach. Przeżywaliśmy to uniesienie i czuliśmy wszyscy razem. Oczami wyobraźni byliśmy na apelu w Ostaszkowie, twerskiej kaźni i przy dołach grobowych w Miednoje. Widzieliśmy jak w katyńskim lesie strzelają w tył głowy, a kolejne zabłocone ciężarówki przywożą następne transporty. Widzieliśmy, jak kaci w półmroku, z naganem w ręku wrzeszczą i popychają kolejnych. Jednoczyliśmy się z rodzinami pomordowanych, którzy czekali na swoich najbliższych, ciągle wierząc, że kiedyś wrócą. Staliśmy na tej ziemi ze spuszczoną głową i ściśniętym gardłem. Będziemy o tym opowiadać. Będziemy przekonywać, że warto było jechać, aby przeżyć katharsis, aby obejrzeć ten swój własny film, aby mieć swój pogląd na historię i aby nikt nie wmawiał nam swojej prawdy. Warto było jechać, aby zrozumieć potrzebę mówienia o tym. Kiedy niedawno w zacnym towarzystwie opowiadałem o rajdzie, pewien jegomość krytycznie oceniając całe przedsięwzięcie wyraził tezę, że pielęgnujemy swoje klęski "Rzezi w historii było wiele, po co ta demonstracja? Dlaczego Ormianie nie robią najazdu na Stambuł?"… Cóż mogłem odpowiedzieć? "Zapewne nie mają u siebie takiego Wiktora Węgrzyna", rzekłem. Wszak Żydzi uczą swoją młodzież historii na miejscu w Oświęcimiu.
Prawda o tym rajdzie powoli, acz z wielkimi oporami przebija się do świadomości Polaków. Dzieje się tak, dzięki jego uczestnikom, dzięki oprawie i celowi, jakiemu służy. To nie jest wycieczka krajoznawcza. To jest nie lada wyzwanie dla każdego. Także dla tych, którzy jadą po raz kolejny. Bywa, że maszyny nie wytrzymują ciężkiej eksploatacji, czasem doskwierają niewygody i zła pogoda. Innym razem zmęczenie zbiera żniwo. Ale jest coś w zamian. Tylko my, którzyśmy tam byli wiemy co. Nie wszystko można opisać słowami. Te przeżycia duchowe, te ogniska, wspólne posiłki, ta serdeczność i te setki kilometrów drogi, które trzeba codziennie pokonać, aby jutro od nowa chłonąć dodatkową porcję wrażeń są cechą szczególną tej wyprawy.
Zanim jeszcze pojechałem, usłyszałem: cóż z ciebie za motocyklista, jeśli nie byłeś na Rajdzie Katyńskim? O czym będziesz wnukom opowiadał ???

Sławomir Iwanicki
Uczestnik VI i VII rajdu




--------------------------------------------------------------------------------
SPRAWOZDANIE Z VII-GO MIĘDZYNARODOWEGO MOTOCYKLOWEGO RAJDU KATYŃSKIEGO 25.08 - 09.09.2007r.


CEL RAJDU:
Złożenie hołdu Polskiemu Rycerstwu - Oficerom Wojska Polskiego, Policjantom, Żołnierzom KOP-u, Polskiej Inteligencji - pomordowanym przez komunistów i Niemców w Katyniu, Miednoje, Charkowie, w Kijowie-Bykowni, Kuropatach i we Lwowie na Wzgórzach Wuleckich. Złożenie hołdu żołnierzom Wojska Polskiego, poległym w walce "Za Wolność Naszą i Waszą".

UCZESTNICY:
W Rajdzie uczestniczyło 100 motocykli, 5 furgonów towarowych oraz jeden samochód osobowy z ekipą prywatnej TV z Łomży. Uczestnikami byli motocykliści z całej Polski, o bardzo różnych zawodach. Było 2 pilotów LOT-u - kapitanów Boeinga 767, 2 księży, był zakonnik, sędzia i górnik, 2 lekarzy, muzyk i architekt, byli studenci. Najmłodsza uczestniczka Rajdu była 17 letnia Roma Robaczewska z Poznania. Najstarszy był architekt z Lublina, pan Zbigniew Kirszak, miał 74 lata. W Rajdzie pojechało 5 motocyklistów z Chicago i po jednym z Kanady i Danii.
W Rajdzie pojechaly 4 dzielne dziewczyny na swoich motocyklach. Była to Diana Godard, dyplomatka Kanady z kanadyjskiej ambasady w Warszawie, była prawnik Grażyna Otola-Pawlica, z Chicago przyjechała Magda Huk- Dzika, założycielka i prezes polskiego klubu motocyklowego Sokół w Chicago, była Kazimiera Borowczyk. IPN wyslal furgon bagażowy, wypełniony książkami i przewodnikami po Kresach Rzeczypospolitej, pana dra Jerzego Kirszaka. Jego pogadanki przy ognisku były bezcenne. Zwracała uwagę duża grupa rozśpiewanej młodzieży, śpiewali wszyscy, był to najbardziej rozspiewany Rajd z dotychczasowych. Długo w noc rozbrzmiewał katyński las, polską pieśnią żołnierską, przy nocnym ognisku. Tak było w Kijowie - Bykowni, tak było w Miednoje i na każdym postoju.

TRASA RAJDU:
16 dniowa (6000 km.) Warszawa - Żółkiew - Lwów - Jazłowiec - Buczacz - Okopy Sw. Trójcy - Chocim - Zwaniec - Kamieniec Podolski - Bar - Brachilow - Berdyczów - Kijow-Bykownia - Charków - Kozielsk - Moskwa - Miednoje - Ostaszków - Katyń - Iwieniec - Slonim - Wolkowysk - Sokółka - Warszawa
Komandorem trasy był pan Jacek Kawczyński.

ROZPOCZĘCIE RAJDU:
Motocykliści zebrali się w dniu 24.08.2007 w świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie. Tu nastąpiła odprawa i podział na grupy.
Start Rajdu odbył się w dniu 25.08.2007 r. o godzinie 10:00, na Pl. Marszałka Józefa Piłsudskiego, przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Uroczystość była przygotowana i przeprowadzona przez Komendę Główną Policji i Wojsko Polskie. W uroczystości udział wzięła orkiestra i asysta honorowa Wojska Polskiego. W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele MON, Policji, UDSKIOR, Kombatanci, Rodziny Katyńskie, Wspólnota Polska i inni.
Meldunek złożył Komandor Trasy Jacek Kawczyński Panu mjr Januszowi Brochwicz-Lewińskiemu, kawalerowi Krzyża Virtuti Militari, legendarnemu Gryfowi z Powstania Warszawskiego.
Ksiądz Prałat Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich, przesłał ze szpitala w Aninie posłanie i pobłogosławił uczestników Rajdu. Kapitan Hieronim Pakulski, żołnierz AK i więzień Stalinogórska, wystrzałem z rewolweru dokonał honorowego startu.

ZŁOŻYLIśMY WIEŃCE:
w miejscach zbrodni komunistycznych, na cmentarzach w Katyniu, Miednoje, Charkowie, Kijowie - Bykowni, Minsku-Kuropatach. Odprawione zostały Msze święte za pomordowanych.
Złożyliśmy również wieńce na sąsiednich cmentarzach, gdzie spoczywają obywatele byłego ZSRR - mordowani w równie okrutny sposób. W uroczystościach często uczestniczyli przedstawiciele lokalnych władz.
Złożyliśmy wieniec w miejscu zbrodni niemieckich we Lwowie, na Wzgórzach Wuleckich.
Złożyliśmy wieńce na grobach żołnierzy polskich:
W Żółkwi, na grobie Hetmana Wielkiego Koronnego Stanisława Żółkiewskiego.
We Lwowie, na Cmentarzu Orląt Lwowskich, gdzie najmłodsi żołnierze Rzeczypospolitej w dniach 1 - 22 listopada 1918 roku walczyli i obronili polski Lwów.
Na grobie Marii Konopnickiej, Władysława Bełzy, Ordona, pod pomnikiem Adama Mickiewicza we Lwowie, tam po mszy w Katedrze, odprawionej przez Kardynała Jaworskiego, odbył się koncert polskiej pieśni patriotycznej.
W Brachiłowie, poległym w ciężkich walkach z bolszewikami pod Meżyrowem 27 kwietnia 1920 roku.
W Barze, poległym w 1920 roku w walce z bolszewikami, którzy w składzie 3 armii gen. Rydza-śmigłego bili się o wolną Ukrainę, wspólnie z oddziałami atamana Semena Petlury.
W Ostaszkowie, Slonimiu, Nowogrodku.
Odwiedziliśmy polskie twierdze w Chocimiu, Żwańcu, w Okopach św. Trójcy, Buczaczu, Jazłowcu i Kamieńcu Podolskim.

ZAINTERESOWANIE RAJDEM:
Rajd cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem na całej trasie. Duża grupa motocykli udekorowanych flagami Polski i Ukrainy a później Rosji zwracała uwagę i zjednywała sympatię miejscowej ludności. Spotykaliśmy się z serdecznością na każdym kroku. Podczas całego Rajdu nie było ani jednego, wrogiego nam aktu.

SPOTKANIA:
Było ich wiele. W Zulkwi, we Lwowie, w Barze, w Brachilowie, Kijowie-Bykowni, w Charkowie, w Miednoje, w Smoleńsku, w Iwiencu,w Wolkowysku i innych miejscach. Spotykaliśmy Polaków na cmentarzach. To były silne przeżycia. Były łzy.
Szczególnie wzruszające były spotkania z dziećmi.
W Smoleńsku i w Miednoje odwiedziliśmy sierocińce dzieci rosyjskich. Dzieci śpiewały i tańczyły, my woziliśmy je motocyklami i obdarowaliśmy zabawkami, slodyczami i sprzetem sportowym. Radości było co niemiara. Dyrektor sierocińca w Miednoje, podobnie jak w Smoleńsku, prosił: nie omijajcie nas, przyjeżdżajcie za rok, popatrzcie ile radości sprawiliście tym biednym dzieciom.

WŁADZE:
Odnotowaliśmy dużą życzliwość władz na całej trasie Rajdu. Na terytorium Ukrainy częściowo, a na Białorusi zawsze, towarzyszyły nam eskorty policji, ułatwiając i znacznie przyspieszając przejazd. Na Białorusi Rajd wzbudził duże zainteresowanie milicji, wszędzie towarzyszyły nam kamery filmowe, jawne i ukryte.
Przejścia graniczne przekraczaliśmy sprawnie, poza kolejnością. Dotychczasowe klopoty przy wjezdzie na terytorium Rosji, gdzie zdarzyło się nam stać już 11 godzin, roku ubiegłym 7, przy 50 motocyklach, mamy za sobą, tym razem poszło b. sprawnie. 100 motocykli, 5 furgonów i jeden samochód osobowy odprawialiśmy w 5 godzin, - rekord.
To dzięki pomocy MSZ Polski i Rosji i Pana Jerzego Bahra, Ambasadora RP w Moskwie.
Na Ukrainie, a także w Rosji, w Miednoje i w Katyniu, w uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele miejscowych władz.

MEDIA:
Nasze nadzieje, że po ubiegłorocznym patronacie TV Polonia, milczenie polskojęzycznych mediów zostanie przełamane, okazały się bezzasadne. Na mój list do nowego prezesa publicznej telewizji pana Urbańskiego, z prośbą o patronat, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Zdumiewa arogancja tej firmy, utrzymywanej przeciez z pieniędzy podatnika.
Natomiast poza granicami Polski, podobnie jak w latach ubiegłych, obserwowaliśmy duże zainteresowanie mediów. Udzieliliśmy wielu wywiadów dla prasy, radia i TV. Były informacje o Rajdzie w telewizji smoleńskiej a na Ukrainie były informacje niemal codzienne - tak nas informowali napotkani ludzie.
Jedynie na Białorusi i w Polsce obowiązuje cisza medialna. O ile na Bialorusi można to jakoś wytłumaczyć, to w Polsce nie. Pan Urbański woli Kapitana Klosa i Czterech Pancernych.

DARY:
VII Rajd Katyński poprzedziliśmy zbiórką darów dla Polaków pozostałych na dawnych Kresach Rzeczypospolitej. Były to przede wszystkim książki: dzieła Sienkiewicza, Mickiewicza, Słowackiego, Norwida oraz wiele innych, podręczniki szkolne do nauki j. polskiego i historii, zeszyty, sprzet sportowy także słodycze, zabawki, koszulki, długopisy itp. Zawieźliśmy 150 par butów i 200 piłek futbolowych.
Proszę pamiętać, że na ziemiach tych przez dziesiątki lat polskość była tępiona, za polskość strzelano, wywożono na Syberię. Pozostały tam zrujnowane cmentarze, pałace również często w ruinie i ciągle jeszcze ludzie - Polacy kochający Polskę. I to dla nich spotkania z rodakami i książka polska są bezcenne.

Następujące instytucje i osoby prywatne bezinteresownie użyczyły nam pięć furgonów bagażowych, którymi mogliśmy przewieść dary:
1. Komenda Główna Policji
2. Pan Kazimierz Ducki
3. Pan Marek Mróz
4. Stowarzyszenie Expatria
5. IPN


WNIOSKI:
VII Rajd Katyński zakończył się pełnym sukcesem. Osiągnęliśmy wszystkie wyznaczone cele. Nawiązaliśmy wiele nowych przyjaźni. Wszystkie spotkania były wzruszające, a zwłaszcza z Polakami. Były łzy. Zapraszają nas, chcą nas gościć. Odniosłem wrażenie, że jesteśmy im potrzebni, ale Oni nam również ze swoim umiłowaniem Polski.
Motocykliści uczestniczący w VII Rajdzie Katyńskim zachowywali się wzorowo. W trudnych warunkach wykazali hart ducha najwyższej próby. To dżentelmeni i zapewniam, że nie przyniosą Polsce wstydu. Wokół szlachetnych celów, gromadzą się szlachetni ludzie.
Zamieszczone powyżej informacje o Rajdzie Katyńskim są suche i nie oddają atmosfery tych 2 tygodni, dlatego dołączam do tego sprawozdania kilka wrażen uczestników.





--------------------------------------------------------------------------------

NAGRODY



Ks. Prymas Józef Glemp, ufundował nagrodę dla Pana Marcina Gałeckiego z Siedlec - Chorążego VII Rajdu Katyńskiego - wybrany przez motocyklistów za najbardziej lubianego uczestnika Rajdu.

Nagrodę Pana Prezydenta Rzeczypospolitej, Ryszarda Kaczorowskiego, otrzymał Pan Kuba Michalski z Warszawy - za wielką pracę jaką włożył w przygotowanie VII Rajdu Katyńskiego - to człowiek niezwykle uczynny i koleżeński.

Ks. Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich, ufundował nagrodę dla Pana Jacka Kawczynskiego z Chicago, wicekomandora Rajdu. Jacek jest jednym z najwierniejszych uczestników Rajdów Katyńskich. Tegoroczny Rajd jest jego piątym Rajdem. Zwykle dwa razy w roku (a czasem 3) przylatuje z Chicago, aby uczestniczyć w Rajdzie Katyńskim i w wiosennej inauguracji sezonu motocyklowego na Jasnej Górze. Czasem przylatuje na rajd "Ojców Naszych Starym Szlakiem"

Pan prof. Janusz Kurtyka prezes IPN, ufundował nagrodę dla Pana dr Jerzego Kirszaka z Wrocławia - za opracowanie historyczne Rajdu.

Pan gen. broni dr Franciszek Gągor, Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, ufundował nagrodę dla drugiego najpopularniejszego motocyklisty VII Rajdu - księdza Marka Doszko, proboszcza z podwarszawskiej Siennicy, dbającego o nasze dusze, kapelana motocyklistów, świetnego kolegę. Nie byłoby połowy Rajdu gdyby nie było ks. Marka. Jego wystąpienia w imieniu motocyklistów, rozmowy z dziećmi, także rosyjskimi, Jego takt, poczucie humoru, błyskotliwość, ujmujący sposób bycia, zjednują nam WSZYSTKICH

Pan insp. Tadeusz Budzik, Komendant Główny Policji ufundował nagrodę dla Pana aspiranta sztabowego Mariana Pisarka, szkolącego w podwarszawskim Legionowie młodych Policjantów. Marian, niezwykle koleżeński i uczynny, jedzie zwykle na końcu kolumny motocyklistów, furgonem użyczonym przez K. G. Policji z lawetą i zbiera uszkodzone motocykle. Jest zawsze tam gdzie jest potrzebny.

Pan gen. Miroslaw Kuśmierczak, Komendant Główny Straży Granicznej, ufundował nagrodę dla ks. Jana Zalewskiego z Danii, za hart ducha. Będąc w niezwykle trudnej sytuacji, Ksiądz Jan zachował zimna krew i ukończył Rajd w b. dobrej formie. Dla ks. Zalewskiego VII Rajd Katyński był dłuższy o ponad 2000 km.

Pan Frank Spula, Prezes Kongresu Polonii Amerykanskiej i Zwiazku Narodowego Polskiego ufundował nagrody dla piątki motocyklistów z Polskiego Klubu Motocyklowego "Sokół" w Chicago, uczestników VII Rajdu Katyńskiego, którzy na tegoroczny Rajd przyjechali ze swoją prezeska, Magdą Huk-Dzika na czele. Przyjechali w składzie: Józef Zieliński. Jacek Kawczyński, Elżbieta Kłosowska, Jacek Niemczyk.
Jacek Kawczyński był wicekomandorem VII Rajdu Katyńskiego, a Jacek Niemczyk, dziennikarz Radia 1030 i TV Polvisjon w Chicago, nadawał codzienne sprawozdania z trasy Rajdu do Chicago i Nowego Yorku.

Pani Virginia Sikora, Prezeska Zwiazku Polek w Ameryce, ufundowała nagrodę dla najmłodszej uczestniczki VII Rajdu Katyńskiego, 17 letniej Romy Robaczewskiej z Poznania, która wraz z Tatą w doskonałej formie przejechała Rajd.

Pan prof. Andrzej Stelmachowski, Prezes Stow. Wspólnota Polska, ufundował nagrodę dla Pana Piotra Jurka z Kanady, który wraz z ze swoją siostrą Dominiką przejechał Rajd Katyński w doskonałej formie.

Pan mec. Les Kuczynski, Prezes Rady Polonii Swiata, ufundował nagrodę dla Pani Diana Godard, dyplomatki Kanadyjskiej, pracującej w ambasadzie Kanady w Warszawie. Ta urocza, zawsze uśmiechnięta dziewczyna była trzecim, najbardziej lubianym przez motocyklistów, uczestnikiem VII Rajdu Katyńskiego.
Pan mecenas ufundował również nagrodę dla Pana Zbigniewa Kirszaka, najstarszego uczestnika Rajdu, 74 letniego architekta, taty Jurka Kirszaka, historyka Rajdu,

Komandor Trasy - Jacek Kawczynski, ufundował nagrodę specjalną dla Pana Grzegorza Ficonia, mechanika i kucharza Rajdu. Człowiek niezwykły, potrafi naprawić motocykl i ugotować świetną zupę. Dzięki Grzesiowi nikt nigdy nie był głodny.

W Rajdzie pojechały cztery dzielne dziewczyny, kierujące swoimi motocyklami. Kanadyjka Diana Godard, Magda Huk-Dzika z Chicago, Grazyna Otola-Pawlica i Kazimiera Borowczyk. Dla Tych dzielnych dziewczyn nagrody ufundował Komandor Rajdu Wiktor Węgrzyn.

Polish Catholics do not seek reparations, moral or financial, from Jews.

Polish Catholics do not seek reparations, moral or financial, from Jews.
Sarasota Herald Tribune, Assoc. Press, p.9, March 13, 2001.


Some years ago Professor Jan Tomasz Gross wrote a well-documented book entitled Revolution from abroad: The Soviet Conquest of Poland’s Western Ukraine and Western Belorussia. In this work, published by Princeton University Press, Gross gave substantial evidence of the complicity of some Polish Jews in the murder of thousands of Polish Catholics by the Soviet forces who occupied much of Poland in September of 1939 during the joint Soviet-Nazi invasion of that country. This extensively footnoted book was received with stony silence by the journals, which might have been expected to review it, from the professional quarterly Slavic Review to the New York Times. Indeed, professor Gross was essentially put in a state of hostile isolation by many persons in the literary and professional Slavic community.

Apparently Professor Gross has now worked his passage back into "politically correct society" with his recent Neighbors, also published by Princeton University Press. Relying principally on recollections of a Polish-Jewish Communist official (Szmul Wasersztajn aka "Calka"), Gross has produced a thin argument to the effect that In 1941 Polish civilians from the village of Jedwabne drove 1600 Jews into a barn and burned them to death. The geometrical improbability of the spectacle aside (the farmer who owned the barn owned only four acres), one wonders how such a scantily researched book can receive the instant cachets of the same journals which had simply ignored Revolution from Abroad

There seems to be a pattern of alleging murders of Jews in areas of Poland, which shifted from Soviet to German control in- June of 1941. The widespread collaboration of some Jews in fingering priests, schoolteachers, Landowners, physicians, sat other professionals (spoken of by Gross in his earlier works) certainly led to retribution against the guilty dining Soviet withdrawals. This does not translate into genocidal pogroms, which were staged by the Germans. That the Polish Underground Army did retaliate against collaborators either with the Nazis or the Soviets is not denied. That innocent perished with the guilty in such retaliations is commonplace in wartime conditions, but for anyone to mistake such retaliations as anti-Semitic rage whenever the collaborators were Jews is simply absurd.

Furthermore, nobody denies that there were evil individuals in the Polish population who did murder Jews during the War. But they carried out their crimes understanding that they were explicitly forbidden by the Polish Underground government and carried the death sentence from that government.

In Israel, within a short walk of the Yad Vashem memorial to Jewish victims of the Holocaust, is the site of Deir Yassin, where the Stem Gang/Irgun activists of Yitsak Shaniir and Menachem Begin (later Prime Ministers of Israel) slaughtered all the men, women and children in the unfortunate Arab village on April 9, 1948. This is an example of an organized atrocity against civilians committed by an official national body. Nothing like that was ever carried out by any official organization of Polish Catholics during the horrific years of World War II (in which over three million Polish Catholics died at both Soviet and German-Nazi hands).

We have long passed the time when Poles should feel they have to dedicate time and energy to answering "national guilt" charges like those made in Neighbors. After a fifty-year occupation of Poland by the Soviets, we can simply observe that during this entire wretched period the probability of a crime committed by a Polish Catholic against a Polish Jew was much less than a crime committed by a Polish Jew against a Polish Catholic. There are many evidences that this is so, Including the earlier work by Professor Gross as well as John Sack’s An Eye for an E~ The leadership of the dreaded US (communist secret police) by Jakub Berman (of which Szmul Wasersztajn, the chief source of Neighbors was a member) is a matter of record. The collaboration between the "Jewish committees" and the NKVD in Soviet occupied Poland is also a matter of record. The last memory of Poland by many a Polish Catholic before the door was slammed shut on a boxcar bound for Siberia was that of a Jewish militiaman slamming the door. There was no similar collaboration between Polish Catholics and the Nazis. Nevertheless, Polish Catholics do not seek reparations, moral or financial, from Jews. They hope that mutual respect can replace the rather counterproductive charge and countercharge pattern which Neighbors engenders. Enough is definitely enough.



Prof. I. C. Pogonowski,

Czy USA staje się państwem policyjnym z pomocą Izraela?

Czy USA staje się państwem policyjnym z pomocą Izraela?


Czy USA staje się państwem policyjnym z pomocą Izraela?

Ojciec Święty Bendict XVI chwalił USA w dniu 17 kwietnia 2008, za charakterystyczną dla tego kraju wolność. Szkoda, że nikt nie był w stanie wyjaśnić Ojcu Świętemu, że „wolność amerykańska jest częścią minionej historii.” Przez ostatnie siedem lat USA przechodziło ewolucję na państwo, coraz bardziej rygorystycznie policyjne oraz że nie ma znaków na ziemi i na niebie, że ten proces nie będzie dalej postępował.

Centrum „Global Research” opublikowało 18go kwietnia 2008, wcześniejszy artykuł Larry Chin’a pod tytułem „Państwo policyjne USA krzepnie z pomocą Izraela: Rosnąca rola Izraela w wewnętrznych policyjnych i szpiegowskich akcjach w USA”, według New York Times dzieje się to pod płaszczykiem zwalczania terroryzmu.

Propaganda policji pod hasłem: „Samobójcze wybuchy bomb wnet nastąpią w USA?” ma miejsce w celu zastraszania Amerykanów i przekonania ich, że na pewno wkrótce nastąpią w USA ataki terrorystów na wielką skalę.” Podejrzewa się, że ataki te ma inicjować sama policja, z pomocą fachowców z Izraela, w celu wzmocnienia kandydatury na prezydenta Hillary Clinton, jak też podniesienia stanu armii USA o 100,000, przy jednoczesnym zwiększeniu rekrutowania w wyższych szkołach, niby w imię bezpieczeństwa USA.

Kongres ustanowił „Patriot Act” jako permanentny według nakazu przywódców „Nowego Porządku Świata” i w celu ustalania permanentnej tyranii na świecie od 12 września 2001, czyli następnego dnia po prowokacji zburzenia wieżowców nowojorskich w „magicznym” dniu 11 września 2001, którego data, według zapisu amerykańskiego jest 9,11, taka sama jak standardowy w USA numer telefonu w celu wzywania pomocy na wypadek pożaru, choroby, wypadku, etc.

Kazano szefowi policji w Seattle, nazwiskiem Gil Kerlikowske, wydać ogłoszenie, że stoimy wobec nadchodzących ataków samobójczych, które rozpowszechniły się w Izraelu przez zrozpaczonych prześladowaniem Arabów. Centra zapobiegawcze używają robotów do ćwiczeń w wykrywaniu bomb i materiałów wybuchowych oraz zniewalania samobójczych zamachowców, którzy jakoby wszędzie czyhają w USA.

Na dworcach kolejki podziemnej policja w Nowym Jorku bada podejrzany bagaż. Doświadczenie w Izraelu i w Londynie jest udostępniane szefom policji w USA. Rutynowo grupy policjantów z USA jeżdżą do Izraela i przywożą agentów z Izraela do USA, żeby byli doradcami i trenerami w komisariatach policji w miastach amerykańskich jako specjaliści w arkanach nadzoru i wykrywania terrorystów samobójczych oraz ich aresztowania.

Agenci Izraela mają najbardziej gruntowny wywiad w USA, po Chinach i Rosji i korzystają teraz z okazji „trenowania” Amerykanów jak znajdywać „agitatorów” rekrutujących samobójców oraz wypatrujących miejsca dogodne do ataku samobójczego. Jest to system prania mózgów ludzi w USA, żeby byli solidarni z Izraelem w konflikcie z Arabami.

Policjanci są trenowani, żeby w razie utożsamienia pojedynczego terrorysty nie strzelać, jak zwykle, w jego piersi, ale w głowę, tak żeby na pewno nie spowodować eksplozji bomby pod bluzką. Według tego systemu, strzałem w głowę został przez pomyłkę zabity w Londynie zupełnie niewinny Brazylijczyk. Coraz bliższe więzy policji w USA z agentami z Izraela spowodowało protesty obywateli amerykańskich wyznania muzułmańskiego przeciwko prześladowaniu ich przez policję miejscową.
Policja używa skrótów na słowa: „Arab z aparatem fotograficznym,” żeby chronić jakoby zagrożone mosty, elektrownie i zbiorniki wody pitnej. Rzecznik Rady Amerykano-Islamskiej, Ibrahim Hooper powiedział w Waszyngtonie, że metody importowane z Izraela polegają na arbitralnym przechwytywaniu ludzi przez tajną policję na lotniskach etc. Metody te jak wiadomo wywołują wściekłość Palestyńczyków, którzy są co dzień w ten sposób szykanowani. Hooper protestuje przeciwko stosowaniu tych metod w USA.

Generał policji, Żyd izraelski stacjonowany w ambasadzie Izraela w Waszyngtonie odwiedza komisariaty policji w USA i szef Kerlikowske spodziewa się go w Seattle, na program jako trenera policji miejscowej, żeby poznali lepiej metody stosowane w stosunku do Arabów w Izraelu. Chodzi o metody takie, jakie są potrzebne w wykrywaniu potencjalnych terrorystów samobójczych, ponieważ trzeba być w pogotowiu „nie jest to kwestia czy, jest to kwestia, kiedy nastąpi atak terroru” w Seattle i innych miastach amerykańskich.

Szefowie 18,000 stanowych i miejskich oddziałów policji w USA narzekają na brak wiedzy jak wykrywać potencjalnych terrorystów samobójców. Wystraszeni propagandą neokonserwatystów-syjonistów obawiają się, że jesteśmy w „wojnie globalnej przeciwko terrorystom.” Policja w Nowym Jorku utrzymuje w Izraelu stałego agenta, mówiącego po hebrajsku, który wraca często i uczy, jakie metody Żydzi stosują wobec Arabów, w celu zabezpieczania ruchu ulicznego oraz autobusów i kolejek, za pomocą przeszukiwania bagaży i pakunków.

W Nowym Jorku program inspekcji pakunków przeciw terrorystom ma budżet miliona dolarów na tydzień. Departament „Homeland Security” pod talmudycznym Żydem, Michael’am Chertov’em, opłaca koszt stosowania maszyn rentgenowskich do prześwietlania bagaży i pakunków. Generał z Policji Państwowej Izraela stacjonowany w ambasadzie Izraela w Waszyngtonie, Simon Perry powiedział: „Do ataku terrorystycznego potrzeba dwu rzeczy: zasobów materialnych i motywacji. O materiały wybuchowe jest łatwo, tak, że obecnie kwestią jest tylko motywacja.”

Do Polski przyjeżdżają wycieczki z Izraela ze zbrojną obstawą agentów izraelskich służb specjalnych, które nieraz biją przechodniów nie-Żydów, jak to zdarzyło się w Krakowie na Kazimierzu. W pewnym sensie Polska upodabnia się więc do USA, w którym to państwie, coraz częściej słyszy się pytanie: „Czy USA z pomocą Izraela staje się państwem policyjnym?”



Dodano/uzupełniono: 2008-04-18


--------------------------------------------------------------------------------
Copyright © Iwo Cyprian Pogonowski
www.pogonowski.com

Żydowski Związek Wojskowy ŻZW, Polish for Jewish Military Union Poland

Żydowski Związek Wojskowy ŻZW, Polish for Jewish Military Union Poland

Wykłady prof. Nowaka wywołały konflikt w KIK?
prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak (2008-04-18)
Aktualności dnia
słuchajzapisz
was an underground resistance organization operating during World War II in the area of the Warsaw Ghetto and fighting during the Warsaw Ghetto Uprising. It was formed primarily of former officers of the Polish Army in late 1939, soon after the start of the German occupation of Poland.

Due to its close ties with the all-national Armia Krajowa (AK), after the war the Communist authorities of Poland suppressed the publication of books and articles on ŻZW, whose role in the uprising in the ghetto was undervalued,[1] as opposed to a leftist Jewish organization Żydowska Organizacja Bojowa (Jewish Fighting Organization), whose role in the struggle is better covered in modern monographs and often overstated.


History

Formation

Heroes of the Warsaw Ghetto memorial in WarsawThe ŻZW was formed some time in November of 1939, immediately after the German and Soviet conquest of Poland. Among its founding members was Dawid Mordechaj Apfelbaum[3], a pre-war Lieutenant of the Polish Army,[4] who proposed his former superior, Captain Henryk Iwański, to form a Jewish en cadre resistance group in collaboration with other Polish resistance organizations being formed at that time[2]. At the end of December such an organization was indeed formed and received the name of Żydowski Związek Walki. On January 30, 1940, its existence was approved by General Władysław Sikorski, the Polish commander in chief and the prime minister of the Polish Government in Exile.

Initially consisting of only 39 men, each armed with a Vis pistol, with time it had grown to become one of the most numerous and most notable Jewish resistance organizations in Poland. Between 1940 and 1942 additional cells were formed in most major towns of Poland, including the most notable groups in Lublin, Lwów and Stanisławów. Although initially formed entirely by professional soldiers, with time it also included members of pre-war right wing Jewish-Polish parties such as Betar (among them Perec Laskier, Lowa Swerin, Paweł Frenkel, Merediks, Langleben and Rosenfeld), Hatzohar (Joel Białobrow, Dawid Wdowiński) and the revisionist faction of the Polish Zionist Party (Leib "Leon" Rodal and Meir Klingbeil).

The ŻZW was formed in close ties with Iwański's organization and initially focused primarily on acquisition of arms and preparation of a large action in which all of its members could escape to Hungary, from where they wanted to flee to Great Britain where the Polish Army was being re-created[2]. With time however it was decided that the members stay in occupied Poland to help organize the struggle against the occupants. In the later period the ŻZW focused on acquisition of arms for the future struggle as well as on helping the Jews to escape the ghettos, created in almost every town in German-held Poland. Thanks to the close ties with the Związek Walki Zbrojnej and then the AK (mainly through Iwański's Security Corps, the Polish underground police force), the ŻZW received a large number of guns and armaments, as well as training of their members by professional officers. Those resistance organizations also provided help with weapons and ammunition acquisition, as well as with organizing the escapes.

Although the ŻZW was active in a number of towns in Poland, it's major headquarters remained in Warsaw. When most of the Jewish inhabitants were forced into the Warsaw Ghetto, the ŻZW remained in contact with the outside world through Iwański and a number of other officers on the Aryan side. By the summer of 1942, the Union had 320 well-armed[5] members in Warsaw alone. During the first large deportation from the Warsaw Ghetto, the ŻZW received the news of the German plans and managed to hide most of its members in bunkers, which resulted in only up to 20 of them being arrested by the Germans[2]. Although Dawid Mordechaj Apfelbaum could not convince Adam Czerniaków to start an armed uprising against the Germans during the deportation, the organization managed to preserve most of its members - and assets. It also started to train more members and by January of 1943 it already had roughly 500 men at arms in Warsaw alone. In addition, the technological department of the ŻZW, together with Capt. Cezary Ketling's group of the PLAN resistance organization managed to dig up two secret tunnels under the walls of the ghetto, providing contact with the outside and allowing smuggling of arms into the ghetto.


Structure
The commander of the ŻZW at the time of the uprising was Dr. Paweł Frenkiel, [6] though others have mentioned Apfelbaum [1] and Dawid Wdowiński (although this citation is not certain due to lack of documents and sources). The organization was divided onto groups of five soldiers. Three groups formed a unit, four units formed a platoon and four platoons - a company, composed of roughly 240 men. In early January of 1943 the ŻZW had two entirely-manned and fully-armed companies and two additional en cadre companies, to be manned by newly-arrived volunteers when need arises. This indeed happened in April of 1943, though the actual number of ŻZW soldiers to take part in the Uprising is a matter of debate.[1] Apart from the fighting groups, the ŻZW was organized into several departments:[1]

Information Department, directed by Leon Rodal;
Organization Department, directed by Paweł Frenkel;
Supply Department ("Kwatermistrzowski"), directed by Leon Wajnsztok;
Finances Department, without a director;
Communication Department (contacts with Armia Krajowa mainly), directed by Dawid Apfelbaum;
Medical Department led by dr Józef Celmajster (under pseudonym Niemirski);
Juridicial Department under Dawid Szulman;
Saving (Ratowanie) Department (transporting Jewish children and others outside the ghetto), under Kalma Mendelson;
Department of Technology, Transport and Supplies (which, among other things, built two tunnels under the Ghetto walls) led by Hanoch Federbusz;
Military Department under Paweł Frenkel and Dawid Apfelbaum.

[edit] Warsaw Ghetto Uprising
During the Warsaw Ghetto Uprising ŻZW is said to have had about 400 well-armed fighters grouped in 11 units. ŻZW fought together with AK fighters in Muranowska street (4 units under Frenkel). Dawid M. Apfelbaum took position in Miła street. Heniek Federbusz group organized a strong pocket of resistance in a house near Zamenhoff street. Jan Pika unit took position in Miła street, while unit of Leizer Staniewicz fought in the Nalewki, Gęsia street and Franciszkańska street. Dawid Berliński's group took position in second part of Nalewki. Roman Winsztok commanded group near Muranowska, where also the headquarters of the Union was located (Muranowska 7/9 street). Photograph of ZZW headquarters at 2 Muranow Street Warsaw


After the war
Already during the war the influence and the importance of the Żydowski Związek Wojskowy was being downgraded. The surviving commanders of the leftist ŻOB either did not mention the ŻZW's fight in the Warsaw Ghetto Uprising in their writings at all,[1] or belittled its importance.[7] Also the war-time Soviet propaganda did only briefly mention the fighters as they collided with its aims of presenting the Soviet Union as the only defender of the European Jewry.[8] In addition, except for Dawid Wdowiński none of the high-ranking commanders of the ŻZW survived the war to tell their part of the story and it was not until 1963 that Wdowiński's memoirs were published.

This led to a number of myths concerning both the ŻZW and the Uprising being commonly repeated in many modern publications. This was even strengthened by the post-war propaganda of the Polish communists, who openly underlined the value of the leftist Żydowska Organizacja Bojowa, while suppressed all publications on the Armia Krajowa-backed ŻZW.

The “Contact” ring used as a sign between the ŻZW and the Armia Krajowa is displayed in Yad Vashem. A means of identification, used in particular during meetings of higher level officers, were two identical gold rings set with a red stone engraved with Jewish symbols. It was not enough for the contacts to show the ring, they were expected to explain the significance of the symbols.

The ring that was in the possession of the Jewish underground fighters, was destroyed in the ruins of the Ghetto. Its twin remained in the hands of Henryk Iwanski, the leader of the Polish underground and later brought to the museum in Jerusalem, Israel.
Zapomniani żołnierze ŻZW
Maciej Kledzik 18-04-2008, ostatnia aktualizacja 18-04-2008 18:00
Przez ponad 60 lat bojowcy ŻOB nie podjęli dialogu z komabatantami Żydowskiego Związku Wojskowego. Nie ustalono jednej, prawdziwej wersji działań powstańczych


źródło: Żydowski Instytut Historyczny
Dowódca "Wielkiej Akcji" Juergen Stroop po wkroczeniu na teren warszawskiego getta

źródło: Żydowski Instytut Historyczny
Niemieckie działko u zbiegu ulic Franciszkańskiej i Bonifraterskiej
+zobacz więcejW PRL utrwalano w świadomości co najmniej dwóch pokoleń Polaków, że dowódcą powstania w getcie był Mordechaj Anielewicz stojący na czele 700 bojowców z Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB). Stawiano im pomniki, ich imionami nazywano ulice, skwery, instytucje. Dopiero w ostatnich kilku latach zaczęto w Polsce przedstawiać nowe fakty, znane od dziesiątków lat w Izraelu, i to bardzo ostrożnie, by nie urazić kilku żyjących wśród nas bohaterów z ŻOB.


Skrupulatność Stroopa

Raport Jürgena Stroopa, dowódcy SS i Policji na Dystrykt Warszawski, pisany od 20 kwietnia do 24 maja 1943 r., jest bezosobowym dokumentem eksterminacji mieszkańców getta i – jak pisał – żydowskich bandytów oraz polskich terrorystów. Z niemiecką skrupulatnością Stroop wylicza schwytanych i zastrzelonych Żydów, zlikwidowane bunkry, zdobytą broń, waluty, kosztowności. W raporcie nie pada ani jedno nazwisko, chociaż po największej bitwie stoczonej 27 kwietnia na placu Muranowskim przeciwko kompaniom Żydowskiego Związku Wojskowego i plutonowi Organizacji Wojskowej- Korpusu Bezpieczeństwa z AK wymienia, że ujęto 17 Polaków, w tym dwóch polskich policjantów, a także „jednego z założycieli i przywódców żydowsko-polskiej organizacji wojskowej”.

Stroop wszystkich bez wyjątku jeńców rozstrzeliwał, ale na pewno przedtem przesłuchiwał i wiedział, że przeciwko jego jednostkom walczą żołnierze ŻZW i bojowcy ŻOB. To widać z raportu. Pod datą 6 maja napisał: „dotychczas nie stwierdzono z całą pewnością, że tzw. kierownictwo partyjne Żydów (PPR) zostało ujęte lub zgładzone”. 8 maja informował o zlikwidowaniu „kierownictwa partyjnego”.


Wymazani z historii

Dawid Wdowiński, w II RP prezes Polskiej Partii Syjonistycznej Organizacji Rewizjonistów, w wydanej w 1963 r. w Nowym Jorku książce „And we are not saved” (nieprzetłumaczonej na język polski) pisze, że w październiku i w listopadzie 1939 r. w Warszawie spotkała się grupa Żydów, oficerów polskich, reprezentujących prawicowe organizacje polityczne: Betar (Perec Laskier, Lowa Swerin, Paweł Frenkel, Merediks, Langleben i Rosenfeld), Hatzohar (m.in. Joel Białobrow, Dawid Wdowiński) oraz Rewizjonistów (Leib „Leon” Rodal i Meir Klingbeil). Oficerowie ci powołali Żydowski Związek Wojskowy. Na komendanta wojskowego wybrano Pawła Frenkla.

Kapitan WP Henryk Iwański, współpracujący z ŻZW z polecenia KG ZWZ, później AK, wymienia we wspomnieniach z listopada 1939 r. jeszcze por. Dawida Moryca Apfelbauma, z którym walczył w jednym pułku w obronie Warszawy, ppor. Henryka Lipszyca, pchor. Kałmana Mendelsona (po wojnie Madanowskiego) i mgr. prawa Białoskóra. Napisał: „W 1940 r. Mendelson zorganizował grupę 12 mężczyzn uzbrojonych w 4 pistolety. Przechowywali broń w piwnicach domu Karmelicka 5”.

W kwietniu 1942 r. ŻZW liczył już ok. 500 wyszkolonych żołnierzy w kilku kompaniach dowodzonych przez ok. 20 oficerów WP pochodzenia żydowskiego. Od połowy września 1942 r. do kwietnia 1943 r. trzy kompanie ŻZW były skoszarowane na terenie getta i uzbrojone m.in. w karabiny i pistolety maszynowe. Dowództwo mieściło się w domu przy ul Muranowskiej 7 – 9, skąd prowadził na stroną aryjską podziemny tunel.

Żydowska Organizacja Bojowa powstała w połowie 1942 r. z organizacji bojowych kierowanych przez komunistów i syjonistów. W porównaniu z ŻZW była słabo uzbrojona, głównie w pistolety, granaty, butelki zapalające i materiały wybuchowe.

6 kwietnia 1943 r. ŻZW otrzymał od AK informację o zaplanowanym na 19 kwietnia wysiedleniu Żydów z getta. Miał to być prezent dla Hitlera z okazji jego urodzin przypadających 20 kwietnia. Kpt. Apfelbaum przekazał wiadomość dowódcy ŻOB Anielewiczowi.

Obie organizacje podzieliły między siebie stanowiska obronne na terytorium getta. ŻOB miała obsadzić domy przy ul. Zamenhofa, Miłej, Gęsiej i Nalewkach, a 11 kompanii ŻZW – pl. Muranowski, ul. Muranowską i Nalewki od domu pod nr. 38, wzmacniając także pozycje zajęte przez słabo uzbrojone oddziały ŻOB. Paweł Frenkel uzgadniał te plany z Mordechajem Anielewiczem.

Muranowską obsadziły cztery kompanie ŻZW. Osobiste dowództwo nad obroną całej ulicy objął Frenkel. Kompania 5. pod dowództwem Dawida M. Apfelbauma zajęła stanowiska w domu przy Miłej 10. Kompania 6. dowodzona przez Heńka Federbusza obsadziła dom przy Zamenhofa. Kompania 7. z Janem Piką zajęła stanowiska wokół ulicy Miłej. Kompania 8. Leizara Staniewicza kontrolowała Nalewki, Gęsią i Franciszkańską, a 9. z Dawidem Berlińskim część Nalewek. Kompania 10. zajęła pozycje wokół Franciszkańskiej, a 11. z Romanem Winsztokiem przy Muranowskiej. Razem kompanie liczyły około 400 żołnierzy, w ich skład wchodziło od kilkunastu do 50 osób. W porównaniu z oddziałami ŻOB (podawana liczba 700 bojowców wydaje się zawyżona, Marek Edelman mówił Hannie Krall, autorce książki „Zdążyć przed Panem Bogiem”, że było ich 220) były one dobrze uzbrojone.

W połowie kwietnia dowództwo ŻOB odmówiło wojskowego podporządkowania się ŻZW. Dlaczego?


Katyń podzielił powstańców?

Abram Lewi (Ryszard Walewski), komunista, który w czasie powstania w getcie walczył u boku ŻZW, gdyż ŻOB nie przyjęła go do swoich szeregów, napisał w relacji przechowywanej w Instytucie Żabotyńskiego w Tel Awiwie, że ŻOB dążyła do wyłącznego panowania w getcie. I że z jego inicjatywy (nikt inny tego nie potwierdził) przed rozpoczęciem walk centralne getto zostało jednak podzielone na dwa okręgi wojskowe, jeden broniony przez ŻOB, a drugi, z placem Muranowskim, przez ŻZW.

Faktem jest, że ŻOB i ŻZW współdziałały ze sobą w walkach. Na przykład wraz z oddziałem pod dowództwem Marka Edelmana, broniącym szczotkarni, walczyła grupa ŻZW Chaima Łopaty. Marian Turski zapytał Marka Edelmana w wywiadzie dla tygodnika „Polityka” (nr 13/1993), czy po upływie pół wieku zmienił swój stosunek od ŻZW, którego nie wymienia w swoich wspomnieniach z walczącego getta. Edelman odpowiedział, że była grupa rewizjonistów, którzy chcieli przewodzić walce zbrojnej w getcie, ale mieli nikłe poparcie. Rewizjoniści szybko chcieli się przebić na aryjską stronę, nie mieli wpływu na przebieg powstania, na nastrój, na formowanie psychiki i oporu. O ich walkach przy ul. Muranowskiej wie tylko tyle, ile podał w raportach niemiecki generał Stroop.

Myślę, że 12 kwietnia w sztabie ŻZW przy Muranowskiej 7 odebrano drogą radiową (z zachowanej relacji Ringelbluma wynika, że był tam wysokiej jakości radioodbiornik) informacje niemieckie o odkryciu w lesie katyńskim masowych grobów polskich oficerów, wśród nich także narodowości żydowskiej. Usłyszano też o zwróceniu się rządu RP do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o przeprowadzenie dochodzenia i ustalenie sprawców mordu. To stało się pretekstem dla Stalina do zerwania 25 kwietnia stosunków dyplomatycznych z emigracyjnym rządem polskim. Ta informacja mogła spowodować rozłam między obiema żydowskimi organizacjami wojskowymi walczącymi w getcie.

ŻZW (prawicowy i centroprawicowy), jak należy sądzić, opowiedział się po stronie rządu polskiego, ŻOB (lewicowa, komunistyczna) zdecydowanie po stronie Moskwy. W obliczu nieuchronnej zagłady getta nie powinno to mieć większego znaczenia. A jednak. Po wojnie ocaleli ŻOB-owcy ogłosili swoją historię powstania w getcie bez udziału ŻZW.


ŻZW walczył naprawdę

Jak trudno odkłamać historię, świadczy wydana kilka lat temu książka „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście” (Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 2001). Barbara Engelking i Jacek Leociak piszą w niej: „Wg relacji Władysława »Żarskiego« Zajdlera 27 kwietnia 18-osobowy oddział AK pod dowództwem Henryka Iwańskiego »Bystrego« i samego »Żarskiego« wspólnie z oddziałem ŻZW pod dowództwem Dawida Apfelbauma stoczył na terenie getta całodzienną walkę z Niemcami. Ta wspólna walka nie znajduje jednak potwierdzenia w innych źródłach, a wiadomo ponadto, że bojowcy ŻZW wcześniej opuścili getto”.

A przecież płk Iranek Osiecki, szef wywiadu Komendy Głównej AK, w książce „Kto ratuje jedno życie... Polacy i Żydzi 1939 – 1945”, wydanej w Londynie w 1968 r., pisze w szczegółach o bitwie 27 kwietnia na terenie getta. Razem z ŻZW walczył oddział Korpusu Bezpieczeństwa dowodzony przez mjr. Henryka Iwańskiego „Bystrego”, w którego skład wchodziła drużyna kpt. Władysława Zajdlera „Żarskiego” i sekcja Lejewskiego „Garbarza”. Oddział przedostał się przekopem na teren walk przy Muranowskiej i poniósł duże straty, polegli m.in. syn majora Roman i brat Wacław, a „Bystry” został ranny. Była to największa bitwa powstania, na pl. Muranowskim spalono niemiecki czołg, rozbito kompanię Łotyszy i zatrzymano Niemców przed domem przy Muranowskiej 7. Przekopem pod ulicą do domu przy Muranowskiej 6 przetransportowano około 30 rannych. Polegli lub zmarli z odniesionych ran prawie wszyscy dowódcy ŻZW – Apfelbaum, Rodal, Białoskóra, Berman, Akerman, Likiernik i inni. Przeżył ciężko ranny Mendelson. Poległo około dziesięciu żołnierzy OW-KB.

Dowództwo AK zachowało pełną obiektywność w stosunku do obu walczących żydowskich organizacji wojskowych, bez względu na ich poglądy i programy polityczne. Michał Klepfisz z ŻOB odznaczony został pośmiertnie przez naczelnego wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego Orderem Virtuti Militari V klasy, a kpt. Apfelbaum z ŻZW, również pośmiertnie, awansowany do stopnia majora WP.

Źródło : Rzeczpospolita

Friday, April 18, 2008

Myśląc Ojczyzna: "Językiem dyplomatycznym" red. Stanisław Michalkiewicz Felieton

Myśląc Ojczyzna: "Językiem dyplomatycznym" red. Stanisław Michalkiewicz Felieton


słuchajzapisz

Szanowni Państwo!

Wielokrotne doświadczenia nauczyły nas, żeby nigdy nie wierzyć politykom. Jeśli nawet polityk mówi, dajmy na to, "dzień dobry", to zanim uprzejmie mu odpowiemy na to pozdrowienie, najpierw sprawdźmy, czy aby na pewno jest dzień - bo czy był on "dobry", to okaże się dopiero o północy.
Dlaczego nie powinniśmy wierzyć politykom? Dlatego, że z reguły posługują się oni językiem dyplomatycznym. Język dyplomatyczny zaś nie służy wcale do wyrażania myśli, a zwłaszcza - do jasnego ich wyrażania, tylko przeciwnie - służy do ukrywania myśli. A w jaki sposób najlepiej ukryć myśl? To proste; myśl najlepiej ukryć w bezmyślnym bełkocie. To dlatego właśnie wystąpienia polityków sprawiają wrażenie beznadziejnie głupich, bo trzeba użyć bardzo dużo bezmyślnego bełkotu, żeby ukryć w nim jakąś - nawet byle jaką - myśl.
Jeśli zatem politycy mówią nam, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej - powinniśmy raczej spodziewać się najgorszego, pamiętając o diagnozie Radia Erewań, ze "lepiej już było". Kiedy więc słyszymy, że Polska po przyłączeniu jej do nowego państwa - Unii Europejskiej - nie utraci niepodległości, to wiemy, ze jest to tylko bezmyślny bełkot, przy pomocy którego politycy pragną ukryć przed nami wstydliwą prawdę, że zgodzili się nie tylko na utratę niepodległości, ale prawdopodobnie i na swego rodzaju rozbiór Polski w nadziei, iż ich nowi zwierzchnicy zapewnia im łaskawy chleb na biurowych i poselskich posadach.
Ale żadna działalność ludzka nie jest doskonała i niekiedy politykom, nawet jeśli w ukrywaniu myśli doszli do wielkiej wprawy, ta sztuka nie udaje się do końca. Mam wrażenie, że taki właściwie wypadek przydarzył się prezydentowi Izraela, panu Szymonowi Peresowi, podczas przemówienia z okazji obchodów rocznicy powstania w getcie warszawskim. Pan prezydent Peres powiedział między innymi, że "Izrael pragnie zemsty", chociaż ma to być zemsta "w innym wymiarze". Ten "inny wymiar" polega na tym, by mścić się przy pomocy "pokoju".
Na pozór wypowiedź ta przypomina znany z przemówień innych polityków bezmyślny bełkot, ale tym razem chyba tak nie jest. Obawiam się, że tym razem prezydent Izraela, być może niechcący, ujawnił przed nami niepokojącą prawdę - że mianowicie również pokój może być narzędziem zemsty.
Właściwie nie jest to myśl oryginalna, bo przecież wszystkie wojny prędzej czy później kończyły się pokojem. Problem jednak polegał na tym, że niekoniecznie był to pokój sprawiedliwy. Weźmy na przykład drugą wojnę światową. Zakończyła się ona pokojem, ale pokój ten został osiągnięty dzięki decyzjom podjętym na konferencji w Jałcie w lutym 1945 roku, w następstwie których Polska, podobnie jak inne państwa Środkowej Europy, dostały się pod władzę Józefa Stalina i w sowieckiej niewoli przeżyły prawie pół wieku! Taki pokój rzeczywiście można byłoby potraktować w kategoriach zemsty, więc jak widzimy - prezydent Szymon Peres w gruncie rzeczy nie powiedział nam niczego nowego.
Jego deklaracja zyskuje walor nowości tylko wtedy, gdy potraktujemy ją jako ostrzeżenie. Czy jednak mamy podstawy, by tak właśnie ją potraktować? Akurat niedawno bawił w Izraelu pan premier Donald Tusk, według którego, od tej wizyty można rozpocząć liczenie nowej ery w stosunkach między obydwoma państwami. Byłoby to może bardzo ciekawe, ale pan premier Tusk już kilka razy zdążył ogłosić nowa erę, zarówno w stosunkach polsko-niemieckich, jak i w stosunkach polsko-rosyjskich. Te deklaracje okazały się jednak bez pokrycia, bo postępowanie Niemiec wobec Polski wprawia w zakłopotanie nawet "profesora" Władysława Bartoszewskiego, znanego w całym świecie ze strusiego żołądka, który przełknie i strawi wszystko, pod warunkiem odpowiedniej omasty w postaci nagrody, które Niemcy z charakterystyczną dla siebie systematycznością, przyznają mu regularnie mniej więcej co kwartał. Jeśli chodzi o Rosję, to w ogóle szkoda każdego słowa, bo dla scharakteryzowania rezultatów moskiewskiej wizyty pana premiera Donalda Tuska należałoby użyć wyłącznie sformułowań lekceważących, a to byłoby niezbyt taktowne.
Czy jednak deklaracja pana premiera Tuska, sugerująca nową erę w stosunkach polsko-izraelskich nie zawiera aby ziarenka prawdy? Tego wykluczyć nie można przede wszystkim z uwagi na zapowiedź polskiego premiera, iż do końca roku zostanie uchwalona ustawa o rekompensatach za mienie odebrane właścicielom przez komunistów, którzy objęli Polskę we władanie w ramach pokoju uzgodnionego w Jałcie.
Pan Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Warszawie, uchodzący z tego tytułu za "przyjaciela Polski", w niedawnym felietonie zamieszczonym w "Rzeczpospolitej", sprecyzował izraelskie oczekiwania na kwotę od 30 do 60 miliardów dolarów. Warto zwrócić uwagę, że kiedy przed dwoma laty na tej antenie poinformowałem polską opinię publiczną o takiej właśnie skali żydowskich roszczeń wobec Polski, omal nie zostałem żywcem rozszarpany przez tubylczych ormowców politycznej poprawności. Ale skoro taką samą kwotę wymienia "przyjaciel Polski", to jego, ma się rozumieć, nikt o "antysemityzm" do prokuratury nie zaskarży.
Oczywiście pan premier Tusk nie obiecał wypłacenia całej tej sumy; takie zuchwalstwo nie przeszłoby przez gardło nawet jemu, chociaż pewnie "Gazeta Wyborcza" nazwałaby go wtedy "Umiłowanym Przywódcą", a i inne media nie ośmieliłyby się zbluźnić przeciwko takiej hojności. Ale oprócz mediów jest jeszcze milcząca większość, której taka hojność ich kosztem mogłaby się mimo wszystko nie spodobać. Dlatego też obiecał wypłacenie tylko 20 procent tej sumy. Ciekawe, że nawet te środowiska żydowskie, które jeszcze niedawno o żadnych 20 procentach nie chciały słyszeć, domagając się stu procent z odsetkami, tym razem, jak na komendę nabrały wody w usta i nie podjęły żadnej dyskusji. Można to sobie tłumaczyć na dwa sposoby: albo wspaniałomyślnie odstąpiły od zamiaru "pokojowej zemsty" na ubogiej Rzeczypospolitej - co wkładam raczej między bajki - albo traktują te 20 procent jako pierwszą transzę, takie włożenie nogi między drzwi, których potem już nie będzie można zamknąć, aż skarbiec zostanie opróżniony do ostatniego okruszka.
Chodzi bowiem o to, że ustawa, o której wspomina pan premier Tusk, dopiero stworzy podstawę prawną, umożliwiającą wysunięcie roszczeń tym, którzy do tej pory niczego skutecznie domagać się od Polski nie mogli. Ci bowiem, którzy naprawdę mieli uprawnienia do majątku, tytuły własności odzyskiwali bez żadnych dodatkowych ustaw. Najlepszym przykładem jest pan Ron Balamuth, spadkobierca właścicieli kamienicy w Wadowicach, w której urodził się Karol Wojtyła. Odzyskał on tytuł własności tej kamienicy w zwyczajnym postępowaniu przed polskim sądem, a następnie sprzedał ja panu Ryszardowi Krauzemu, który z kolei ofiarował ją na muzeum Jana Pawła II. Jeśli zatem prawdziwym spadkobiercom niepotrzebna jest żadna nowa ustawa, to komu jest potrzebna?
Pan minister Aleksander Grad twierdzi, że właśnie indywidualnym spadkobiercom i że organizacje tak zwanego "przemysłu holokaustu" nie dostana z tego tytułu ani grosza. Ale pan minister Grad może na razie sobie mówić, co mu się tylko podoba, bo nie ma jeszcze nawet założeń do rządowego projektu ustawy. Kiedy zaś przyjdzie do ich opracowywania, to już nie jestem pewien, czy pan minister Grad nie wykaże większej elastyczności, zwłaszcza gdyby zmusiła go do tego ta sama ręka, która przywiodła go do władzy. Wreszcie musimy pamiętać, że język dyplomatyczny służy nie do wyrażania, a do ukrywania myśli, więc nie można wykluczyć, że pan minister Grad chciał przed nami ukryć myśl następującą: "niech cymbały na razie myślą, że to prawda, że rząd dba o interes państwa i obywateli, a potem - niech sobie krzyczą i gadają, skoro i tak będzie już po harapie."?
Warto przypomnieć, że w roku 1997 Polska, jako łapówkę za przyjęcie do NATO, musiała uchwalić ustawę o stosunku państwa do gmin żydowskich, na podstawie której przewidziano transfer majątku o wartości około 10 miliardów dolarów. Akurat dzięki uprzejmości jednego z Czytelników i Słuchaczy dostałem dokumentację nieruchomości w Gdańsku, która w 1939 roku została przez tamtejszą gminę żydowską sprzedana notarialnie za wynagrodzeniem Senatowi Wolnego Miasta Gdańska, a obecnie - "odzyskana" przez tamtejszą gminę żydowską - być może z zamiarem powtórnego jej sprzedania.
Skoro jedna niewielka gmina potrafi wykręcać takie sztuki pod samym nosem pana premiera Tuska, to cóż dopiero mówić o organizacjach "przemysłu holokaustu", dysponujących nie tylko rezerwą finansową, ale i potężnymi wpływami, wobec których głosik rządu pana premiera Tuska cieńszy jest od pisku? Dlatego też, im więcej zapewnień ze strony rządu, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku, tym mniej pewności po naszej - obywateli stronie, bo już wiemy, ze politykom, w szczególności aktualnie nas reprezentującym, nie można wierzyć ani na jotę.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

Wednesday, April 16, 2008

Sendler Irena Mother of the Holocaust Children

Sendler Irena Mother of the Holocaust Children


Poland was the only country in all of Nazi-occupied Europe with death penalty for sheltering Jews. Germans knew how sympathetic Poles were to Polish Jews and in that way they could get rid of them both. Entire families, sometimes whole towns were murdered for sheltering Jews.

Cobalt4you (1 week ago) Marked as spam Reply | Spam What about the fact that - despite the overwhelming and deadly idea of antisemitism in the Third Reich - there were a large number of individuals and organizations (such as Zygota in Poland) that risked (and sometimes lost) their lives in the effort to save Jews? They saved thousands of Jewish children from the Nazi, smuggled them out of the Warsaw Getto and hid with Polish families?

Jan Piwnik "Ponury" Nie możemy o Nich zapomnieć!Szczególnie o Tych,co walczyli dalej z czerwonym okupantem.

Jan Piwnik "Ponury" Nie możemy o Nich zapomnieć!Szczególnie o Tych,co walczyli dalej z czerwonym okupantem.

Bardzo dobry film! znakomita muzyka! Mam pytanie czy by ktoś mógłby zrobic film ku pamięci podpułkownika Jana Wojciecha Kiwerskiego ps."Oliwa" dowódcy 27 Wołyńskiej Dywizji AK, wczesniej wydał on rozkaz do "Akcji pod Arsenałem", poległ prawdopodobnie z rąk NKWD w 1944! ja niestety nie potrafię robić filmów takich z czego żałuje
Witam, zdjęcia pochodzą z książki Cezarego Chlebowskiego. Pozdrawiam.

Nie możemy o Nich zapomnieć!Szczególnie o Tych,co walczyli dalej z czerwonym okupantem.
Akurat "Ponury" nie jest moim przodkiem,lecz w mojej rodzinie uchowały sie jakies zdjecia z okupacji właśnie z Nim i przekazy słowne na temat tamtych czasów i tamtej części Polski.Pozdrawiam.Chwała Im!Niech pamięć nie zaginie!
Bardzo dobry!Podoba mi się.Muzyka świetnie dobrana!

Pamięci walczących o Wolną Polskę Wieczna pamieć żołnierzom NSZ i AK !

Pamięci walczących o Wolną Polskę Wieczna pamieć żołnierzom NSZ i AK !

Ostatni oddzial partyzancki walczacy z komunistyczna okupacja KBW i UB rozbilo dopiero w 1952 roku!!!

Czesc ich pamieci.

Jerzy Ulicki-Rek
Wieczna pamieć żołnierzom NSZ i AK !
michaltyrpa

Chwała Bohaterom! W tym roku obchodzimy dwie rocznice związane z rtm.Witoldem Pileckim. W związku z tym zapraszam wszystkich do akcji "Przypomnijmy o Rotmistrzu" ("Let's Reminisce About Witold Pilecki"). Szczegóły do znalezienia w Sieci (kryterium wyszukiwania hasło akcji)
wizzkey

zapamiętajcie nazi, że ZSP walczyło dzielnie u boku "sławnej" Zośki w PW '44... no ale za głupi jesteście, pozdrawiam jako "wnuk partyzanta AK"...
Legionanina88

Chwala tym ktorzy nie dali sie niemcowi czy ruskowi nie dali sie prl-owi ale umilowali w swoich sercach Polske !!! Tylko jedna i umilowana Rzecz Pospolita !!! My tez dajmy za nia krew !!!
Legionanina88

Chwala tym ktorzy nie dali sie niemcowi czy ruskowi nie dali sie prl-owi ale umilowali w swoich sercach Polske !!! Tylko jedna i umilowana Rzecz Pospolita !!! My tez dajmy za nia krew !!!
PawelDizi26

Thats Royalty right there!
Raf19800120

Wspaniałe!!! Major "Łupaszko" był prawdziwym Polakiem-Patriotą, wiernym do końca żołnierskiej przysiędze. Mój dziadek też walczył z obcą, narzuconą siłą, sowiecką władzą, aż do 1947. Chwała im!!!!


Alex Lech Bajan
Polish American
CEO
RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
FAX: 703-940-8300
sms: 703-485-6619
EMAIL: office@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com

Myśląc Ojczyzna red. Stanisław Michalkiewicz (2008-04-16)

Myśląc Ojczyzna red. Stanisław Michalkiewicz (2008-04-16)
Witold Pilecki was born May 13, 1901, in Olonets on the shores of Lake Ladoga in Karelia, Russia, where his family had been forcibly resettled by Tsarist Russian authorities after the suppression of Poland's January Uprising of 1863–1864. His grandfather, Józef Pilecki, had spent seven years in exile in Siberia for his part in the uprising. In 1910, Pilecki moved with his family to Wilno (now Vilnius, Lithuania), where he completed Commercial School and joined the secret ZHP Scouts organization. In 1916, he moved to Orel, Russia, where he founded a local ZHP group.[1]

During World War I, in 1918, Pilecki joined Polish self-defense units in the Wilno area, and, under General Władysław Wejtka, helped collect weapons and disarm retreating, demoralized German troops in what became the prelude to the Vilna offensive. He subsequently took part in the Polish-Soviet War of 1919–1920. Serving under Major Jerzy Dąbrowski, he commanded a ZHP Scout section. When his sector of the front was overrun by the Bolsheviks, his unit for a time conducted partisan warfare behind enemy lines. Pilecki later joined the regular Polish Army and fought in the Polish retreat from Kiev as part of a cavalry unit defending Grodno (in present-day Belarus). On August 5, 1920, he joined the 211th Uhlan Regiment and fought in the crucial Battle of Warsaw and at Rudniki Forest (Puszcza Rudnicka) and took part in the liberation of Wilno. He was twice awarded the Krzyż Walecznych (Cross of Valor) for gallantry.[1]

After the Polish-Soviet War ended in 1921 with the Peace of Riga, Pilecki passed his high-school graduation exams (matura) in Wilno and in 1926, was demobilized with the rank of cavalry ensign. In the interbellum, he worked on his family's farm in the village of Sukurcze.[1] On April 7, 1931, he married Maria Pilecka (1906 – February 6, 2002), née Ostrowska. They had two children, born in Wilno: Andrzej (January 16, 1932) and Zofia (March 14, 1933).


[edit] World War II breaks out
Shortly before the outbreak of World War II, on August 26, 1939, Pilecki was mobilized and joined the 19th Polish Infantry Division of Army Prusy as a cavalry-platoon commander. His unit took part in heavy fighting in the Invasion of Poland against the advancing Germans and was partially destroyed. Pilecki's platoon withdrew southeast toward Lwów (now L'viv, in Ukraine) and the Romanian bridgehead and was incorporated into the recently formed 41st Infantry Division. During the September Campaign, Pilecki and his men destroyed seven German tanks and shot down two aircraft. On September 17, after the Soviet Union invaded eastern Poland pursuant to the Molotov-Ribbentrop Pact, Pilecki's division was disbanded and he returned to Warsaw with his commander, Major Jan Włodarkiewicz.[1]

On November 9, 1939, the two men founded the Secret Polish Army (Tajna Armia Polska, TAP), one of the first underground organizations in Poland. Pilecki became its organizational commander and expanded TAP to cover not only Warsaw but Siedlce, Radom, Lublin and other major cities of central Poland. By 1940, TAP had approximately 8,000 men (more than half of them armed), some 20 machine guns and several anti-tank rifles. Later, the organization was incorporated into the Home Army (Armia Krajowa) and became the core of the Wachlarz unit.[1]


[edit] The Auschwitz campaign: 945 days

Street roundup in northern Warsaw's Żoliborz district, 1941In 1940, Pilecki presented to his superiors a plan to enter Germany's Auschwitz concentration camp at Oświęcim (the Polish name of the locality), gather intelligence on the camp from the inside, and organize inmate resistance. Until then, little had been known about the Germans' running of the camp, and it was thought to be an internment camp or large prison rather than a death camp. His superiors approved the plan and provided him a false identity card in the name of "Tomasz Serafiński." On September 19, 1940, he deliberately went out during a Warsaw street roundup (łapanka), and was caught by the Germans along with some 2,000 innocent civilians (among them, Władysław Bartoszewski). After two days of torture in Wehrmacht barracks, the survivors were sent to Auschwitz. Pilecki was tattooed on his forearm with the number 4859.[1]


Auschwitz concentration camp photos of Pilecki.At Auschwitz, while working in various kommandos and surviving pneumonia, Pilecki organized an underground Union of Military Organizations (Związek Organizacji Wojskowych, ZOW). ZOW's tasks were to improve inmate morale, provide news from outside, distribute extra food and clothing to members, set up intelligence networks, and train detachments to take over the camp in the event of a relief attack by the Home Army, arms airdrops, or an airborne landing by the Polish 1st Independent Parachute Brigade, based in Britain.[1]

By 1941, ZOW had grown substantially. Members included the famous Polish sculptor Xawery Dunikowski and ski champion Bronisław Czech, and worked in the camp's SS administration office (Mrs. Rachwalowa, Capt. Rodziewicz, Mr. Olszowka, Mr. Jakubski, Mr. Miciukiewicz), the storage magazines (Mr. Czardybun) and the Sonderkommando, which burned human corpses (Mr. Szloma Dragon and Mr. Henryk Mendelbaum). The organization had its own underground court and supply lines to the outside. Thanks to civilians living nearby, the organization regularly received medical supplies.[1]

ZOW provided the Polish underground with priceless information on the camp. Many smaller underground organizations at Auschwitz eventually merged with ZOW. In the autumn of 1941, Colonel Jan Karcz was transferred to the newly-created Birkenau death camp, where he proceeded to organize ZOW structures. By spring of 1942, the organization had over 1,000 members, including women and people of other nationalities, at most of the sub-camps. The inmates constructed a radio receiver and hid it in the camp hospital.[1]

From October 1940, ZOW sent reports to Warsaw, and beginning March 1941, Pilecki's reports were being forwarded via the Polish resistance to the British government in London. These reports were a principal source of intelligence on Auschwitz for the Western Allies. Pilecki hoped that either the Allies would drop arms or troops into the camp, or the Home Army would organize an assault on it from outside. By 1943, however, he realized that no such plans existed. Meanwhile the Gestapo redoubled its efforts to ferret out ZOW members, succeeding in killing many of them. Pilecki decided to break out of the camp, with the hope of personally convincing Home Army leaders that a rescue attempt was a valid option. When he was assigned to a night shift at a camp bakery outside the fence, he and two comrades overpowered a guard, cut the phone line and escaped on the night of April 26–April 27, 1943, taking along documents stolen from the Germans. In the event of capture, they were prepared to swallow cyanide. After several days, with the help of local civilians, they contacted Home Army units. Pilecki submitted another detailed report on conditions at Auschwitz.[1]


[edit] Back outside Auschwitz: the Warsaw Uprising.
On August 25, 1943, Pilecki reached Warsaw and joined the Home Army's intelligence department. The Home Army, after losing several operatives in reconnoitering the vicinity of the camp, including the Cichociemny commando Stefan Jasieński, decided that it lacked sufficient strength to capture the camp without Allied help. Pilecki's detailed report (Raport Witolda—"Witold's Report") was sent to London. The British authorities refused the Home Army air support for an operation to help the inmates escape. An air raid was considered too risky, and Home Army reports on Nazi atrocities at Auschwitz were deemed to be gross exaggerations (Pilecki wrote: "During the first 3 years, at Auschwitz there perished 2 million people; in the next 2 years—3 million"). The Home Army in turn decided that it didn't have enough force to storm the camp by itself.[1]

Pilecki was soon promoted to cavalry captain (rotmistrz) and joined a secret anti-communist organization, NIE ("NO or NIEpodleglosc - independence"), formed as a secret organization within the Home Army with the goal of preparing resistance against a possible Soviet occupation.[1]

When the Warsaw Uprising broke out on August 1, 1944, Pilecki volunteered for the Kedyw's Chrobry II group. At first, he fought in the northern city center without revealing his actual rank, as a simple private. Later, he disclosed his true identity and accepted command of the 2nd Company, fighting in the Towarowa and Pańska Streets area. His forces held a fortified area called the "Great Bastion of Warsaw". It was one of the most outlying partisan redoubts and caused considerable difficulties for German supply lines. The bastion held for two weeks in the face of constant attacks by German infantry and armor. On the capitulation of the uprising, Pilecki hid some weapons in a private apartment and went into captivity. He spent the rest of the war in German prisoner-of-war camps at Łambinowice and Murnau.[1]


[edit] Soviet take over of Poland
After July 11, 1945, Pilecki joined the 2nd Polish Corps. He received orders to clandestinely transport a large sum of money to Soviet-occupied Poland, but the operation was called off. In September 1945, he was ordered by General Władysław Anders to return to Poland and gather intelligence to be sent to the Polish Government in Exile.[1]

He went back and proceeded to organize his intelligence network, while also writing a monograph on Auschwitz. In the spring of 1946, however, the Polish Government in Exile decided that the postwar political situation afforded no hope of Poland's liberation and ordered all partisans still in the forests either to return to their normal civilian lives or to escape to the West. Pilecki declined to leave, but proceeded to dismantle the partisan forces in eastern Poland. In April 1947, he began collecting evidence on Soviet atrocities and on the prosecution of Poles (mostly members of the Home Army and the 2nd Polish Corps) and their executions or imprisonment in Soviet gulags.[1]


Photos of Pilecki from Warsaw's Mokotow prison (1947).On May 8, 1947, he was arrested by the Polish security service (Urząd Bezpieczeństwa). Prior to trial, he was repeatedly tortured but revealed no sensitive information and sought to protect other prisoners. On March 3, 1948, a staged trial took place. Testimony against him was presented by a future Polish prime minister, Józef Cyrankiewicz, himself an Auschwitz survivor. Pilecki was accused of illegal crossing of the borders, use of forged documents, not enlisting with the military, carrying illegal arms, espionage for general Władysław Anders (head of the military of the Polish Government in Exile) and preparing an assassination on several officials from the Ministry of Public Security of Poland. Pilecki denied the assassination charges, as well as espionage (although he admitted to passing information to the II Polish Corps of whom he considered himself an officer and thus claimed that he was not breaking any laws); he pleaded guilty to the other charges. On May 15, with three of his comrades, he was sentenced to death. Ten days later, on May 25, 1948, he was executed at Warsaw's Mokotow Prison on ulica Rakowiecka (Rakowiecka Street)

Pilecki's conviction was part of a prosecution of Home Army members and others connected with the Polish Government in Exile in London. In 2003, the prosecutor and several others involved in the trial were charged with complicity in Pilecki's murder. Cyrankiewicz escaped similar proceedings, having died.[1]

After Poland regained its independence, Witold Pilecki and all others sentenced in the staged trial were rehabilitated on October 1, 1990. In 1995, he received posthumously the Order of Polonia Restituta.

His place of burial has never been found. He is thought to have been buried in a rubbish dump near Warsaw's Powązki Cemetery.

Until 1989, information on his exploits and fate was suppressed by the Polish communist regime.[1]


Alex Lech Bajan
CEO
RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
FAX: 703-940-8300
sms: 703-485-6619
EMAIL: office@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com

VII Sympozjum z cyklu "Przyszłość cywilizacji zachodu" prof। dr hab. Piotr Jaroszyński

VII Sympozjum z cyklu "Przyszłość cywilizacji zachodu" prof। dr hab. Piotr Jaroszyński

VII Sympozjum z cyklu "Przyszłość cywilizacji zachodu"
prof. dr hab. Piotr Jaroszyński (2008-04-16)
Aktualności dnia
słuchaj

Dotacja dla dobra Polski i Radio Maryja jedynej ostoi niezaleznych mediow.
Polacy w kraju i na obczyznie pomagajmy sobie

Konta złotówkowe
- PKO BP S.A. II/O Toruń
nr 69 1020 5011 0000 9602 0012 9130
- Bank Pocztowy S.A. O/Toruń
nr 77 1320 1120 2565 1113 2000 0003
z dopiskiem: "Dar na cele kultu religijnego"
Konta walutowe
EUR - PKO BP S.A. II/O Toruń
ul. Grudziądzka 4, 87-100 Toruń
nr 65 1020 5011 0000 9602 0105 7298
Funty GBP - PKO BP S.A. II/O Toruń
ul. Grudziądzka 4, 87-100 Toruń
nr 08 1020 5011 0000 9502 0105 7306
Dolary USD - PKO BP S.A. II/O Toruń
ul. Grudziądzka 4, 87-100 Toruń
nr 13 1020 5011 0000 9302 0105 7314
(Ofiarodawcy spoza Polski przed numerem konta winni dopisać symbol PL, a po numerze: SWIFT - BPKOPLPW)

Konto w USA
RADIO MARYJA, P.O. BOX 39565
CHICAGO, IL 60639-0565

Konto w Kanadzie
St. Stanislaus - St. Casimir's Polish Parishes - Credit Union Limited
40 John St., Oakville, ONT L6K 1G8
Numer konta: 84920

W polu dobra i zła
Nasz Dziennik, 2008-01-26
Refleksje eurosceptyka (cz. III)

Ciekawe, dlaczego Unia Europejska tak bardzo nienawidzi Radia Maryja? Czy w trosce o "pluralizm mediów"? Tu właśnie wychodzi szydło z worka: Radio Maryja jest przedmiotem kampanii agresji i nienawiści, ponieważ jest to radio katolickie.

Na tle rozdziału II Karty Praw Podstawowych nasuwają się pewne uwagi. Tytuł rozdziału: "Wolności", mógłby być zastąpiony słowem "swobody", ponieważ z konstrukcji tego rozdziału wynika, że chodzi tu o pewną przestrzeń bezpieczeństwa pozostawioną jednostce przez najwyższy autorytet państwa. W art. 6 bowiem oba pojęcia: "wolność i bezpieczeństwo osobiste", nawzajem się wyjaśniają. A więc nie chodzi tu o wolność w znaczeniu etycznym, jako zdolność woli ludzkiej do podejmowania decyzji w świetle poznanej prawdy, ani o wolność woli w znaczeniu ontologicznym, jako zdolność autodeterminacji (na czym opiera się wolność etyczna jako zdolność wyboru dobra i odrzucenia zła).

Dominacja perspektywy indywidualistycznej
Uwaga dokumentu jest skupiona na sytuacji prawno-społecznej jednostki, właśnie jednostki jako składnika społeczeństwa, a nie osoby (jak to precyzyjnie odróżniał Maritain). Można więc powiedzieć, że ten rozdział (a przez to cały dokument) jest obciążony "zboczeniem indywidualistycznym", czyli ogranicza prawdę wolności do perspektywy jednostki, wskutek czego ta perspektywa jest oderwana od głębszych podstaw ontycznych (transcendentnych).
Główna luka prawna pojawia się w tych tematach, w których używa się takich słów, jak: "życie rodzinne", "dom", "małżeństwo", "rodzina" (art. 7 i 9). Jakkolwiek bowiem mówi się o czymś takim jak "rodzina", to sens przepisu dotyczy tylko przestrzeni swobody jednostki, natomiast zupełnie wymyka się jego treści tak poważna, fundamentalna rzeczywistość, jak małżeństwo i rodzina. Nawet w art. 9 "prawo do zawarcia małżeństwa" i "prawo do założenia rodziny" są potraktowane rozdzielnie, tak jakby między nimi nie zachodziła jakaś więź istotna, owszem, o poziomie antropologicznym, aby nie powiedzieć - metafizycznym. Takie potraktowanie "prawa do małżeństwa" i "prawa do rodziny" zawiera bardzo poważne implikacje zarówno w stosunku do filozofii społecznej, jak i do etosu społecznego. Może bowiem oznaczać, że w tej koncepcji społeczeństwa (a prawo zawsze wyraża i zakłada określoną koncepcję społeczeństwa) małżeństwo i rodzina stanowią rzeczywistości marginalne, nieobowiązujące, o znaczeniu jedynie prywatnym, na poziomie utylitarnym. Po drugie - takie rozłączne traktowanie tych "praw" (w sensie "swobód") oznacza, że prawodawca przewiduje sytuacje i z góry je aprobuje, kiedy małżeństwo nie ma nic wspólnego z rodziną lub (co na jedno wychodzi) rodzina nie ma nic wspólnego z małżeństwem. Jest to podstawowy błąd, który pokazuje, że prawodawca albo nie rozumie, że ta wspólnota ludzka opiera się na prawie naturalnym, czyli jest odpowiedzialna za potwierdzenie najgłębszej prawdy człowieczeństwa (w której małżeństwo i rodzina są czymś nierozdzielnym), albo tę relację celowo pomija, aby umożliwić różne "modyfikacje" rodziny i tym samym legalizację różnych dewiacji antropologicznych i moralnych na życzenie określonych "lobby" upominających się o swoje "swobody". Wzięcie w nawias rodziny jako fundamentu społeczeństwa otwiera drogę do legalizacji zastępczych form "rodzinopodobnych" zajmujących miejsce rodziny w systemie prawnym społeczeństwa. Takie postawienie sprawy fałszuje cały sens prawa i przekreśla ludzki charakter społeczeństwa. Tymczasem Papież Benedykt XVI po raz kolejny upominał się o respektowanie prawa naturalnego, zabierając głos 7 stycznia br. na spotkaniu z korpusem dyplomatycznym akredytowanym przy Stolicy Apostolskiej.

Myśl wolna i pusta
Podobna luka prawna pojawia się w art. 10, gdzie jest mowa o "wolności myśli, sumienia i religii". Tu również podmiotem tych "wolności" jest jednostka, nawet kiedy korzysta ze swego prawa "wspólnie z innymi", nawet "publicznie". Pomija się zupełnie fakt, że ponad jednostkami i ponad grupami i wspólnotami jednostek istnieje rzeczywistość wyższa, to jest Kościół, czyli Chrystus, i istnieje nie "ponad" osobami ludzkimi, lecz w nich, nadając im nową formę zjednoczenia, ponieważ czyni ich "jednym ciałem", a więc obrazem tej jedności, jaka panuje w łonie Trójcy Przenajświętszej (por. "Gaudium et spes", 24). Perspektywa obecna w Karcie zupełnie nie uwzględnia tego wymiaru podmiotowości, która jest właściwa Kościołowi, i wydaje się, że prawodawca albo zupełnie nie rozumie, że właśnie obecność Kościoła przywraca ludzkości jej właściwą prawdę wspólnotowego bytu, dzięki czemu społeczeństwo zostaje obdarzone nowym wymiarem podmiotowości, albo celowo ten aspekt "prawa do Chrystusowej religii" pomija, aby dać szansę różnym samozwańczym i nieokreślonym w swojej proweniencji "formacjom" i sektom pseudoreligijnym.
Prawodawca europejski zmusza w ten sposób Kościół do zejścia na poziom prywatnych form życia religijnego i do uznania swej "równości" z różnymi sektami Wschodu czy bałwochwalcami Zachodu. Takie ignorowanie pozycji Kościoła, zupełnie nieuzasadnione prawnie ani historycznie, wyrządza krzywdę nie tylko wierzącym, traktując ich jak sieroty pozbawione matki, ale także krzywdzi całą Europę, odbierając jej najważniejszy punkt odniesienia w kształtowaniu swej kulturowej i duchowej świadomości. Ktokolwiek trochę pomyślał o tym, co znaczy, że "Syn Boży stał się człowiekiem", miał szansę odrobinę przybliżyć się do prawdy, że Kościół nie jest obcym nalotem, jakimś desantem z Marsa lub z księżyca, lecz urzeczywistnieniem najgłębszej prawdy powołania ludzkiego, objawieniem przedwiecznej tajemnicy, którą Bóg przygotował i ukrył w samym sercu ludzkości. Kościół zawiera w sobie w stopniu nieskończenie wyższym prawdę ludzkości niż wszystkie "organizacje narodów zjednoczonych", które dotąd nie uświadomiły sobie, skąd pochodzą i do czego zmierzają, szczególnie, kiedy pod wpływem naukowej mitologii nie potrafią określić granicy między człowieczeństwem a życiem animalnym lub wegetatywnym.

Wolność bez prawdy
Analogicznie istnieje jeszcze trzecia luka prawna lub logiczna, w art. 11, mówiącym o "wolności wypowiedzi i informacji". Można w sposób uzasadniony postawić pytanie, czy nie należałoby sformułować prawa do swobody od informacji, od zalewu natrętnego hałasu medialnego, od powodzi dezinformacji i nachalnej propagandy. Artykuł 11 został sformułowany idyllicznie i romantycznie, niejako z góry zakładając równe szanse jednostki i supermagnatów i potentatów "informacji" poddających masy ludzkie operacji prasowania mózgów (wcześniej prania), prowadzących strategiczne kampanie przeciwko prawdzie i przeciw podstawowym wartościom moralnym, od których zależy istota życia ludzkiego. Dlaczego w art. 11 nie ma nic na temat podstawowego prawa do prawdy, o którym zdecydowanie pisał Jan Paweł II, na przykład w "Centesimus annus" par. 29? Samo prawo do "posiadania poglądów i przekazywania informacji" może prowadzić jedynie do pogłębiania zamętu informacyjnego i pomnażania zgiełku w eterze oraz przestrzeni komunikacji medialnej. Na marginesie "prawa do posiadania poglądów" można przypomnieć przypadek prof. Rocco Buttiglionego, który miał swój pogląd, ten pogląd nawet demokratycznie wypowiedział, ale mafia socjalistyczno-masońska uznała, że katolik nie może być komisarzem w Unii Europejskiej. Jak to pogodzić z brzmieniem Karty Praw Podstawowych, która tak mocno potępia "wszelką dyskryminację", niech się głowią ci "mędrcy", których podobno mają w Europie ustanowić, aby światłość zapanowała w europarlamencie.
Człowiek ma prawo do prawdy, do jej osiągania i do dzielenia się poznaną prawdą. Tej regule powinno być podporządkowane całe prawo dotyczące mediów i informacji. Jak dotychczas aktualna rzeczywistość polityczna w zakresie tematyki art. 11 jest totalnym zaprzeczeniem wolności wypowiedzi i informacji w Europie. Nic nie mówi się też o tym, że rozsiewanie kłamstw i oszczerstw przez media, jakiekolwiek, także państwowe, jest przestępstwem, które powinno być surowo karane, właśnie w imię wolności informacji. Podobnie rozpowszechnianie i propagowanie haseł, zasad i wzorów niemoralnych, na przykład zachowań homoseksualnych, pornograficznych, reklamowanie różnych form prostytucji zakamuflowanej różnymi pozorami reklamy czy kultury rozrywkowej, powinno być karane surowo, jako przestępstwo przeciw godności ludzkiej. Ale Karta nic o tym nie wie.
A może celowo stwarza taką próżnię moralną, aby nakręcać biznes mediów kryjących się za parawanem "pluralizmu"? Pojęcie pluralizmu powinno być tu jasno zdefiniowane. Bo jeśli na przykład w jakimś państwie 95 proc. mediów należy do grupy "posiadającej władzę medialną", a liczącej 1 proc. ludności, i uprawiającej przestępczą politykę antyreligijną i antynarodową, a pozostałe 5 proc. mediów należy - teoretycznie - do reszty społeczeństwa, które uprawia wewnętrzną komunikację na poziomie zaledwie inicjalnym, to nie mamy do czynienia z pluralizmem, lecz kolonializmem medialnym. Może też istnieć terroryzm medialny, jak o tym się przekonaliśmy, albo nawet może istnieć w mediach uprzywilejowanych i skorumpowanych takie nasilenie agresji i nienawiści do pewnych ludzi lub do pewnych ugrupowań, że takie zjawisko musi być określone jako bandytyzm medialny. Taką postawę mediów (i dziennikarzy) liberalnych, laickich, masońskich i żydowskich obserwujemy w ich wystąpieniach skierowanych przeciwko Radiu Maryja i Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej - dziełom założonym przez o. Tadeusza Rydzyka. Powtarzam: tej postawy nie można nazwać inaczej niż "bandytyzm medialny". Z tym łączy się tchórzliwe milczenie (strategiczne przemilczanie) wszystkich pozytywnych faktów ukazujących prawdziwe, jasne, chwalebne oblicze Radia Maryja i związanych z nim dzieł. To tchórzliwe milczenie dziennikarzy zganił ostatnio w "Naszym Dzienniku" z 8 stycznia Wojciech Reszczyński.
Sama Karta Praw Podstawowych nic nie mówi o moralnych aspektach mediów i publicznej odpowiedzialności za prawdę. Chyba dlatego, że ten dokument zajmuje się tylko zjawiskiem emisji fal i strukturą dźwięku, natomiast pomija zupełnie stronę treściową informacji. To tak, jakby ktoś mówiąc o dostawach żywności (na przykład chleba), ustalał normy dotyczące barwy opakowania, nie troszcząc się o zawartość. Nieważne, czy w środku jest chleb, czy plewy i sieczka: to też podobno jest jadalne. Jeżeli w jakimś kraju niszczy się prawdziwie wolne i niezależne media, które rzeczywiście służą prawdzie i dobru całego narodu, to czy takie państwo jest jeszcze demokratyczne? Czy nie jest widomym znakiem państwa totalitarnego to, że nienawidzi ono wszelkich ośrodków opiniotwórczych o charakterze niezależnym i wolnym od "poprawności politycznej"? Ciekawe, dlaczego Unia Europejska tak bardzo nienawidzi Radia Maryja? Czy w trosce o "pluralizm mediów"? Tu właśnie wychodzi przysłowiowe "szydło z worka": Radio Maryja jest przedmiotem kampanii agresji i nienawiści, ponieważ to jest radio katolickie. To z kolei rzuca światło na stosunek prawa europejskiego do Kościoła katolickiego jako takiego, co jest widoczne także w kontekście innych artykułów Karty.

Nauka bez ograniczeń?
Pomijam art. 12; częściowo odnosi się do niego to, co powiedziano wyżej. Obecnie natomiast interesuje mnie art. 13: Wolność sztuk i nauk. Powiedziano tu: "Sztuki i badania naukowe są wolne od ograniczeń. Wolność akademicka jest szanowana". Znowu zgłasza się tutaj pierworodny grzech dokumentu: przechył indywidualistyczny. Traktuje się naukę i sztukę jako hobby interesujące jedynie jednostkę, która oczywiście powinna swobodnie rozwijać swoje zainteresowania. Wiadomo, że tylko państwa totalitarne krępowały rozwój nauki, zmuszając naukowców, aby nawet prace z archeologii Dalekiego Wschodu podpierały cytatami z Lenina. Ale choć dziś chyba nikt z naukowców nie klęka przed duchem Lenina, to są takie duchy, które nadal nie dają spać naukowcom, na przykład duchy Hegla, Darwina, Spencera, Huxleya, Freuda czy choćby Kartezjusza. Nadal dokucza naukowcom mit postępu naukowego, widoczny w osławionym "Manifeście Humanistycznym" (1973), który (mit) wnikliwie skrytykował Benedykt XVI w wielu wypowiedziach. Dokument zapomina zupełnie o głębokich uwarunkowaniach ideologicznych i politycznych, którym w naszych warunkach zostały poddane badania naukowe, co jest widoczne zwłaszcza w dziedzinie genetyki, bioetyki czy biotechnologii. Doktor Marek Czachorowski przypomniał w "Naszym Dzienniku" (5-6 stycznia) słabe strony tak zwanej Europejskiej Konwencji Bioetycznej. Problemy związane z tą Konwencją ukazują głębokie uzależnienie polityczne badań naukowych, oraz duży zakres prywatnych ambicji pewnych kół naukowców zainteresowanych dokonaniem rewolucyjnych "odkryć" biomedycznych, niestety pomijających relację do godności osoby ludzkiej. To wszystko nie może być pozostawione prywatnemu osądowi jednostek walczących o coraz szerszy zakres "swobody badań naukowych". Hitlerowcy też prowadzili na szeroką skalę "badania naukowe" na więźniach obozów koncentracyjnych. Moralny wymiar dzisiejszych badań - według nieżyjącego już prof. Jerome Lejeune'a - nie różni się od zbrodni hitlerowskich potępionych w procesie norymberskim.
Stąd stwierdzenie, że "badania naukowe są wolne od ograniczeń", jest absurdem, ponieważ powinno być jasne, że badania naukowe są ograniczone wewnętrzną logiką nauki jako drogi odkrywania prawdy w służbie człowiekowi, a po drugie, jeśli przedmiotem badań jest życie ludzkie, czyli osoba ludzka we wszystkich uwarunkowaniach egzystencjalnych (zwłaszcza płodność ludzka, poczęcie, narodziny i wszystkie sytuacje krytyczne), to badania naukowe są ograniczone koniecznością absolutnego respektowania godności i nietykalności osoby ludzkiej, a także ograniczone celem terapeutycznym w ścisłym tego słowa znaczeniu i w bezpośredniej sytuacji konieczności.
Odnosi się ogólne wrażenie, że w Karcie Praw Podstawowych wymiar moralny jest jakby z zasady nieobecny, ponieważ prawdopodobnie przyjmuje się, że to, co dzieje się w "wolności", jest automatycznie poprawne etycznie. Byłaby to osobliwa filozofia wolności pojmowanej absolutystycznie, która z góry usprawiedliwia wszelkie poczynania jako dobre. Jan Paweł II w encyklice "Evangelium vitae" (nr 20) nazwał taką wolność "nikczemną". Sapienti sat.


Ks. prof. Jerzy Bajda

Dlaczego Czemu ??? nie widziałem tego w nigdy w TV czy to wstd ???? kto w Polsce rządzi ???? dalej komuniści ??? nieromumiem rozum tego nie ogarnia ..

Dlaczego Czemu ??? nie widziałem tego w nigdy w TV czy to wstd ???? kto w Polsce rządzi ???? dalej komuniści ??? nieromumiem rozum tego nie ogarnia ....

Obama's) Kennedy at Patraeus Hearing 4/8/08

Obama's) Kennedy at Patraeus Hearing 4/8/08

Tuesday, April 15, 2008

Obama at Patraeus Hearings 4/8/08 Brawo Obama

Obama at Patraeus Hearings 4/8/08 Brawo Obama

What motivated the 9/11 hijackers? See testimony most didn't

What motivated the 9/11 hijackers? See testimony most didn't

McCain, NeoCons, the Israel Lobby Ron Paul Weekly Standard

McCain, NeoCons, the Israel Lobby Ron Paul Weekly Standard

Sunday, April 13, 2008

Zabić Polskę W Światowym Dniu Pamięci Ofiar All Americans have to see!!

Zabić Polskę W Światowym Dniu Pamięci Ofiar All Americans have to see!
Nasz Dziennik, 2008-04-13
"Kontrrewolucjoniści, powstańcy, byli oficerowie i żandarmi, urzędnicy, obszarnicy, księża i osadnicy"...
real hero - Witold Pilecki - A Volunteer for Auschwitz

Ochotnik do Auschwitz/Volunteer for Auschwitz - W. Pilecki


W Światowym Dniu Pamięci Ofiar Katynia warto się zamyślić nie tylko nad okrucieństwem zbrodni popełnionej na tysiącach bezbronnych polskich oficerów, lecz także nad jej złowrogim sensem. Ma to szczególne znaczenie w sytuacji, gdy Rosja próbuje "utopić" tragedię katyńską i polską Golgotę Wschodu w ogóle, w bezmiarze innych zbrodni państwa bolszewickiego. Wszystkich wtedy mordowano, więc dlaczego Polacy mają być traktowani wyjątkowo? Moskwa nie chce uznać ludobójczego charakteru tej sowieckiej odmiany Sonderaktion, traktując ją jako "oszibkę" (pomyłkę) lub zwykły czyn "kryminalny", który mógł się wydarzyć "w tych dramatycznych czasach".

Nie tylko my, Polacy, jesteśmy w taki sposób traktowani. W odpowiedzi na proklamowanie przez parlament ukraiński dnia pamięci o ofiarach wielkiego głodu z lat 30. (szacowanych na 7-9 mln ludzi!) Rosjanie oświadczają, że głód w tamtych czasach wynikał... z trudności aprowizacyjnych w ogóle! Mamy tu do czynienia z iście diabelską dialektyką: ludzie zamordowani przez totalitarną bolszewię stają się ofiarami przeciwników tej bolszewi! Przecież, gdyby nie międzynarodowa izolacja Sowietów, nie byłoby głodu! Nasi rodacy, zamordowani głodem, ponadludzką pracą lub wprost eksterminowani przez policyjne państwo sowieckie, sojusznika Hitlera, dopisani są do rachunku strat wojennych Związku Sowieckiego! Byli wszak od jesieni 1939 r. obywatelami ZSRS, na mocy "wyborów", które wcieliły połowę Rzeczypospolitej do państwa Stalina! Sowieckie "ofiary wojny" to także m.in. uczestnicy agresji na Finów i inne narody z czasów realizacji tajnych protokołów berlińskich z sierpnia 1939 roku. Po wojnie Związek Sowiecki mógł wreszcie "wyczyścić" fałszowane przez lata statystyki ludnościowe. Można było dopisać miliony ofiar wielkich czystek i innych zbrodni do rachunku wojennego, żeby się zbilansowało! Dziś różni historycy w Ameryce i w "wolnym świecie" w ogóle prawią o ponad 20 mln ofiar agresji Hitlera na Związek Sowiecki! Sowieckie "dane" to dla nich "źródło historyczne"! Nie mają pojęcia o istocie i metodach działania państwa realnego komunizmu, albo dla potrzeb poprawności politycznej lub z powodu zwykłego lenistwa intelektualnego nie chcą w to wnikać. Nie widzą też związku między wybuchem największej w dziejach ludzkości wojny a współpracą sowiecko-niemiecką. Więc dlaczego, niewdzięczni Polacy, mówicie ciągle o Katyniu i Sybirze, skoro dzięki "narodowi radzieckiemu" został pokonany, za cenę 20 mln ofiar, faszyzm?

Wytępić!
W filmie "Katyń" Andrzej Wajda postanowił pokazać niemiecką akcję przeciwko profesorom Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie jesienią 1939 roku. To była tzw. Sonderaktion Krakau, po której wielu wybitnych przedstawicieli polskiej nauki straciło życie w obozie koncentracyjnym. Ta akcja nie była czymś wyjątkowym. Już od września 1939 r. Niemcy mordowali w masowych egzekucjach przedstawicieli polskiej inteligencji z Pomorza, Wielkopolski i innych "ziem wcielonych" do Rzeszy. Tylko na Pomorzu - według niemieckiego historyka Dietera Schenka - straciło życie około 55 tysięcy Polaków. Pół roku później, w ramach akcji AB ("nadzwyczajna akcja pacyfikacyjna"), Niemcy rozpoczną podobne zbrodnie na polskiej inteligencji także na terenie tzw. Generalnej Guberni. Symbolem tych zbrodni staną się Palmiry.
Niektórzy widzowie "Katynia" uznali, że dramatyczne sceny z Krakowa nie mają związku z głównym tematem, jakim jest zbrodnia katyńska. Moim zdaniem, mają związek zasadniczy i dobrze, że je pokazano. Zarówno Niemcy, jak i Sowieci prowadzili bowiem akcję eksterminacyjną, swego rodzaju "rozwiązanie kwestii polskiej", niszcząc nasze elity społeczne, nazywane przez Niemców "elementami przywódczymi", a przez sowieciarzy - "elementami obcymi klasowo". Po niemiecku nazywało się to vertreten (wytępić), po rosyjsku - obezhołowić (pozbawić głowy). Pierwsza rzecz, jaką zrobili Sowieci po zajęciu połowy Polski (51 proc. obszaru) we wrześniu 1939 r., to była wymiana administracji i elit w ogóle. Doskonale wykorzystywali przy tym różnice narodowościowe. Doktor Krzysztof Jasiewicz w książce "Pierwsi po diable. Elity sowieckie w okupowanej Polsce 1939-1941" zamieścił ciekawe zestawienia, z których wynika, że polska administracja w sowieckiej zonie okupacyjnej została zastąpiona (niemal w całości!) przez komunizującą inteligencję żydowską. Dla polskiego urzędnika już wówczas zaplanowano łagier lub zesłanie, a jeśli był do tego oficerem, nawet tylko oficerem rezerwy - śmierć...

Bijcie oficerów!
Ta tendencja ujawniła się już wcześniej, podczas agresji wrześniowej. Sowieckie ulotki propagandowe zachęcały polskiego żołnierza, by odmawiał posłuszeństwa oficerom, którzy "pędzą was na bezskuteczną rzeź". Samoloty z ulotkami krążyły nad polskimi oddziałami już 17 września. Poza treściami propagandowymi ulotki zawierały też różne łgarstwa, na przykład na temat rozstrzelania "delegacji" żołnierzy, którzy przyszli do polskiego dowództwa z propozycją poddania się! Dowódca frontu ukraińskiego, "komandarm I rangi" Siemion Timoszenko, pisał w jednej z tych podłych ulotek: "Żołnierze! W ciągu ostatnich dni armia polska została ostatecznie rozgromiona. Żołnierze miast Tarnopol, Galicz, Równo, Dubno, w ilości przeszło 60.000, przeszli na naszą stronę [naturalnie, kłamstwo - przyp. P.Sz.]. Co pozostało wam? O co i z kim walczycie? Dla czego narażacie życie? Opór wasz jest bezskuteczny. Oficerowie pędzą was na bezskuteczną rzeź. Oni nienawidzą was i wasze rodziny [...]. Nie wierzcie swym oficerom. Oficerowie i generałowie są waszymi wrogami, chcą oni waszej śmierci. Żołnierze! Bijcie oficerów i generałów! Nie podporządkowujcie się rozkazom waszych oficerów. Pędźcie ich z waszej ziemi. Przechodźcie śmiało do nas, do waszych braci, do Armii Czerwonej. Tu znajdziecie uwagę i troskliwość". Krótko mówiąc, polski oficer to "wróg klasowy", a brat kryje się pod szynelem sowieckiego agresora. Już raz polski żołnierz popędził tych "braci", w roku 1920, ze swojego kraju. Teraz nie miał już, niestety, takich możliwości. Tym razem agresorów było dwóch. Zjednoczy ich jeden cel: raz jeszcze podzielić Polskę i wytępić polską inteligencję, by ostatecznie rozwiązać "kwestię polską".

Przyjaciele
Sowiecko-niemiecka współpraca, temat zarówno w Sowietach, jak i w dzisiejszej Rosji wstydliwy, poddawany różnym kłamstwom i przeinaczeniom (musieli wkroczyć do Polski, by "chronić" ludność!), rozkwitała aż do czerwca 1941 r., gdy Hitler ruszył na wschód. Już pod koniec roku 1939 odbyła się w Zakopanem wspólna narada NKWD i gestapo "w kwestii polskiej". Nie znamy jej "programu", ale można się domyślać, że zaplanowano tam wspólne zbrodnicze przedsięwzięcia przeciwko Polakom, m.in. deportacje z Kresów od lutego 1940 r. oraz akcję AB. Wydawana w Krakowie hitlerowska gadzinówka "Goniec Krakowski" obwieszczała 9 grudnia 1939 r. na pierwszej kolumnie, tuż pod winietą tytułową, gdzie zamieszcza się najważniejsze wiadomości: "Delegacja sowiecka u Generalnego Gubernatora. Uroczyste powitanie w Przemyślu i w Krakowie. Przemówienie Generalnego Gubernatora i przewodniczącego delegacji sowieckiej"... Były to miodowe miesiące zbrodniczego aliansu. Nieco wcześniej sowiecki minister, jeden ze zbrodniarzy podpisanych potem pod rozkazem mordu katyńskiego, Wiaczesław Mołotow, zapewniał chełpliwie, że już nigdy nie odrodzi się "bękart traktatu wersalskiego". Wtórował mu sam "führer", który oświadczył w październiku, że "Polska traktatu wersalskiego nigdy się nie odrodzi". Miały to zagwarantować "dwa najpotężniejsze państwa tej ziemi". Pan Bóg pomieszał jednak Hitlerowi rozum i w czerwcu 1941 r. skończyła się sielska współpraca. Niech nikt nie mówi, że Opatrzność opuściła Polaków w czasie tamtej wojny. Gdyby nie wojna niemiecko-sowiecka, gdyby jeszcze rok potrwała ta złowroga przyjaźń między Hitlerem i Stalinem, wywiezieni w głąb Związku Sowieckiego Polacy "padochliby", tak jak im to przepowiadało NKWD. Nie byłoby generała Andersa i tułaczej armii, nie byłoby "polskiego Londynu", przyczółka wolnej Polski, nadziei wielu Polaków.
Mord na oficerach polskich, zadekretowany przez Stalina i jego krwawych kamratów z Biura Politycznego WKP(b), nie był wspólnym planem gestapo i NKWD, wynikał raczej z "tradycji" i doświadczeń realnego bolszewizmu i jego licznych zbrodni, "czystek". Mieścił się jednak doskonale we wspólnym sowiecko-niemieckim celu, jakim było "obezhołowienie" Polski. W takim kontekście trzeba widzieć tragedię katyńską, inaczej jej zbrodniczy sens jest zupełnie niezrozumiały.

Nauczyciel, inżynier, urzędnik...
Zadałem sobie sporo trudu, dla potrzeb tego artykułu, by pokazać Czytelnikowi "Naszego Dziennika" bardziej precyzyjną informację na temat tego, kogo nam Sowieci zamordowali w dołach katyńskich. Przejrzałem starannie jedną z list katyńskich, opublikowaną przez warszawski Ośrodek "Karta" w roku 1995 (I tom tzw. Indeksu represjonowanych - "Rozstrzelani w Katyniu"). Są tam nazwiska, daty urodzenia, stopnie wojskowe oraz informacje o wykształceniu i zawodach w cywilu (nie przy wszystkich nazwiskach, lecz przy większości). W cywilu, ponieważ przeważająca część zamordowanych Polaków to byli oficerowie rezerwy! Zmobilizowano ich na czas wojny, bo obrona kraju to obywatelski obowiązek wobec Ojczyzny. Zabito ich nie dlatego, że byli wojskowymi. Zabito ich za to, że byli wykształceni i mogliby, puszczeni wolno, działać na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego! Zabito ich w ramach akcji pozbawiania polskiego społeczeństwa głowy!
Wśród 4410 oficerów (tylko z Katynia - byłych więźniów Kozielska), których nazwiska opublikowano w tomie z roku 1995, na pierwszy plan wysuwają się nauczyciele. Jest ich 535! Gdyby dodać listy zamordowanych w Twerze i Charkowie, doliczylibyśmy się pewnie około 2 tysięcy polskich nauczycieli! Czy obecne związki zawodowe nauczycieli nie powinny się zainteresować tym faktem? Mord na oficerach polskich nie na wszystkich robi odpowiednie wrażenie. Wielu uważa, że to ludzie wojskowi, więc liczący się ze śmiercią w czasie wojny... Mord na 2 tysiącach polskich nauczycieli to coś znacznie więcej. Gdzie jest nauczycielska lista katyńska? Gdzie są nauczycielskie memoriały i tablice starszych kolegów dzisiejszych pedagogów, tak haniebnie zamordowanych? Dużo do zrobienia miałby zwłaszcza organ Związku Nauczycielstwa Polskiego "Głos Nauczycielski", który wysługiwał się przez lata propagandzie komunistycznej. Kiedyś zamieszczał scenariusze akademii z okazji kolejnych rocznic zbrodniczej rewolucji bolszewickiej. Teraz czekamy, w ramach rehabilitacji, na listę zamordowanych przez NKWD nauczycieli i ciepłe o nich wspomnienia. Czy to zbyt wiele?
Drugą, ogromną grupę zamordowanych stanowią inżynierowie. Tylko na liście katyńskiej, mimo niepełnych danych, naliczyłem ich 265! Razem z Charkowem i Twerem było ich pewnie około tysiąca. Jak bardzo byli po wojnie potrzebni Polsce! Czy Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Polskich pamięta o nich? Poza inżynierami w dołach Katynia zamordowano 65 techników (chemików, drogowców, mechaników, rolników i innych specjalności).
Katyń, Charków i Twer to także mord na polskim korpusie urzędniczym, w tym na wielu wysoko kwalifikowanych urzędnikach szczebla państwowego, burmistrzach, wójtach i innych. W sumie w samym Katyniu można się ich doliczyć 399, więc pewnie we wszystkich trzech najważniejszych miejscach zbrodni było ich około 1500!

Lekarz prowadzony na śmierć
Najbardziej absurdalna i przerażająca jest zbrodnia popełniona na lekarzach różnych specjalności. Przeznaczeniem lekarza jest ratowanie ludzkiego życia i przynoszenie ludziom ulgi. O czym myślało 243 polskich lekarzy i 50 farmaceutów, prowadzonych nad katyński dół? Ilu ich było razem z tymi z Charkowa i Tweru? Pewnie ponad tysiąc! Mogli służyć także zbrodniarzom, przecież cierpienie nie rozróżnia narodowości. Mogli i nie mogli. Przecież byli Polakami... Czy współcześni nam lekarze mają poczucie zawodowej solidarności na tyle silne, by objąć nim także swych starszych kolegów sprzed lat? "Przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej" - napisał poeta...

Ludobójstwo
Lista katyńska to wykaz niemal wszystkich stanów (wśród zamordowanych było ponad 100 kapłanów) i zawodów, jakie człowiek wykształcony mógł zdobyć w międzywojennej Polsce. Jest tu cały legion prawników - sędziów, adwokatów, prokuratorów, radców prawnych, notariuszy - razem 197! Są pracownicy naukowi, architekci, weterynarze, handlowcy, księgowi, mierniczy, agronomowie, bankowcy, chemicy, ekonomiści, przemysłowcy, leśniczy, filologowie, dziennikarze, literaci, artyści malarze, rzeźbiarze, aktorzy, historycy, filozofowie, fizycy, kreślarze, kapelmistrzowie, drukarze, bibliotekarze, meteorolodzy, agronomowie, geometrzy, geodeci, muzycy, przedsiębiorcy, technologowie, kartografowie, księgarze, leśniczy i inni. Każda z tych grup zawodowych, działających w dzisiejszej Polsce, powinna się upomnieć o swych starszych kolegów. Zbrodni katyńskiej nie wolno nam postrzegać tylko w kontekście zła, które niesie wojna. To było ludobójstwo popełnione na elitach polskiego społeczeństwa.

Tylko w Polsce
Wśród licznych zapisków znalezionych w Katyniu są też notatki Zbigniewa Przystasza. Był młodym prawnikiem, interesował się historią i polityką. Planował po wojnie założenie pisma poświęconego geopolityce i "problemom narodowościowo-historycznym". Pod datą 3 kwietnia 1940 r., kilka dni przed wywiezieniem na kaźń, napisał: "Pragnąłbym, ażeby Bóg umożliwił mi powrót, wraz ze wszystkimi, do Polski, do normalnych warunków pracy. Ażebym mógł realizować zamierzenia swoje odnośnie rodziny, a potem pracować naukowo. A przy tym życie moje tak ułożyć, ażebym mógł rozwijać swój charakter, swój umysł, swe ciało, żebym się ożenił z piękną, dobrą i kochaną kobietą, żebym miał z nią dzieci - takie, o jakich nieraz marzyłem. Proszę Cię, Boże, i o to, bym miał kawałek ziemi swojej z zagrodą, gdzieś w swoich kochanych stronach sanockich. Ażebym ten dom swój i jego otoczenie miał według swego wypieszczonego ideału, żeby w nim była piękna, duża biblioteka. Boże, proszę Cię o to, by Rodzice moi, Brat mój i Siostra również kontynuowali swe życie według swych najpiękniejszych zamierzeń, według swych zamysłów i woli. Lecz przede wszystkim proszę Cię, by to się działo tylko - jeśli to jest możliwe, Boże - w ramach Wielkiej, Nowej i Potężnej Polski"...
Tyle pięknych marzeń i pragnień, ale nie tylko dla siebie przecież. Niech wrócą wszyscy, dobry Boże. Niech się spełnią pragnienia nie tylko moje, ale i moich rodziców i rodzeństwa. Nade wszystko jednak: niech to się spełni w Polsce... Czy ktoś jeszcze dziś potrafi się tak modlić? Przez tę modlitwę młodego, szlachetnego Polaka, zamordowanego w Katyniu, zachowaj nas, Panie Boże, od niepamięci.

Straszne!
Z zachowanej w dole, przedśmiertnej notatki Adama Solskiego: "Dziewiąty kwietnia. Paręnaście minut przed piątą rano pobudka w więziennych wagonach i przygotowywanie się do wychodzenia. Gdzieś mamy jechać samochodami. I co dalej? Piąta rano. Od świtu dzień rozpoczął się szczególnie. Wyjazd karetką więzienną w celkach. Straszne. Przywieziono nas gdzieś do lasu, coś w rodzaju letniska... Zabrano mi zegarek, na którym była godzina 6.30"...

Piotr Szubarczyk
IPN Gdańsk

Saturday, April 12, 2008

links between Canada and Poland

links between Canada and Poland

By BOGDAN KIPLING
Fri. Apr 11 - 2:06 PM








IS THERE a link between NATO and the travails of a Halifax investor in Poland?

No, there isn’t – except in a travel route way.
Prime Minister Stephen Harper went to Bucharest, Romania, a week ago to attend this year’s NATO summit.

After it ended, he moved on for a visit in Poland, a fellow NA­TO member, for bilateral talks with Prime Minister Donald Tusk. More on that later.

Canada’s relations with Poland have not been as good as they could have been over the years. In the past, many Poles saw Canada as indiffer­ent to, maybe even tolerant of, communist thuggery; and Grit and Tory governments alike treated Poland as marginally interesting, at best.

Perhaps it took the tragedy of Robert Dziekanski, the Pol­ish traveller Tasared to death at Vancouver’s airport last October, and Canada’s desper­ate need for helicopters to take Canadian soldiers off Afghan­istan’s ambush-ripe roads to press Ottawa and Warsaw into a closer engagement.

Fierce indignation in Canada and Poland over the Vancouver death may have speeded up Ottawa’s decision to lift the visa requirement on Polish visitors. And of all the NATO allies, Poland alone offered Canada some of its helicopter fleet.

But Mr. Harper can do much more. He can open up a big, promising investment vista for Canadian capital in the Eu­ropean Union’s biggest and most dynamic of the new mem­ber countries.

There has got to be room at the top. Canadian investment in Poland, the Globe and Mail reported the other day, has been increasing, “hitting" $237 million in 2005.

Hitting is not the word I would have used when talking about modest sums. Poland is attracting some big bucks these days, but Mr. Tusk has it in his hand to attract far more.

All he has to do is clean up corruption.

He can start with making his own government’s Ministry of the Treasury curb the lawless­ness of the people running state-owned enterprises. The case in point here is Dessaport International Corp., a Halifax-­based private holding company.

Dessaport is 40 per cent own­er of Europort Inc., the stalled state-of-the-art grain terminal in the Port of Gdansk – proper­ty of the Polish Treasury.

Europort Inc. holds the lease on arguably the choicest deep­water pier anywhere on the Baltic and started work on its grain terminal soon after fi­nancing had been secured. It sank $34 million into concrete and equipment before the Port of Gdansk – the dear landlord – harassed and strong-armed it to a standstill – at gun point on one occasion.

Donald LeBlanc, a Haligo­nian, is president of Dessaport and Europort’s technical ex­pert. He joined the Europort enterprise as junior partner of Joseph D’Andrea, a Scranton, Penn., builder, industrial devel­oper and venture capitalist.

The partnership, formed a decade and a half ago, endures as the two visionaries fight for their property rights with Poland’s – let me put it politely – less than transparent govern­ment bureaucracy and expen­sive legal system.

Joe D’Andrea and Don Le­Blanc sank $40 million into the endeavour. I imagine they would want to complete it because the grain trade is sound business that will never fade.

Joe D’Andrea and Don Le­Blanc were hailed as the mod­els of a better future when they got Europort off to a flying start in the late 1990s. By 2002, a particularly brutish and corrupt post-communist gov­ernment took over in Warsaw and the American-Canadian duo soon faced nothing but obstruction, deceit, demands for bribes and, on one occa­sion, armed thugs with guns drawn trying to force them off their pier.

Poles have elected two gov­ernments since. In 2005, the ferociously anti-communist Law and Justice party pledged to purge corruption. That gov­ernment collapsed in chaos and corruption, and was swept out of office by the pro-busi­ness Civic Platform led by Mr. Tusk.

The Canadian prime minis­ter can do much to redress the wrongs inflicted on Europort.

He can press their case directly on Mr. Tusk – and he wouldn’t have to strain. Donald Tusk knows all about Europort. He is a Gdansk native. Gdansk is his political base. He would know all the players in this nasty situation and where all the bodies are buried.

Canadian diplomats in Po­land see Europort as “the big­gest irritant" in Ottawa’s rela­tions with Warsaw and briefed Mr. Harper prior to his dinner meeting – in Gdansk – with Mr. Tusk.

Mr. Harper, it seems to me, has made a good start on a link Canada never had in Central Europe. If he persists, he could end up creating a market Cana­dian businesses have hardly looked at in the past.

Poland too stands to gain.

Canada is both a good market and a good source of invest­ment capital. But confidence is crucial for that segment to develop, and fair treatment of Europort’s Canadian and American backers might just be the ticket.

Bogdan Kipling is a Canadian jour­nalist in Washington.

(bkipling@herald.ca)

Dr. James S. Pula, Professor of History

Polish American Congress
Washington Metropolitan Area Division

in cooperation with the

Georgetown University Polish Club

Cordially invites you
to a lecture and discussion with

Dr. James S. Pula, Professor of History
Purdue University – Westville, Indiana

"Jamestown Pioneers from Poland - The Historical Evidence:
What We Know and Don't Know about Them"

Sunday, April 20, 2008, at 3:00 p.m.

Georgetown University
Intercultural Center
Room 115


Join us as the PAC Washington Metro Division celebrates the 400th anniversary of the arrival of the first Poles in Jamestown on October 1, 1608. See this PowerPoint presentation and learn more about them. Help launch the PAC Washington Metro Division's Jamestown Art Contest. Acquire a copy of the brochure "Jamestown Pioneers from Poland," reprinted in 2007 by the PAC Charitable Foundation, available for purchase at $5 per copy.

The event is free and open to all. No reservations required.

Commercial parking is available at Leavy Center (entrance from Reservoir Road & 38th St., NW, at Georgetown University Hospital).

Friday, April 11, 2008

Wizyta premiera Tuska w Izraelu prof. dr hab Bobusław Wolniewicz

Wizyta premiera Tuska w Izraelu prof. dr hab Bobusław Wolniewicz

Prawdziwa kompromitacja rządu premiera Tuska, a zwłaszcza jego osobiście




Wizyta premiera Tuska w Izraelu
prof. dr hab Bobusław Wolniewicz

słuchajzapisz


Bogusław Wolniewicz (ur. 22 września 1927 w Toruniu) - filozof i logik. Publicysta i felietonista m.in. Telewizji Trwam, Radia Maryja , Naszego Dziennika. W 2005 r. startował w wyborach parlamentarnych z listy Platformy Janusza Korwin-Mikke.


Życiorys
Studiował w latach 1947-1951 na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika pod kierunkiem Tadeusza Czeżowskiego. Do 1953 r. był asystentem w Katedrze Logiki UMK, a od 1956 r. wykładowcą na WSP w Gdańsku. W 1963 r. został przeniesiony do Katedry Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego z inicjatywy Adama Schaffa. Do 1998 r. był profesorem w Instytucie Filozofii UW, kiedy to odszedł na emeryturę. W latach 1956 - 1981 członek PZPR.


Nauka
Bogusław Wolniewicz specjalizuje się w filozofii religii i filozofii współczesnej. Dystansuje się od głównych nurtów filozofii XX wieku i przyjmuje tezy wielkich myślicieli, m.in.: Arystotelesa, Leibniza, Hume'a, Kanta i szczególnie Wittgensteina. Krytyczny wobec freudyzmu, fenomenologii, postmodernizmu i fundamentalizmu religijnego, a od lat 90. XX wieku także marksizmu, reprezentuje postawę analityczną i metafizyczną. Główne założenia jego myśli to aksjologiczny absolutyzm w wersji racjonalistycznej i metafizyczny pesymizm w spojrzeniu na człowieka oraz społeczeństwo.

Postanowieniem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z dnia 11 listopada 1997 roku, za wybitne zasługi dla nauki polskiej, został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.


Polityka
Bogusław Wolniewicz startował w wyborach parlamentarnych w 2005 r. z list Platformy Janusza Korwin-Mikke, ale nie został posłem.

9 kwietnia 2006 Wolniewicz, wraz z o. Mieczysławem Krąpcem i ks. Czesławem Bartnikiem, zainicjował Społeczny Niezależny Zespół ds. Etyki Mediów, poparty m.in. przez przedstawicieli świata nauki i mediów, który postawił sobie za cel "informować rzetelnie opinię publiczną w kraju i na świecie o wszelkich poczynaniach w mediach i wokół nich, które zagrażają bądź obyczajności, bądź swobodzie publicznej dyskusji"[1]. Wolniewicz wyraził przekonanie, że Rada Etyki Mediów chce "nałożyć Polsce kaganiec na swobodę publicznej dyskusji" i "wprowadzić skrytą cenzurę"[2]. Inicjatywa ta miała miejsce po tym, jak Rada Etyki Mediów oraz Marek Edelman skrytykowali[3] Radio Maryja za nadanie, określanego przez nich jako antysemickiego, felietonu[4] Stanisława Michalkiewicza, a kieleckie Stowarzyszenie im. Jana Karskiego zażądało od prokuratury wszczęcia postępowania przeciwko autorowi[5].


Wybrane pisma
Ontologia sytuacji : podstawy i zastosowania, Warszawa : Państwowe Wydaw. Naukowe, 1985.
Filozofia i wartości : rozprawy i wypowiedzi : z fragmentami pism Tadeusza Kotarbińskiego, Warszawa : Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, 1993.
Filozofia i wartości, 2, Warszawa : Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, 1998.
Logic and metaphysics : studies in Wittgenstein's ontology of facts, Warszawa : "Znak, Język, Rzeczywistość" : Polskie Towarzystwo Semiotyczne, 1999.
Filozofia i wartości, 3, Z fragmentem "Księgi tragizmu" Henryka Elzenberga i jego uwagami o "Dociekaniach" Wittgensteina, Warszawa : Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, 2003.
Boguslaw Wolniewicz and the Formal Ontology of Situations


INTRODUCTION

"The theory presented below was developed in an effort to clarify the metaphysics of Wittgenstein's Tractatus. The result obtained, however, is not strictly the formal twin of his variant of Logical Atomism. but something more, general, of which the latter is lust a special case. One might call it an ontology of situations. Some basic ideas of that ontology stern from Stenius Wittgenstein's Tractatus, Oxford, 1968 and Suszko Ontology in the Tractatus of L. Wittgenstein - Notre Dame Journal of Formal Logic, 1968.

Let L be a classic propositional language. Propositions of L are supposed to have their semantic counterparts in the realm of possibility, or as Wittgenstein put it: in logical space. These counterparts are situations, and S is to be the totality of them. The situation described by a proposition a is S(a). With Meinong we call it the objective of a."

From: Boguslaw Wolniewicz - A formal ontology of situations - Studia Logica 41: 381-413 (1982). pp. 381-382.



"Different ontologies adopt different notions of existence as basic. Aristotle's paradigm of existence is given by the equivalence:

(A) to be = to be a substance.

On the other hand, the paradigm of existence adopted in Wittgenstein's Tractatus is given by the parallel equivalence:

(W) to be = to be a fact.

Now, an Aristotelian substance is the denotation of an individual name, whereas a Wittgensteinian fact is the denotation of a true proposition. It seems therefore that the notions of existence derived from these two paradigms should be quite different, and one might readily expect that the metaphysical systems erected upon them will display wide structural discrepancies.

It turns out, however, that in spite of this basic difference there runs between these two systems a deep and striking parallelism. This parallelism is so close indeed that it makes possible the construction of a vocabulary which would transform characteristic propositions of Wittgenstein's ontology into Aristotelian ones, and conversely. To show in some detail the workings of that transformation will be the subject of this paper.

The vocabulary mentioned is based on the following four fundamental correlations:



Aristotle
Wittgenstein

1) primary substances (substantiae primae)
atomic facts
2) prime matter (materia prima)
objects

3) form (forma)
configuration

4) self-subsistence of primary substances (esse per se)
independence of atomic facts




Aristotle's ontology is an ontology of substances, Wittgenstein's ontology is an ontology of facts. But concerning the respective items of each of the pairs (1)-(4) both ontologies lay down conditions which in view of our vocabulary appear to be identical. To show this let us confront, to begin with, the items of pair (1): substances and facts.

(The interpretation of Aristotle adopted in this paper is the standard one, to be found in any competent textbook of the history of philosophy. Therefore, with but one exception, no references to Aristotle's works will be given here.)Relatively to the system involved substances and facts are of the same ontological status. Aristotle's world is the totality of substances (summa rerum), Wittgenstein's world is the totality of facts (die Gesamtheit der Tatsachen). For Aristotle whatever exists in the basic sense of the word is a primary substance, for Wittgenstein - an atomic fact. Moreover, both ontologies are MODAL ones, allowing for different modes of being (modi essendi); and both take as basic the notion of `contingent being' (esse contingens), opposed to necessary being on the one hand, and to the possibility of being on the other. Both substances and facts are entities which actually exist, but might have not existed. The equality of ontological status between substances and facts is corroborated by the circumstance that both are PARTICULARS, there being - as the saying goes - no multiplicity of entities which FALL UNDER them.

Substances and facts stand also in the same relation to the ontological categories of pairs (2) and (3). Both are always COMPOUND entities, a substance consisting of matter and form, and a fact consisting of objects and the way of their configuration. But in neither of the two systems is this compoundness to be understood literally as composition of physically separable parts or pieces. The compoundness (compositio) of a substance consists in its being formed stuff (materia informata), and the compoundness of a fact in its being a configuration of objects.

In view of correlation (4) we have also an equality of relation which a substance bears to other substances, and a fact to other facts. Self-subsistence is the characteristic attribute of primary substances: substantia prima = ens per se. If we take this to mean that each substance exists independently of the existence or non-existence of any other substance we get immediately the exact counterpart of Wittgenstein's principle of logical atomism stating the mutual independence of atomic facts. It should be noted that thus understood the attribute of self-subsistence or independence is a relative one, belonging to a substance - or to a fact - only in virtue of its relation to other substances - or facts.

From a Wittgensteinian point of view Aristotle's substances are not things, but hypostases of facts, and thus their names are not logically proper names, but name-like equivalents of propositions. (By that term we mean roughly either a noun clause of the form `that p', or any symbol which might be regarded as a definitional abbreviation of such clause.) Surely, from the Aristotelian point of view it might be easily retorted here that just the opposite is the case: substances are not `reified' facts, but on the contrary - facts are 'dereified' substances. Without passing judgement on these mutual objections let us note in passing that their symmetric character seems to be itself an additional manifestation of the parallelism discussed."

From: Boguslaw Wolniewicz - A parallelism between Wittgensteinian and Aristotelian ontologies. In Boston studies in the philosophy of science. Vol. IV. Edited by Cohen Robert S. and Wartofsky Marx W. Dordrecht: Reidel Publishing Company 1969. pp. 208-210 (notes omitted).




--------------------------------------------------------------------------------

SELECTED PUBLICATIONS (Works in Polish are not enclosed)

In 1970 Boguslaw Wolniewicz published a Polish translation of Ludwig Wittgenstein Tractatus logico-philosophicus.

A difference between Russell's and Wittgenstein's logical atomism. In Akten des XIV. Internationalen Kongresses für Philosophie. Wien, 2. - 9. September 1968 - Vol. II. Wien: Herder 1968. pp. 263-267
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp.193-197

"A note on Black's 'Companion'," Mind 78: 141 (1969).
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - p. 229.

"It is a mistake to suppose that in Wittgenstein's "Tractatus" the meaning of Urbild has any connexion with that of picture. "

A parallelism between Wittgensteinian and Aristotelian ontologies. In Boston studies in the philosophy of science. Vol. IV. Edited by Cohen Robert S. and Wartofsky Marx W. Dordrecht: Reidel Publishing Company 1969. pp. 208-217
Proceedings of the Boston Colloquium for the philosophy of science 1966/1968.

Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp.198-207

"Four notion of independence," Theoria 36: 161-164 (1970).
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp.127-130.

WFour (binary) relations of independence I(p,q) between propositions are distinguished: the Wittgensteinian I sub-w, the statistical I sub-s, the modal I sub-m, and the deductive I sub-d. The validity of the following theorem is argued for: I sub-w(p,q) implies I sub-s(p,q) implies I sub-m(p,q) implies Isub-d(p,q). "

Wittgensteinian foundations of non-Fregean logic. In Contemporary East European philosophy. Vol. 3. Edited by D'Angelo Edward, DeGrood David, and Riepe Dale. Bridgeport: Spartacus Books 1971. pp. 231-243

"The notion of fact as a modal operator," Teorema: 59-66 (1972).
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp. 218-224

"The notion of fact /fp = "it is a fact that p"/ is characterized axiomatically, and the ensuing modal systems shown to be equivalent to tT, S4 and S5 respectively."

Zur Semantik des Satzkalküls: Frege und Wittgenstein. In Der Mensch - Subjekt und Objekt (Festchrift für Adam Schaff). Edited by Borbé Tasso. Wien: Europaverl. 1973. pp.

Sachlage und Elementarsätz. In Wittgenstein and his impact on contemporary thought. Proceedings of the Second International Wittgenstein Symposium, 29th August to 4th September 1977, Kirchberg/Wechsel (Austria). Edited by Leinfellner Elisabeth. Wien: Hölder-Pichler-Tempsky 1977. pp. 174-176

"Objectives of propositions," Bulletin of the Section of Logic 7: 143-147 (1978).
"The paper sketches out a semantics for propositions based upon the Wittgensteinian notion of a possible situation. The objective of a proposition is defined as the smallest situation verifying it. Two propositions are assumed to have the same objective iff they are strictly equivalent. Formulas are given which determine the objectives of conjunction and disjunction as functions of the objectives of their components. finally a link with possible-world semantics is established."

"Situations as the reference of propositions," Dialectics and Humanism 5: 171-182 (1978).
"The reference of propositions is determined for a class of languages to be called the "Wittgensteinian" ones. A meaningful proposition presents a possible situation. Every consistent conjunction of elementary propositions presents an elementary situation. The smallest elementary situations are the "Sachverhalte"; the greatest are possible worlds. The situation presented by a proposition is to be distinguished from that verifying it, but the greatest situation presented is identical with the smallest verifying. The reference of compound propositions is then determined as a function of their components."

"Les situations comme corrélats semantiques des enoncés," Studia Filozoficzne 2: 27-41 (1978).

Wittgenstein und der Positivismus. In Wittgenstein, the Vienna circle and critical rationalism. Proceedings of the third International Wittgenstein Symposium, 13th to 19th August 1978, Kirchberg am Wechsel (Austria). Edited by Bergehel Hal, Hübner Adolf, and Eckehart Köhler. Wien: Hölder-Pichler-Tempsky 1978. pp. 75-77

"Some formal properties of objectives," Bulletin of the Section of Logic 8: 16-20 (1979).
"The objectives of propositions as defined in an earlier paper are shown here to form a distributive lattice."

A Wittgensteinian semantics for propositions. In Intention and intentionality. Essay in honour of G. E. M. Anscombe. Edited by Diamond Cora and Teichman Jenny. Ithaca: Cornell University Press 1979. pp. 165-178
"More than once Professor Anscombe has expressed doubt concerning the semantic efficacy of the idea of an 'elementary proposition' as conceived in the Tractatus. Wittgenstein himself eventually discarded it, together with the whole philosophy of language of which it had been an essential part. None the less the idea is still with us, and it seems to cover theoretical potentialities yet to be explored. This paper is a tentative move in that direction.
According to Professor Anscombe, (*) Wittgenstein's 'elementary propositions' may be characterized by the following five theses:
(1) They are a class of mutually independent propositions.
(2) They are essentially positive.
(2) They are such that for each of them there are no two ways of being true or false, but only one.
(4) They are such that there is in them no distinction between an internal and an external negation.
(5) They are concatenations of names, which are absolutely simple signs.
We shall not investigate whether this is an adequate axiomatic for the notion under consideration. We suppose it is. In any case it is possible to modify it in one way or another, and for the resulting notion still to preserve a family resemblance with the original idea. One such modification is sketched out below."

"On the lattice of elementary situations," Bulletin of the Section of Logic 9: 115-121 (1980).

"On the verifiers of disjunction," Bulletin of the Section of Logic 9: 57-59 (1980).

"The Boolean algebra of objectives," Bulletin of the Section of Logic 10: 17-23 (1981).
"This concludes a series of papers constructing a semantics for propositional languages based on the notion of a possible "situation". Objectives of propositions are the situations described by them. The set of objectives is defined and shown to be a boolean algebra isomorphic to that formed by sets of possible worlds."

"A closure system for elementary situations," Bulletin of the Section of Logic 11: 134-139 (1982).

"On logical space," Bulletin of the Section of Logic 11: 84-88 (1982).

"Ludwig Fleck and Polish philosophy," Dialectics and Humanism 9: 25-28 (1982).

"A formal ontology of situations," Studia Logica 41: 381-413 (1982).
"A generalized Wittgensteinian semantics for propositional languages is presented, based on a lattice of elementary situations. Of these, maximal ones are possible worlds, constituting a logical space; minimal ones are logical atoms, partitioned into its dimensions. A verifier of a proposition is an elementary situation such that if real it makes true. The reference (or objective) of a proposition is a situation, which is the set of all its minimal verifiers. (Maximal ones constitute its locus.) Situations are shown to form a Boolean algebra, and the Boolean set algebra of loci is its representation. Wittgenstein's is a special case, admitting binary dimensions only."

Contents:
0. Preliminaries;
1. Elementary Situations
1.1.The Axioms; 1.2.Some Consequences; 1.3. W-Independence; 1.4.States of Affairs;
2. Sets of Elementary Situations
2.1.The Semigroup of SE"-Sets; 2.2.The Lattice of Minimal SE"-Sets; 2.3.Q-Spaces and V-Sets; 2.4.V-Equivalence and Q-Equivalence; 2.4.V-Classes and V-Sets;
3. Objectives of Propositions
3.1. Verifiers of Propositions; 3.2. Verifying and Forcing; 3.3. Situations and Logical Loci; 3.4. Loci and Objectives of Compound Propositions 3.5. The Boolean Algebra of Situations;
4. References

"Truth arguments and independence," Bulletin of the Section of Logic 12: 21-28 (1983).

"Logical space and metaphysical systems," Studia Logica 42: 269-284 (1983).
"The paper applies the theory presented in "A formal ontology of situations" (Studia Logica, vol. 41 (1982), no. 4) to obtain a typology of metaphysical systems by interpreting them as different ontologies of situations.
Four are treated in some detail: Hume's diachronic atomism, Laplacean determinism, Hume's synchronic atomism, and Wittgenstein's logical atomism. Moreover, the relation of that theory to the "situation semantics" of Perry and Barwise is discussed."

"An algebra of subsets for join-semilatttices with unit," Bulletin of the Section of Logic 13: 21-24 (1984).

"A topology for logical space," Bulletin of the Section of Logic 13: 255-259 (1984).

"Suszko: a reminiscence," Studia Logica 43: 317-321 (1984).
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp.302-306

"Die Grundwerte einer wissenschaftlichen Weltauffassaung," Conceptus 19: 3-8 (1985).
"The scientific world-view is one of the fundamentals of our culture. It can be characterized in part by its specific system of values. A world-view is regarded as a scientific one if "truth" is one of its primary values, that is, as a value which is not a means, but an end in itself. Truth is served in particular by the two instrumental values of conceptual clarity and openness to critique. Their standing is (at present) low, for two reasons. (1) Unclear thinking not only promotes social idols; its consequences are also often difficult to see clearly and immediately. (2) In any case truth is of no interest (in a biological sense) to human beings; therefore, critique can at best be a socially tolerated activity. On the other hand, truth is not only a value, but also a force which in the long run cannot be held back; this fact gives some hope to adherents of the scientific world-view. "

"Discreteness of logical space," Bulletin of the Section of Logic 15: 132-136 (1986).

"Entailments and independence in join-semilattices," Bulletin of the Section of Logic 18: 2-5 (1989).
"The paper generalizes Wittgenstein's notion of independence. in a join-semilattice of elementary situations the atoms are the Sachverhalte, and maximal ideals are possible worlds. A subset of that semilattice is independent iff it is free of "ontic ties". This is shown to be equivalent to independence in von Neumann's sense."

"On atomic join-semilattices," Bulletin of the Section of Logic 18: 105-111 (1989).
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp. 307-312.

The essence of Logical Atomism: Hume and Wittgenstein. In Wittgenstein. Eine Neubewertung. Akten 14. Internationale Wittgenstein-Symposium. Vol. 1. Wien: Hölder-Pichler-Tempsky 1990. pp. 106-111

"A question about join-semilattices," Bulletin of the Section of Logic: 108 (1990).

Concerning reism in Kotarbinski. In Kotarbinski: logic. semantics and ontology. Edited by Wolenski Jan. Dordrecht: Kluwer 1990. pp. 199-204
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp.265-271

Elzenberg's logic of values. In Logic counts. Edited by Zarnecka-Bialy Ewa. Dordrecht: Kluwe 1990. pp. 63-70
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp. 286-292 (with the title: Elzenberg's axiology"

"1. Values are what our value-Judgements refer to, and the passing of Judgements is one of our vital activities, like sleeping and breathing. We constantly appraise things as good or bad, pretty or ugly, as noble or base, well-made or misshapen. No wonder that both the act of appraisal and that which it refers to - i.e. the real or spurious values - have been always the source of philosophical reflexion. In systematic form such reflexion is what we call axiology.
In Polish philosophy it was Henryk Elzenberg (1887-1967) who reflected upon matters of axiology most deeply and incisively.
(...)
3. Leibniz had said somewhere: "There are two mazes in which the human mind is most likely to get lost: one is the concept of continuity, the other is that of liberty". This admits of generalization: all concepts are mazes, viz mazes of logical relations between the propositions that involve them.
One such maze is the concept of 'value'. Possibly, it is even the same as one of the two mentioned by Leibniz, only entered - so to say - by another door. For it would be in full accord with Elzenberg's position - and with that of Kant too - to adopt the following characteristic: values are what controls the actions of free agents. Thus the concepts of value and of liberty should constitute one conceptual maze, or - which comes to the same - two mazes communicating with each other.
To get a survey of such logical maze the first thing is to fix the ontological category of the concept in question. Thus, in our case, we ask what kind of entities are those 'values' supposed to be. (Ontological categories are the most general classes of entities, the summa genera A term even more general has to cover literally everything: like 'entity' or 'something'. For everything is an entity, just as everything is a something.)
Different ontologies admit different sets of categories. The categories most frequently referred to are those of 'objects', 'properties', and 'relations'; the more exotic ones are those of an 'event', a 'set', a 'function', or a 'situation'. One point, however, is of paramount importance: the categories admitted In one ontology have to be mutually disjoint". p. 63; 66.

"A sequel to Hawranek/Zygmunt," Bulletin of the Section of Logic 20: 143-144 (1991).

Needs and value. In Logic and ethics. Edited by Geach Peter. Dordrecht: Kluwer 1991. pp.

On the discontinuity of Wittgenstein's philosophy. In Peter Geach: philosophical encounters. Edited by Lewis Harry. Dordrecht: Kluwer 1991. pp. 77-81
Reprinted in: Logic and metaphysics (1999) - pp. 13-17.

"A question of logic in the philosophy of religion," Bulletin of the Section of Logic 22: 33-36 (1993).

On the synthetic a priori. In Philosophical logic in Poland. Edited by Wolenski Jan. Dordrecht: Kluwer 1994. pp. 327-336

Logic and metaphysics. Studies in Wittgenstein's ontology of facts. Warsaw: Polskie Towarzystwo Semiotyczne 1999.
Contents: Preface 11; Discontinuity of Wittgenstein's philosophy 13; 1. Elementary situations as a lattice of finite length 19; Elementary situations as a semilattice 73; 3. Independence 127; 4. Elementary situations generalized 137; 5. Auxiliary studies 193; 5.1 The Logical Atomisms of Russell and Wittgenstein 193; 5.2 A parallelism between Wittgenstein and Aristotle 198; 5.3 Frege's semantics 207; 5.4. The notion of fact as a modal operator 218; 5.5 "Tractatus" 5.541 - 5.542 224; 5.6 History of the concept of a Situation 229; 6. Offshoots 243 6.1 Languages and codes 243; 6.2 Logic and hermeneutics 254; 6.3 Kotarbinski's Reism 265; 6.4 On Bayle's critique of theodicy 271; 6.5 Elzenberg's axiology 286; 6.6 Needs and values 293; 6.7 Suszko: a reminiscence 302; Supplements 307; Indices: Index of subjects 317; Index of names 326; Index of Tractatus references 329.

"Atoms in semantic frames," Logica Trianguli 4: 69-86 (2000).
"Elaborating on Wittgenstein's ontology of facts, semantic frames are described axiomatically as based on the notion of an elementary situation being the verifier of a proposition. Conditions are investigated then for suchframes to be atomic, i.e. to have lattice-theoretic counterparts of his "Sachverhalte"."

"Extending atomistic frames," Logica Trianguli 5 (2001).

Tractatus 5.541 - 5.542. In Satz un Sachverhalt. Edited by Neumaier Otto. Sankt Augustin: Academia Verlag 2001. pp. 185-190
"In Wittgenstein's "Tractatus", thesis 5 is the Principle of Extensionality: all propositions are truth-functions of their clauses. This, however, has been often thrown into doubt. There are - it is said - compound propositions whose truth-value does not depend on that of their clauses. The usual example given are the so-called intensional contexts, like "John thinks that p", or "John says that p". And indeed, the truth-value of "p" is patently immaterial here to that of the whole proposition which it is part of.
Wittgenstein's retort are the following much discussed theses, adduced here in a translation of our own:

5.54 In the general propositional form, propositions occur in one another only as bases of truth-operations.
5.541 At first sight it seems that a proposition might occur in another also in a different way.
Particularly in certain propositional forms of psychology, like "A believes that p is the case", "A thinks p", etc.
For taken superficially, proposition p seems here to stand to the object A in some sort of relation.
(And in modem epistemology - Russell, Moore, etc. - these have actually been construed that way.)
5.542 However, "A believes that p", "A thinks p", "A says p" are clearly of the form " 'p' says p "; and this is not correlating a fact with an object, but a correlation of facts by correlating their objects.

The objection is met here in two steps. Firstly, it is pointed out that a proposition of the form "John says that p" is actually of the form "'p' says that p". The idea is this: the proposition "John says that Jill has a cat" means: John produces the sentence "Jill has a cat", the latter saying by itself that Jill has a cat. In such a way propositions get independent of the persons producing them, and communicate some objective content. It is surely not by John's looks that we come to know about Jill's cat, but merely by his words. Whom they stem from, is irrelevant.
In his second step Wittgenstein follows Frege's interpretation of indirect speech, but with modifications. He points out that the formula " 'p' says that p " is equivalent to some compound proposition in which neither the proposition "p" as a syntactic unit, nor anything equivalent to it, does occur although there occur all the logically relevant constituents of "p" separately.
(...)
The distinction between abstract and concrete states of affairs is not drawn explicitly in the "Tractatus". But it fits well thesis 5.156, if we expand that thesis by a few words of comment, added here in brackets:

5.156(d) A proposition may well be en incomplete image of a particular (concrete) situation, but it is always the complete image (of an abstract one).

The circumstance that in 5.156 not "states of affairs", but "situations" are mentioned, is of no consequence in our context. We assume that states of affairs are just atomic situations, and so the distinction between "concrete" and "abstract" applies to both."

"Extending atomistic frames: part II," Logica Trianguli 6: 69-88 (2003).
"The paper concludes an earlier one (Logica Trianguli, 5) on extensions of atomistic semantic frames. Three kinds of extension are considered: the adjunctive, the conjunctive, and the disjunctive one. Some theorems are proved on extending "Humean" frames, i.e. such that the elementary situations constituting their universa are separated by the maximally coherent sets of them ("realizations")."

"On a minimality condition," Bulletin of the Section of Logic 34: 227-228 (2005).

Thursday, April 10, 2008

Polish President Kaczynski, March 17 2008,English subtitled

Polish President Kaczynski, March 17 2008,English subtitled


Dziekujemy Panie Prezydencie

Lech Alex Bajan
Washington DC

Jesse Ventura CNN Interview April.8 2008

Jesse Ventura CNN Interview April.8 2008

Kłamstwa Grossa wykład prof. Jerzego Roberta Nowaka Ask Germany and Russia to pay to Poland!

Kłamstwa Grossa wykład prof. Jerzego Roberta Nowaka Ask Germany and Russia to pay to Poland!

Kłamstwa Grossa wykład prof. Jerzego Roberta Nowaka 2/

Kłamstwa Grossa wyklad prof. Jerzego Roberta Nowaka 3/

Kłamstwa Grossa wykład prof. Jerzego Roberta Nowaka 4/

Kłamstwa Grossa wyklad prof. Jerzego Roberta Nowaka 5/

Kłamstwa Grossa wyklad prof. Jerzego Roberta Nowaka 6/

Kłamstwa Grossa wykład prof. Jerzego Roberta Nowaka 7/

Kłamstwa Grossa wyklad prof. Jerzego Roberta Nowaka 8/


Kłamstwa Grossa wyklad prof. Jerzego Roberta Nowaka 9

Wednesday, April 9, 2008

Donald Trump on Iraq, Bush and Lying - CNN

Donald Trump on Iraq, Bush and Lying - CNN

Zdewastowano kolejny pomnik katyński sluchaj mp3

Zdewastowano kolejny pomnik katyński sluchaj mp3





Zdewastowano kolejny pomnik katyński
Halina Młuńczak - Członek Rodziny Katyńskiej (2008-04-08)
Aktualności dnia
słuchajzapisz

Tuesday, April 8, 2008

Polish catholic woman Sendler Irena Mother of the Holocaust Children

Polish catholic woman Sendler Irena Mother of the Holocaust Children


Polish Woman Sendler Irena Mother of the Holocaust Children


Irena Sendler: WWII Rescuer and Hero
by Peter K. Gessner

Irena Sendler

Irena Sendler was born in 1910. Her father was a socialist and a doctor in Otwock, a town some 15 miles southeast of Warsaw. Most of his patients were Jewish.

In October 1942, when in German-occupied Poland the Council for Aid to Jews - codename "Zegota" - was organized by the Polish Underground, Sendler was one of its first recruits. Thirty-two years old, she was at the time a Senior Administrator in the Warsaw Welfare Department. She had already been very involved in helping Jews before the Germans set up the Jewish Ghetto. She became the director of the Children’s Section of Zegota using the codename: Jolanta.

Sendler had already been helping Jews well before becoming the founding of Zegota. Her Welfare Department operated canteens for orphans, poor people and the destitute in every district of the city. Jews, whose bank accounts, real estate and property had been quickly confiscated by the Germans, found themselves among the ranks of the poor, yet by German edict were denied all forms of assistance. Sendler, having recruited at least one co-worker, or more correctly, co-conspirator from each of the ten centers of the Welfare Department, strove to find ways to circumvent the German edicts. Jewish families were registered under fictitious Christian names, were registered for short periods a tenants and to prevent inspections, their families were reported as being afflicted with such highly infectious diseases as typhus and tuberculosis. When the Ghetto was sealed, however, 90% of the 3000 Jews that were being helped through her efforts, ended up behind its walls.


Irena Sendler receiving the In the Service of Health medal from Poland's Minister of Health. Warsaw, October 1958

To be able to enter the Ghetto, she managed to obtain for herself and her co-conspirator, Irena Schultz, official passes from doctors in Warsaw’s Epidemic Control Department that allowed them to legally entre the Ghetto. They visited the Ghetto daily, reestablished contacts and brought themselves or arrange for others to bring to the Ghetto food, medicines, money and clothing. However, given the terrible conditions in the Ghetto, where 5,000 people were dying a month from starvation and disease, the two decided to help people, particularly children, to get out of the Ghetto. This was no easy task. Moreover it got more difficult as time went on and the Germans sealed the various avenues - underground passages, holes in the Ghetto wall, etc. - that were used in the process. Some guards could be bribed, and children could and sometimes were thrown over the Ghetto wall.

For Sendler, a young mother herself, persuading parents to part with their children was in itself a horrendous task. Finding families on the Christian - so called Aryan side - willing to shelter the children, and thereby willing to risk being executed if the Germans ever found out, was also not easy. As a rule, the children were first placed in a temporary shelter, then to a foster home after they had somewhat recovered from their period of destitution. There was also a need to wait for them to receive from the Polish Underground false identity papers that were good enough to pass German muster. Each child had to be provided with a factitious birth and baptismal certificate and a family history of parents, siblings, aunts and uncles, etc. which the children, if old enough, had to commit to memory. Sendler carefully noted, in coded form, the children’s original names and their new identities and buried the information in glass jars in a garden so that at some point in the future they could be returned to their parents, or at least know who they had been. In all Sendler, her jars contained the names of 2,500 children.

On October 20, 1943 Sendler was arrested by the Gestapo. Although subjected to beatings and torture during which both of her feet and legs were broken, but not her spirit: she revealed nothing. Never again would she be able to walk without crutches. Sentenced to death, she was rescued by Zegota which, fearful that she would break down and reveal the location of the children, managed to bribe a guard to check off her name on a list of those already executed. As a result, she was listed on public bulletin boards as among those on whom a sentence of death had been carried out.

Rescued, she had to assume a completely new identity and liver an entirely new life. She could not visit her dying mother, nor attend her funeral. But she did again become deeply involved in the work of Zegota and after the war was able to give the children’s who’s who identify information to the Central Committee of Polish Jews.

In the post-war period she again immersed herself in the area of Social Welfare, working in the Ministry of Health. Having been in the Polish Underground was not looked upon with favor by Poland’s communist masters. Though she was never arrested by the Communist authorities, she was threatened that her children was not be allowed to have access to higher education.

In 1965 she accorded the title of Righteous Among the Nations by the Yad Vashem organization in Jerusalem and in 1991 she was made an honorary citizen of Israel. Interviewed in 1995 on camera in a 40-minute French documentary by Polish-born writer and film-maker Marek Halter, Sendler, her squinty, blue eyes awash with tears, recounted how she smuggled Jewish children out of the Warsaw Ghetto in an ambulance. In the front seat, a dog barked loudly to drown out the cries of her small passengers. Still visited by some of Jews she saved, ``I could have done more,'' she said. ``This regret will follow me to my death.''

Now 91 years old and confined to a wheelchair she continues to live in Warsaw where in May, 2001 she was visited by a group of four high school students from a rural school in Uniontown, Kansas. The students, accompanied by their parents and history teacher, came to meet the person whose life story inspired then to create a prize-winning dramatic presentation "Life in a Jar." The presentation, seen in many venues in the United States and popularized by National Public Radio, C-SPAN and CBS has brought Sendlers story of great courage and dedication to a wider public.
-----------------------------------------------------------------------
On August 22, 1939, a week before his attack on Poland, Hitler exhorted his nation: "Kill without pity or mercy all men, women and children of Polish descent or language. Only in this way can we obtain the living space we need." As many as 200,000 Polish children, deemed to have "Germanic" (Aryan) features, were forcibly taken to Germany to be raised as Germans, and had their birth records falsified. Very few of these children were reunited with their families after the war.

More than 500 towns and villages were burned, over 16 thousand persons, mostly Polish Christians, were killed in 714 mass executions, of which 60% were carried out by the Wehrmacht (German army) and 40% by the SS and Gestapo. In Bydgoszcz the first victims were boy scouts from 12 to 16 years old, shot in the marketplace. All this happened in the first eight weeks of the war. See Richard C. Lucas, The Forgotten Holocaust; The Poles under German Occupation. Lexington: The University Press of Kentucky [c1986].
In the East, the Russians, collaborating with the Germans (Hitler-Stalin Pact of Aug. 23, 1939) attacked Poland on September 17, 1939, and occupied the eastern part of Poland until June 1941. Massive killings followed, among them 21,857 officers, mostly reserve members of the army, police and frontier guards, whose bodies were found later in Katyn, Miednoye, Kharkov and Tver. Other bodies from these massacres have never been found. About two million Poles, mostly members of the intelligentsia, were deported to Siberia or to Kazakhstan in North and Central Asia. More than half never returned; thousands were killed in the fighting and over 452,000 became POWs in Soviet Russia. Poland disappeared from the European map, divided between Third Reich and the Soviet Union.

Out of its pre-war population of 36 million, Poland lost 22%, the highest percentage than any other country in Europe. The heaviest losses were sustained by educated classes, youth and democratic forces that could challenge totalitarianism later on. See I. C. Pogonowski, Poland: A Historical Atlas. New York, Hippocrene Books, 1987.

According to the German AB Plan, Poles were to become a people without education, slaves for the German overlords. Secondary schools were closed; studying, keeping radios, or weapon of any kind, or practicing any kind of trade were prohibited under the threat of death.

In 1988, the public prosecutor, Waclaw Bielawski, from the Main Commission for Investigation of Crimes Against the Polish Nation, issued a list of 1,181 names of Poles who had been killed for helping Jews during World War II. In 1997, the Main Commission – The Institute of National Memory and The Polish Society for The Righteous Among the Nations in Warsaw, published Part III in the series Those Who Helped: Polish Rescuers of Jews during the Holocaust. It reduced the list of 1,181 names to only 704, by accepting only those whose accounts could be independently corroborated and verified fifty years later. The publication also included the names of more than 5,400 Poles, who have been recognized by the Israeli Yad Vashem Institute – The Holocaust Martyrs’ and Heroes’ Remembrance Authority in Jerusalem, as “Righteous Among the Nations.” About 17,000 people of 34 nationalities were similarly honored. In Western Europe the automatic death sentence for help rendered to Jews did not exist, and applying it to a whole family or neighbors was unthinkable. The reign of terror that was organized in Poland was completely unique, and unimaginable in the West.

Those who were executed are not usually recognized as “Righteous”. They were generally murdered with the Jews they harbored, so there were no Jewish witnesses, while the Polish witnesses were not taken into consideration. Only in very rare cases (25 that were known in 1999), when a Jew managed to escape death and lived long enough to make the proper deposition in an Israeli consulate or at Yad Vashem (the State Tribunal of Israel) in Jerusalem, could the rescuers be recognized as “Righteous Among the Nations.”

Saving Jews was very difficult, as about 85% of Poland’s Jews either did not speak Polish or spoke a dialect. In many cases, Jews were easily distinguished by their appearance.

Poland, under the Soviet-imposed communist regime that lasted from 1948 until 1989, was cut from the West. Poles lost contact with the Jewish persons they saved, most of whom left the country. Many Polish Jews changed their names, either under the occupation or after settling abroad. Furthermore, it was dangerous to maintain correspondence with the West. Many of the rescuers also changed their addresses, due to the massive migration from the eastern part of the country, incorporated into the Soviet Union, to the western territories that were taken from Germany after the war.

The stories of the rescuers are a shining example of the most selfless sacrifice, surpassing in its heroism that of all the soldiers on the battlefield, whom we commemorate each November. In fact the soldier must fight; he cannot refuse. He is supported by the entire military organization and his efforts are mostly limited to battles that have a clear beginning and an end. He is paid and given the food, supplies and weapons that he needs.

Rescuers of Jews in Poland – on the other hand – were completely alone, often deprived of their pre-war means of livelihood, expelled from their farms, factories, businesses, offices and even homes, most of them living in dire poverty. For ome of them it was virtually impossible to earn a living. They were under no legal obligation to risk their own lives and, even more, the lives of their families and neighbors. Their help most often lasted days and nights, weeks, months, even years, always in secret, and always in the risk of discovery.

And what about the Polish woman, 95-year-old Irena Sendlerowa, who is credited with saving the lives of 2,500 Jews? Sendlerowa led about 20 helpers who smuggled Jewish children out of the Warsaw Ghetto to safety between 1940 and 1943, placing them in Polish families, convents or orphanages.

She wrote the children's names on slips of paper and buried them in jars in a neighbor's yard as a record that could help locate their parents after the war. The Nazis arrested her in 1943, but she refused - despite repeated torture - to reveal their names.

Anyone caught helping Jews in Nazi-occupied Poland risked being instantaneously shot, along with family members.

Even now, more than half a century after the end of the war, questions are still being asked: What was the Polish nation's response to the unfolding Jewish Tragedy? Did the Poles try to help the Jews? How much help could have been actually offered in view of the rigours imposed by German Occupation? Such questions call for a well-considered response based on historical facts.

Poland was the only country in occupied Europe where - throughout the duration of the war - a secret organisation existed whose express purpose was to help the Jews and find, at least for some of them, a place of safety. Initially coordinated by several committees, in December 1942 this action culminated in the creation of the Relief Council for Jews in Poland, code name 'Zegota'.

'Zegota' (1) organised financial aid and medical care for the Jews hiding on the 'Aryan side', and procured for them forged identity documents. 'Zegota' was successful in providing accommodation for many. This presented an extremely difficult problem as discovery of a person of Jewish origin on the premises resulted in an immediate execution of all the occupants.

E. Ringelblum (2) describes hundreds of such cases.

Some 2500 Jewish children from Warsaw were saved by 'Zegota' by placing them either with catholic Polish foster-families or in orphanages run by convents or local councils. Also, help in the form of money, food and medicines was organised by 'Zegota' for the Jews in several forced-labour camps in Poland.

As soon as the Jewish Tragedy became apparent, the Polish Government-in-Exile, the Underground State and Polish diplomacy embarked on a massive campaign, informing the free world of the plight of the Jews. Efforts were made to obtain help for them from the Allied Governments, the Vatican and from various organisations in the Allied countries. There were countless broadcasts, articles in the press, organised meetings, approaches to Allied leaders and governments in which the Free Polish leaders, ministers, politicians and diplomats over and over again informed that a crime of genocide was being committed by the Germans against the Jews. (3). The full story of the Jewish Tragedy was brought to the Allied countries by special couriers from the Polish Resistance, one of them gaining access to the inside of the Warsaw Ghetto and to a death camp. The couriers tried to persuade the Allies and the Jewish organisations that there was a real danger and urgency to help the Jews. Unfortunately the efforts of the Poles were in vain. The Allies were too busy with the on-going war to consider the plight of the Jews in Poland. The Jewish organisations in the free world could not bring themselves to believe the Polish reports - they thought it was all an exaggeration.

So, where were the rich and influential Jews from New York and London? What did they do to help their folks? And so, one more time the same question appears: HOW DARE Mrs. Pilar Rahola and El Pais atack Polish people and Poland?


The military wing of the Polish Underground State, the Home Army, tried to involve the Jewish organisations in Poland in resistance activities. At first, there was much reluctance on their part to participate. However, in 1942 the Jewish resistance movement began. The Home Army helped by providing military intelligence, communication with the Allies and eventually by providing some weapons, explosives and military expertise for the fighters in the Warsaw Ghetto Uprising (4).

It is worth noting here that Yad Vashem, the Holocaust Martyrs' and Heroes Remembrance Authority, has recently expressed both thanks and appreciation to the special unit of the 'Zoska' Battalion of the Polish Home Army, which in August 1944 captured the Warsaw Concentration Camp, the so-called 'Gesiowka', liberating 348 prisoners, Polish and European Jews.

Now, what about the ordinary Polish people - were they prepared to offer help to the Jews? At the early stage of Poland's occupation the Jews were selected for special treatment by the Occupant. This meant gradual isolation, degradation, starvation and eventual denial of the right to life for all Polish Jews.

Poland was the only country in all of Nazi-occupied Europe with death penalty for sheltering Jews. Germans knew how sympathetic Poles were to Polish Jews and in that way they could get rid of them both. Entire families, sometimes whole towns were murdered for sheltering Jews. Besides, 75% of the Jewish popiulation spoke only Yiddish, which later became a problem for those who wanted to be saved and pretend to be Poles.

The harsh reality of life for the rest of Poland's population was that everybody was preoccupied with the constant struggle for survival. To find work, to obtain enough food and other necessities of life - all these were of utmost importance to very many. Furthermore, there was the constant fear of being arrested and sent to a concentration camp, to forced labour in Germany, or to be taken as a hostage for public execution by a firing squad or hanging.

Three million Poles and three million Polish Jews perished as a result of the German occupation. Poland was the only country in occupied Europe where giving any kind of help to the Jews resulted in a collective execution of the helper and his or her family. Under such circumstances it would require a person of a special kind of courage and love of humanity to offer help to a Jew. How many saints would one find in any given community? How many such people would we find in Western Europe in the times of war? And yet there were Polish people who did help. It has always been difficult to establish the exact number of helpers, but some idea of that number can be gleaned from the Yad Vashem list of the 'Righteous among the Nations' (1). The list, as of 1st January 1997, gives the names of 14,706 persons from 34 nationalities who helped the Jews. 4,954 of them are Polish helpers. Among them are listed 11 catholic clergymen and 18 nuns. Only three organisations are honoured by Yad Vashem, one being the Polish organisation 'Zegota'. It is likely that - as research into the role of the Polish people in the Holocaust continues - the list of Polish names will grow.

Those listed are the helpers who survived and their heroism was verified by those whom they helped. But there were many who paid the ultimate price. In most cases those whom they were trying to help perished with them. The publication 'Those who helped' (1) lists 704 Poles who were killed because they helped the Jews. Places and dates are also given of mass executions by the Germans (the so-called pacifications of villages) of a further 143 Poles who rendered help to the Jews. To obtain and verify the names of those helpers who perished presents an even more difficult problem. Inevitably there will remain a large number of unknown heroes.

One can finally ask: Was the help given to the Jews of some significance? Stewart Steven, who in his book 'The Poles' (5), gives an extensive account of Polish-Jewish relations, offers the following conclusion: 'Maybe Poland could have done more for its Jewish population, but then so could every country of occupied Europe. The record shows that the Poles did more than most'.

So, what can we say about Poles, mostly Roman Catholic, who risked their own lives to save Jews from the Holocaust in Nazi-occupied Poland? But it is fair to say that rescuers came from every religious background: Protestant and Catholic, Eastern Orthodox and Muslim.


What about the fact that - despite the overwhelming and deadly idea of antisemitism in the Third Reich - there were a large number of individuals and organizations (such as Zygota in Poland) that risked (and sometimes lost) their lives in the effort to save Jews? They saved thousands of Jewish children from the Nazi, smuggled them out of the Warsaw Getto and hid with Polish families?

What about Jan Karski, a courier for the Polish government-in-exile, who alerted British and American politicians to Nazi plans to murder the Jews? After an unsuccessful attempt in Great Britain, he went to the United States to give all the proof of the Holocaust to the US President and the US Congress.

Finally, what about the Jewish collaborators with the communist regime under Stalin in eastern part of Poland after the 1939 Russia aggression?

Where is your journalistic code of ethics and – at least – common sence? Such articles as the one by Mrs. Pilar Rahola contribute even more to the ever-present anti-Polonism in the American and European media. Besides, it is too difficult to understand when the reader is not provided with wider information and truthful publications.

The double standards are evident by calling an event, such as the one in Jedwabne, an act of anti-Semitism, while burning a synagogue in Worcester, Mass in the United States was called "an act of vandalism", and a shooting in the Jewish Children Center in California - "an act of a mad man". If such acts took place in Poland, surely they would have been called anti-Semitic. American patriotism applied to Poles changes into nationalism.

For 1000 years, Poland had been the spiritual and religious center of Jewish Diaspora and produced one of the greatest world centers of Talmudic studies. 300 papers in Hebrew were published in Warsaw alone. Jews, unlike Blacks in America, were not forced to settle in Poland; they prospered, attended colleges and universities, owned factories, etc.

As early as in 1264, King Boleslav of Poland issued a charter inviting the Jews there. The charter was an amazing document, granting Jews unprecedented rights and privileges. For example, it stated that::
"The testimony of a Christian alone may not be admitted in a matter which concerns the money or property of a Jew. In every such incidence there must be the testimony of both a Christian and a Jew. If a Christian injures a Jew in any which way, the accused shall pay a fine to the royal treasury."

"If a Christian desecrates or defiles a Jewish cemetery in any which way, it is our wish that he be punished severely as demanded by law."

"If a Christian should attack a Jew, the Christian shall be punished as required by the laws of this land. We absolutely forbid anyone to accuse the Jews in our domain of using the blood of human beings."

"We affirm that if any Jew cry out in the night as a result of violence done to him, and if his Christian neighbors fail to respond to his cries and do not bring the necessary help, they shall be fined."

"We also affirm that Jews are free to buy and sell all manner of things just as Christians, and if anyone hampers them, he shall pay a fine."

Polish King Kazimierz was favorably disposed towards Jews. On October 9, 1334, he confirmed the privileges granted to Jewish Poles in 1264 by Boleslav V. Under penalty of death, he prohibited the kidnapping of Jewish children for the purpose of enforced Christian baptism. He inflicted heavy punishment for the desecration of Jewish cemeteries. And although Jews had lived in Poland since before the reign of King Kazimierz, he allowed them to settle in Poland in great numbers and protected them as people of the king.

Another Polish king, Sigmund II Augustus, issued another invitation. Here is an excerpt from his edict, granting the Jews permission to open a yeshiva at Lublin, dated August 23, 1567:
"As a result of the efforts of our advisors and in keeping with the request of the Jews of Lublin we do hereby grant permission to erect a yeshiva and to outfit said yeshiva with all that is required to advance learning. All the learned men and rabbis of Lublin shall come together for among their number they shall choose one to serve as the head of the yeshiva. Let their choice be a man who will magnify Torah and bring it glory."


GOLDEN AGE OF POLISH JEWRY

In Poland, the Jews were allowed to have their own governing body called the Va'ad Arba Artzot, which was composed of various rabbis who oversaw the affairs of the Jews in eastern Europe. The Poles did not interfere with Jewish life and Jewish scholarship flourished.

Some important personalities of this period, which every student of Jewish history should remember, were:

Rabbi Moshe Isserles (1525-1572), from Krakow, also known as the Rema. After the Sephardi rabbi Joseph Karo wrote the Shulchan Aruch, the code of Jewish Law, Rabbi Isserles annotated it to fill in the rabbinic decisions from Eastern Europe. His commentary was, and continues to be, critically important in everyday Jewish life.

Rabbi Ya'akov Pollack (1455-1530), from Krakow. He opened the first yeshivah in Poland and was later named the chief rabbi of Poland. He developed a method of learning Talmud called pilpul, meaning "fine distinctions." This was a type of dialectical reasoning that became very popular, whereby contradictory facts or ideas were systematically weighed with a view to the resolution of their real or apparent contradictions.

Rabbi Yehudah Loewe, (1526-1609), not from Poland but important to Eastern European Jewry. He was known as the Maharal of Prague and was one of the great mystical scholars of his time. He has been credited with having created the golem, a Frankenstein figure, a living being without a soul.

Along with the growth in Torah scholarship came population growth. In 1500 there were about 50,000 Jews living in Poland. By 1650 there were 500,000 Jews. This means that by the mid 17th century about majority of the Jewish population of the world was living in Poland!

Where did these Jews settle within Poland?

Jews were generally urban people as they were historically not allowed to own land in most of the places they lived. However, they also created their own farm communities called shtetls. Although we tend to think of the shtetl today as a poor farming village (like in Fiddler on the Roof), during the Golden Age of Polish Jewry many of these communities were actually quite prosperous. And there were thousands of them.
The Jews in these independent communities spoke their own language called Yiddish. Original Yiddish was written in Hebrew letters and was a mixture of Hebrew, Slavic, and German. (Note that Yiddish underwent constant development and "modern" Yiddish is not like the "old" Yiddish which first appeared in the 13th century, nor "middle" Yiddish of this period of time.) Overall, the Jews did well, working alongside Polish and Ukrainian Christians

How many African Americans till the 20th century were able to do so?

Jews came to Poland on their own will, to the country of great opportunity. They found shelter from the hostilities of Western Europe, stayed in and prospered, had representatives in the Polish parliament, and had the freedom of expressing their religion and customs. In some towns of Eastern Poland, Jews accounted for more than 50% of the occupants. They were respected citizens. So, how could this be possible if the country was anti-Semitic, as it is widely presented in the book by Jan Tomasz Gross?

Polish Jews enjoyed equal rights and full protection of the law under the Polish government. The laws changed under the rule of Prussia, Russia, and Austria. But we need to keep in mind that it also affected Poles as well. Their situation improved again after WWI when the Polish government was reestablished.

Why, between the wars, was the Jewish population growing 6 times faster than the Christian population, if the alleged anti-Semitism took place?

The only prejudice that you can accuse Polish people of is to be anti-Communist. Marek Edelman, the last leader of the Warsaw Ghetto Uprising, who still lives in Poland, said: "It is not a Jew who is the enemy, it is an enemy who is Jewish." I'm sorry to destroy the beautiful image of the peaceful and innocent Jewish people but at the time of the massacre it was well known that there were "informers," "observers," "advisors," or in plain English "Soviet collaborators" among Jews then and through the war and after.

Those did not see the wrong they were doing, the comfort came from accepting a different way of thinking. They considered themselves Poles or Polish Jews before the war, now comfortably became only Jews, so there were no ties of loyalty to Poland or to the Polish people. Collaborators gave away Poles and Jews as well (Jakub Berman as an example).

But this would be too difficult to understand for us who - for decades - were fed on anti-Polish propaganda. The same propaganda that the Nazis and later the Soviets used and which is now being repeated with a nauseating consistency by the American press.

It is the backwardness of American Jews to prefer that stereotype. I was hoping that with the raising of the Iron Curtain, the flow of information about Poland would be available to the average American reader and TV viewer. Unfortunately, that did not happen. We rather prefer to publish such articles as the one in El Pais. Also, hiding Polish accomplishments from the public only adds to the image of the Poles as some primitive tribe. The fact that Poland's economy is one of fastest growing in Europe is a thorn in the eye for some. The anti-Polish sentiment spreads to minimize their success. We already forgot who first faced the Soviet power and fought Communism. And last, but not least, the public does not know that presently Poland and Israel have a very good relationship.

We must not forget that Poland was not only a victim during WWII but only recently freed herself from under Soviet occupation. We should remember that Communism in Poland was FORCED upon its people, that Soviets placed Jews on high positions, which triggered atrocities. There is no perfect nation in the world – there are always honorable citizens and there is scum in all of them. But it seems that we only find the bad in Poles and all the good in Jews. For[AB1] a well-balanced story, the authors should mention what Soviet Jews did to Poles (Koniuchy massacre) and the fact that – out of 34 countries altogether – the Poles are those who have the biggest number of trees at Yad Vashem.

I guess American Jews don't rush to reveal some other information to the American public like: what were the Judenrat and the Jewish Police doing in the ghettos? Who took over the houses of Polish officers and their families in the east of pre-war Poland when they were taken to Siberia?

Do we inform that Poland's government was the only one in Nazi-occupied Europe to sponsor the organization to help Jews escaping the ghettos?

What did American Jews do to help their dying brothers?

In the American consciousness the Holocaust has become synonymous with Jewish history. Historical literature of the Holocaust has focused on the six million Jewish victims with the exclusion of the sixteen to twenty million Gentile (non-Jewish) victims.

We allow speculation on almost every aspect of Polish-Jewish relationship, never asking: "Why don't we speculate how many Jews would save Poles if the roles were reversed?"

For me, to have a different opinion is to risk being called an anti-Semite. An intelligent but objective Jewish person is called a "self-hating Jew". A "bystander" is someone who chose not to give his and his family's life for a strange, Jewish person.

Good things are happening in Poland .We don't rush to tell about the annual Jewish Festival in Krakow or about the opening of yet another Jewish school in Warsaw. Or even about the commemorating of the Warsaw Ghetto Uprising. We don't rush to tell about "Fiddler on the Roof" in Yiddish at the Jewish Theatre in Warsaw. Instead, we publish misleading stories about a music concert in Auschwitz (!?) and killings in Jedwabne. Why is that? American historians should stop wasting their ink only writing about alleged Polish anti-Semitism. Any atrocities toward Jews either occurred during Nazi or Soviet occupation or were triggered by revenge and greed, not to be mistaken with anti-Semitism. Also, to suggest that all Polish Jews are long gone is wrong, many prospered and became famous: actors (Holoubek, Zapasiewicz, Himilsbach, Rudzki), movie critics (Waldorf), writers (Tuwim), philosophers and editors (Michnik), politicians (Mazowiecki, Suchocka), musicians (Szpilman, Zimmerman), heart surgeons (Marek Edelman), athletes (Kirszenstein a.k.a. Szewinska), singers (Szmeterling a.k.a. Jantar). Some Polish Jews just recently became interested in their religion; Jewish schools are reopening, while the synagogues, museums, and Jewish cultural institutes have always been present in Poland's cultural life. Positive Jewish characters are in every Polish classic; there are streets named after Jewish heroes; monuments accommodate their heroism and their tragedy. All this does not seem like an anti-Semitic country, does it? But it will stay in the American media, as long as we allow it to.

Monday, April 7, 2008

It's Time to wake up George Galloway & JFK "I'm speechless!"

It's Time to wake up George Galloway & JFK "I'm speechless!"

Naomi Klein vs. Alan Greenspan on Inequality

Naomi Klein vs. Alan Greenspan on Inequality

Friday, April 4, 2008

Generał Polskich Nadziei - Władysław Anders

Generał Polskich Nadziei - Władysław Anders


Generał Polskich Nadziei - Władysław Anders - cz। 1; dokument fabularyzowany kraj


http://www.tvpolonia.com/player/index.php?path=58&mov=498149367.wmv&play=1
Generał Polskich Nadziei - Władysław Anders - cz। 2; dokument fabularyzowany kraj
http://www.tvpolonia.com/player/index.php?path=58&mov=963344982.wmv&play=1